Przasnyski: Politycy trzęsą rynkami, a rynki politykami

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
8 listopada 2011, 08:44
Roman Przasnyski, analityk Open Finance
Roman Przasnyski, analityk Open Finance/Inne
Polityczne decyzje lub ich brak, mocno namieszały na rynkach finansowych. Coraz częściej jednak sytuacja na rynkach wpływa na pozycję polityków. Wzrost rentowności obligacji zmiękczył już niejednego.

Niezbyt często zdarza się sytuacja by upadek rządu w demokratycznych krajach wprawiał inwestorów w dobry nastrój. A tak właśnie działo się wczoraj w przypadku Grecji i Włoch. Choć z formalnego punktu widzenia w obu przypadkach trudno mówić o upadku, to jednak w rzeczywistości tak właśnie się stało. Można powiedzieć, że premierzy, których działania doprowadziły do sporego zamieszania na rynkach, właśnie od tych rynków dostali kolejną żółtą kartkę, a politykom nie zostało nic innego, jak pokazać szefom swoich rządów czerwoną. Na wieść o tym, że Papandreu nie znajdzie się w nowym tymczasowym rządzie, indeks giełdy w Atenach zyskiwał wczoraj ponad 1 proc. Pogłoska o możliwości ustąpienia ze stanowiska przez Silvio Berlusconiego spowodowała w ciągu dnia bardzo pozytywną reakcję, a jej zdementowanie ponownie zepchnęło indeksy na głównych giełdach europejskich w dół.

Trzeba przyznać, że jak na spore zamieszanie wokół Grecji i Włoch, sytuacja na parkietach naszego kontynentu nie wyglądała dramatycznie. Na tle spadków przeważających na większości parkietów, po południu wyróżniała się warszawska giełda. Początkowo poruszający się w rytm wydarzeń we Frankfurcie WIG20 po południu zdobył się na niezależność i zyskał 0,8 proc. Przed osłabieniem w ostatnich minutach sesji i na końcowym fixingu, rósł o 1,8 proc. Wyglądało to tak, jakby byki za wszelką cenę starały się zatrzeć złe wrażenie po porannych spadkach i chciały poprawić techniczny obraz rynku. W znacznym stopniu się to udało, a koszt nie był zbyt duży, bowiem obroty były bardzo niskie.

Inwestorzy na Wall Street pozostawali pod negatywnym wpływem europejskiego zamieszania jedynie przez pierwszą część poniedziałkowej sesji. S&P500 w najgorszym momencie dotarł do 1240 punktów, tracąc 1 proc. Z tego poziomu zaczęło się odbicie, w wyniku którego wskaźnik zakończył dzień zwyżką o 0,6 proc. Dow Jones zyskał 0,7 proc., powracając powyżej 12 tys. punktów.

Dziś na głównych giełdach azjatyckich przeważały spadki. Nikkei na godzinę przed końcem sesji zniżkował o 1,3 proc. W Hong Kongu zniżka sięgała 0,7 proc., a na Tajwanie 0,2 proc. Shanghai B-Share szedł w dół o 0,3 proc., a Shanghai Composite spadał o 0,1, proc. Dziś będzie niewiele danych makroekonomicznych. Wpływ na rynki może mieć jedynie informacja o dynamice niemieckiego eksportu. Eksperci spodziewają się jego spadku o 1,5 proc. Niezbyt dobrze rokują poranne spadki kontraktów na europejskie i amerykańskie indeksy. Pochodne na CAC40 traciły 1 proc, a na DAX szły w dół o 0,8 proc. Skala spadku kontraktów na Dow Jones'a i S&P500 była jedynie nieznacznie mniejsza. Trzeba się spodziewać dalszego ciągu niepokojów związanych z sytuacją we Włoszech.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Open Finance
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj