Niezbyt często zdarza się sytuacja by upadek rządu w demokratycznych krajach wprawiał inwestorów w dobry nastrój. A tak właśnie działo się wczoraj w przypadku Grecji i Włoch. Choć z formalnego punktu widzenia w obu przypadkach trudno mówić o upadku, to jednak w rzeczywistości tak właśnie się stało. Można powiedzieć, że premierzy, których działania doprowadziły do sporego zamieszania na rynkach, właśnie od tych rynków dostali kolejną żółtą kartkę, a politykom nie zostało nic innego, jak pokazać szefom swoich rządów czerwoną. Na wieść o tym, że Papandreu nie znajdzie się w nowym tymczasowym rządzie, indeks giełdy w Atenach zyskiwał wczoraj ponad 1 proc. Pogłoska o możliwości ustąpienia ze stanowiska przez Silvio Berlusconiego spowodowała w ciągu dnia bardzo pozytywną reakcję, a jej zdementowanie ponownie zepchnęło indeksy na głównych giełdach europejskich w dół.

Trzeba przyznać, że jak na spore zamieszanie wokół Grecji i Włoch, sytuacja na parkietach naszego kontynentu nie wyglądała dramatycznie. Na tle spadków przeważających na większości parkietów, po południu wyróżniała się warszawska giełda. Początkowo poruszający się w rytm wydarzeń we Frankfurcie WIG20 po południu zdobył się na niezależność i zyskał 0,8 proc. Przed osłabieniem w ostatnich minutach sesji i na końcowym fixingu, rósł o 1,8 proc. Wyglądało to tak, jakby byki za wszelką cenę starały się zatrzeć złe wrażenie po porannych spadkach i chciały poprawić techniczny obraz rynku. W znacznym stopniu się to udało, a koszt nie był zbyt duży, bowiem obroty były bardzo niskie.

Inwestorzy na Wall Street pozostawali pod negatywnym wpływem europejskiego zamieszania jedynie przez pierwszą część poniedziałkowej sesji. S&P500 w najgorszym momencie dotarł do 1240 punktów, tracąc 1 proc. Z tego poziomu zaczęło się odbicie, w wyniku którego wskaźnik zakończył dzień zwyżką o 0,6 proc. Dow Jones zyskał 0,7 proc., powracając powyżej 12 tys. punktów.

Dziś na głównych giełdach azjatyckich przeważały spadki. Nikkei na godzinę przed końcem sesji zniżkował o 1,3 proc. W Hong Kongu zniżka sięgała 0,7 proc., a na Tajwanie 0,2 proc. Shanghai B-Share szedł w dół o 0,3 proc., a Shanghai Composite spadał o 0,1, proc. Dziś będzie niewiele danych makroekonomicznych. Wpływ na rynki może mieć jedynie informacja o dynamice niemieckiego eksportu. Eksperci spodziewają się jego spadku o 1,5 proc. Niezbyt dobrze rokują poranne spadki kontraktów na europejskie i amerykańskie indeksy. Pochodne na CAC40 traciły 1 proc, a na DAX szły w dół o 0,8 proc. Skala spadku kontraktów na Dow Jones'a i S&P500 była jedynie nieznacznie mniejsza. Trzeba się spodziewać dalszego ciągu niepokojów związanych z sytuacją we Włoszech.