Kuczyński: Dzień bez obniżki ratingu to dzień stracony

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
14 lipca 2011, 10:15
Piotr Kuczyński, główny analityk Xelion. Doradcy Finansowi
Piotr Kuczyński, główny analityk Xelion. Doradcy Finansowi/Forsal.pl
W środę gracze w USA czekali na wystąpienie szefa Fed, ale z góry cieszyli się z tego, że obniżenie ratingu Irlandii przez agencję Moody’s zostało przez rynki europejskie i rynek walutowy zlekceważone.

Coraz większa ilość tych redukcji ratingów doprowadza do dewaluacji ich znaczenia. Jednak dzień bez obniżki ratingu to dzień stracony, więc zapewne mało kto się zdziwił, kiedy wieczorem agencja Fitch o trzy poziomy obniżyła rating Grecji (tylko jeden poziom nad „niewypłacalny”). Była to ostatnia z 3 głównych agencji, która rating Grecji tak nisko obniżyła. Skutki tego obniżenia powinny być znikome, ale to od publikacji tej informacji nastroje zaczęły się psuć.

Wcześniej poprawiał graczom nastroje Ben Bernanke, szef Fed. Przedstawił przed Komisją ds. Usług Finansowych Izby Reprezentantów półroczny raport na temat polityki monetarnej. Była w nim tylko jedna rewelacja albo coś na kształt rewelacji. Bernanke twierdzi, że jeśli słabsza kondycja gospodarki utrzyma się dłużej niż Fed tego oczekiwał i pojawi się ryzyko deflacji to możliwe będzie dodatkowe wsparcie ze strony polityki monetarnej. Stwierdził, że Fed bada kilka nietestowanych jeszcze sposobów pobudzenia wzrostu gospodarczego. Nie byłby to więc prosty dodruk dolarów. Zaznaczył też jednak, że nadal uważa, iż problemy gospodarki USA są tymczasowe i on wierzy, że wkrótce wszystko wróci do normy. To „wkrótce” to raczej nie ten rok. Bernanke podkreślił, że czerwcowe prognozy Fed nie uwzględniają ostatnich słabszych danych. Powiedział też, że w 2011 gospodarka USA wzrośnie o 2,7-2,9 proc.

Indeksy giełdowe rozpoczęły sesję od zwyżki, której skala po wypowiedziach szefa Fed gwałtownie się zwiększyła. Obniżka ratingu Grecji nieco rynek otrzeźwiła i indeksy zaczęły się osuwać czekając na ostatnią godzinę sesji. Potem doszła jeszcze wypowiedź Johna Boehnera, spikera Izby Reprezentantów (nie ma gwarancji, że limit zadłużenia USA wzrośnie do 2 sierpnia) i nastroje popsuły się do końca. Udało się ocalić niewielkie wzrosty indeksów, ale było to tylko odbicie w trendzie spadkowym.

GPW zachowała się w środę rano lepiej niż inne giełdy europejskie. Indeksy od początku dnia rosły. Szczególnie pomagało WIG20 to, że drożały akcje KGHM. Można powiedzieć, że to dobre dane z Chin i reakcja na te dane rynku surowcowego (podczas europejskiej części handlu) pomagały naszemu rynkowi. Od początku, po wzroście, rynek wszedł w marazm, ale tuż przed południem wypowiedzi rzecznika niemieckiego rządu i ministerstwa finansów pomogły bykom w całej Europie, na czym skorzystał i nasz rynek. WIG20 zyskiwał w samo południe jeden procent.

Od tego momentu naśladując inne indeksy europejskie zaczął się osuwać. Po pobudce w USA, kiedy ze zwyżek na innych giełdach nic już nie zostało, nastąpiło wyłamanie w dół z rysowanej przez indeks „półki”. Wydawało się, że nie dojdzie do odbicia, ale wystąpienie szefa Fed zmieniło nastroje, dzięki czemu WIG20 zyskał jeden procent. Niedźwiedzi układ techniczny jednak się nie zmienił.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Xelion
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj