Polska zbrojeniówka może nie wytrzymać starcia z Zachodem

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
31 października 2010, 12:05
Otwarcie rynku wykorzystają zachodnie firmy – mówią przedstawiciele polskiej zbrojeniówki. Od 2011 roku będzie musiała ona walczyć z konkurencją o kontrakty z armii.

Już niebawem polska armia będzie musiała kupować broń i wyposażenie w otwartych przetargach. Do tej pory zamówienia obronne były udzielane poza trybem przetargowym. To gwarantowało zlecenia dla polskich firm. Po zmianach o polskie zamówienia na równych zasadach będą ubiegać się także zagraniczne koncerny. To cios dla całej Grupy Bumar. Eksperci obawiają się, że stracą także inne, prywatne firmy.

– Rynek polski czy rynki nowych krajów UE są łakomym kąskiem dla silnych przemysłów zachodnich. Stąd też ta dyrektywa, która wymusza otwarcie rynku europejskiego, także polskiego – ocenia Józef Zakrzewski, dyrektor biura strategii i zarządzania Bumaru.

Uważa, że otwarcie rynku UE jest raczej teoretyczne, dlatego że kraje starej UE (takie jak Francja, Wielka Brytania, Niemcy, Hiszpania czy Włochy) zawsze prowadziły w branży zbrojeniowej protekcjonistyczną politykę.

– Polscy producenci nie są jeszcze gotowi na pełne otwarcie rynku uzbrojenia dla zagranicznej konkurencji – uważa Sławomir Kułakowski, prezes Polskiej Izby Producentów na rzecz Obronności Kraju,

Od początku także rząd podchodził sceptycznie do dyrektywy obronnej. Oczekiwano wydłużenia okresu jej wdrożenia. Nie udało się.

– Nasz przemysł ma swoje zaszłości i nie jest przez to w stanie z dnia na dzień konkurować z koncernami zachodnimi. Oczywiście łatwiej będzie małym prywatnym firmom, ale pamiętajmy, że większość z nich jest też powiązana z Bumarem i innymi spółkami Skarbu Państwa jako podwykonawcy, więc nasze problemy też ich dotkną – przypomina Zakrzewski.

– Otwarcie rynku zamówień zbrojeniowych w UE jest dla naszych przedsiębiorstw zbrojeniowych jednocześnie szansą i zagrożeniem – uważa Henryk Kruszyński, prezes Teldatu.

Według niego zmiany mogą przynieść więcej korzyści zagranicznym koncernom.

– Nie wierzę, aby firmy polskie analogicznie zwiększyły swoje możliwości dostępu do rynków, zwłaszcza w krajach starej UE. Widać, iż większość ciekawych kontraktów we Francji otrzymuje Thales czy w innych krajach EADS, Konsberg, Raimethal itd. – dodaje Kruszyński.

i02_2010_211_000_012a_001_277714.jpg
Wyniki finansowe Bumaru
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj