Polacy mają dość kryzysu, więc nie skąpią na sylwestra

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
27 listopada 2010, 09:01
Sylwester Fot. Shutterstock
Powitanie nowego roku w górach kosztuje średnio 10 proc. więcej niż rok temu. Fot. Shutterstock/Forsal.pl
Powitanie nowego roku w górach kosztuje średnio 10 proc. więcej niż rok temu. Mimo to cieszy się ono takim wzięciem, że zarezerwowane są już niemal wszystkie miejsca w hotelach. I to nawet tych, które są jeszcze w budowie

W górskich kurortach dostępnych jest obecnie jakieś 5 – 10 proc. oferty sylwestrowej, ale wyłącznie z najwyższej półki cenowej – wynika z naszej analizy. Tymczasem w ubiegłym roku wolne pokoje były jeszcze tuż przed świętami Bożego Narodzenia.

>>> Czytaj też: Fajerwerki, lambada i troska o skup żywca – sylwester ’89

Góry oblegane

Tylko na Podhalu i w Pieninach nowy rok przywita ok. 100 tys. turystów. Wszystkie górskie regiony na południu Polski spodziewają się miliona przyjezdnych.

– Goście jak zawsze liczą na odrobinę szczęścia, opady śniegu i narciarskie atrakcje na przełomie roku. Dlatego też, jeśli chodzi o sylwestra w Polsce, tradycyjnie najszybciej rozeszły się propozycje od górali – mówi Andrzej Glapiak z firmy Enovatis, będącej właścicielem trzech portali turystycznych. Jego opinię potwierdzają właściciele ośrodków. – Ostatnie wolne miejsca sprzedałem w październiku. Dziś mam do zaoferowania jedynie wejściówki na bal sylwestrowy – mówi Jakub Tyc, właściciel hotelu Beskid w Milówce.

Najlepiej ogromne zainteresowanie sylwestrem w górach pokazuje przykład hotelu Bukowina w Bukowinie Tatrzańskiej. Za pięciodniowy pobyt dla dwóch osób wraz z balem zapłacić trzeba prawie 6 tys. zł. 60 proc. miejsc zostało już sprzedanych, i to mimo że hotel ciągle jest w budowie. – Oddany zostanie do użytku dopiero w grudniu – potwierdza Patryk Zgiet z działu marketingu hotelu Bukowina.

Zdaniem Glapiaka kłopot zaczyna się wtedy, gdy klient poszukuje czterech dwójek w jednym obiekcie, a przy okazji chciałby w hotelu mieć basen i pobyt ograniczyć do minimum, tylko na dwie noce. – Na takie grymaszenie jest już za późno. Krótszych pobytów niż 3-4-dniowe hotelarze nie oferują. Wolą zaczekać na klienta nawet do ostatniej chwili, ale takiego, który zostanie dłużej – podkreśla.

Mamy dość oszczędzania

Ceny w porównaniu do ubiegłego roku wzrosły średnio o 10 proc. Za dwudniowy pobyt trzeba zapłacić przynajmniej 400 zł, i to w niskim standardzie. Do tego trzeba jednak jeszcze doliczyć koszt balu sylwestrowego. W obiektach o wyższym standardzie, które oferują więcej usług w cenie (np. przejażdżkę kuligiem, basen), koszty są nawet czterokrotnie wyższe.

Polacy są gotowi wydać więcej, ponieważ mają dość kryzysu i po dwóch latach oszczędzania chcą wydawać pieniądze na przyjemności. A zachęca ich do tego także wzrost płac. Według danych GUS w październiku pensje poszły w górę o 3,9 proc. w porównaniu z tym samym miesiącem roku poprzedniego.

PRAWO

Sylwestrowe szaleństwo ma swoje granice

Ograniczenia w używaniu fajerwerków wynikają nie tylko z przepisów kodeksu wykroczeń, ale też z prawa lokalnego wydanego w formie zarządzenia wojewody lub uchwały rady gminy. Jest to bowiem czyn zakłócający ciszę, spokój i porządek publiczny. Dlatego fajerwerki można swobodnie puszczać podczas sylwestra, w Nowy Rok oraz na pokazach, ale w tym przypadku tylko po otrzymaniu zezwolenia. W innych sytuacjach ich użycie jest zagrożone karą mandatu lub może się skończyć wnioskiem o ukaranie do sądu.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj