Przasnyski: Kto nie ma akcji, ten nie ma racji

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
8 lutego 2011, 08:46
Roman Przasnyski, analityk Open Finance
Roman Przasnyski, analityk Open Finance/Inne
Tak najkrócej można by skwitować sytuację panującą na wielu giełdach zagranicznych, a szczególnie na Wall Street. W Warszawie bywa różnie. Rekordów co prawda nasze indeksy nie biją, ale trzymają się wysoko.

Poniedziałkowa sesja była szóstą z rzędu, gdy WIG20 wyraźnie tracił siły w końcówce notowań. W miniony piątek na zamykającym handel fixingu zdołał się obronić przed spadkiem, poniedziałkowy przyniósł porażkę byków. Symboliczną co prawda, bo spadek wyniósł zaledwie 0,04 proc. Ale symptomatyczną, bo przypieczętowującą całodzienną słabość indeksu.

Ta niewielka zniżka postawiła WIG20 do kąta, pospołu ze stojącymi tam już wcześniej Atenami, Stambułem, Bratysławą i Sofią. Po raz drugi z rzędu utrata sił w ostatnich minutach sesji kontrastowała z dobrym lub bardzo, jak na obecne warunki, zachowaniem indeksów na Wall Street. W poniedziałek kontrastowała zresztą z zachowaniem większości giełd. Inwestorzy chyba o naszym parkiecie trochę zapomnieli, o czym świadczą też bardzo niskie obroty. Wczoraj wyniosły one co prawda prawie 950 mln zł, ale wynik podciągnął wzmożony handel akcjami BZ WBK po ogłoszeniu wezwania na nie przez Santandera. Wyskok indeksu średnich spółek też można złożyć na karb wydarzeń jednorazowych, głównie 9 proc. zwyżki walorów Millennium w reakcji na pogłoski, że jego akcji chce pozbyć się portugalski BCP, posiadacz 65,5 proc. pakietu papierów banku.

Wzrosty i kolejne rekordy na amerykańskim parkiecie z pewnością nie mają charakteru jednorazowego, lecz zdecydowanie ciągły. S&P500 i jego koledzy nie przejmują się już niczym i idą w górę nie dając niedźwiedziom dojść do głosu ani na chwilę. Czekanie na korektę, by kupić akcje nieco taniej jest zajęciem coraz bardziej frustrującym. W poniedziałek S&P500 pokonał 1320 punktów bez żadnego zewnętrznego powodu. Co prawda końcówkę też miał nieco słabszą, ale piątkowy rekord powiększył o kolejne 0,6 proc. w całkiem dobrym stylu.

We wtorek też nie będą mu przeszkadzały żadne informacje makroekonomiczne. Te nadejdą dopiero w czwartek. W środę przemówi szef Fed. I po kilkudniowym świętowaniu do gry wrócą Chińczycy. Dziś na większości azjatyckich parkietów indeksy traciły na wartości. Jednym z nielicznych wyjątków był Nikkei, który zyskał 0,4 proc. Wypada liczyć, że w Warszawie byki będą chciały choć częściowo zatrzeć kiepskie wrażenie z kilku ostatnich sesji.


Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Open Finance
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj