Gdyby w piątek wieczorem inwestorowi, który nie znał ostatecznych wyników giełdowych sesji, przedstawić listę informacji, jakie się tego dnia pojawiły, mógłby się spodziewać, że indeksy pospadały po kilka procent. Tymczasem CAC40 i DAX zyskały po 1,2 proc., a FTSE poszedł w górę o 0,4 proc. Niewielkie spadki zanotowały jedynie peryferyjne parkiety, takie jak Helsinki, Ryga, Bratysława i Warszawa. Tylko Budapeszt, Tallin, Sofia i Ateny zanotowały poważniejsze straty. Na liście hiobowych wieści znalazły się: obniżenie ratingu Węgier, fatalne wyniki aukcji włoskich 6-miesięcznych bonów skarbowych, których rentowność wzrosła z 3,5 do 6,5 proc. i idący za tym wzrost rentowności obligacji tego kraju na rynku wtórnym, wzrost do najwyższego poziomu w historii CDS-ów na niemieckie długi, pogłoski mówiące, że rząd wyłoniony po niedawnych wyborach w Hiszpanii rozważa zwrócenie się o międzynarodową pomoc finansową, w obawie przed brakiem możliwości pozyskania środków na rynku finansowym. I wreszcie informacja, a raczej pogłoska najważniejsza. Możliwości Europejskiego Funduszu Stabilności Finansowej mają być zwiększone nie cztero-pięciokrotnie, jak wcześniej uzgodniono, ale w skali o połowę mniejszej. Miałby on więc do dyspozycji nie bilion euro, czy dwa, ale między pół a trzy czwarte biliona. Dodając do tego twardy opór Angeli Merkel wobec emisji euroobligacji i przyzwolenia na skupowanie przez Europejski Bank Centralny obligacji na większą skalę, można odnieść nieodparte wrażenie, że europejski Titanic zbliża się nieuchronnie do zderzenia z górą lodową. Rosnący niepokój stara się zagłuszyć duet Merkel-

Sarkozy, nucący refren o zmianie traktatów i wspólnej polityce fiskalnej państw strefy euro.

Amerykańscy inwestorzy, którzy po czwartkowym Święcie Dziękczynienia pojawili się na Wall Street, początkowo byli niezbyt zorientowani w sytuacji. Wczesnym popołudniem czasu europejskiego wystrzeliły w górę kontrakty na amerykańskie indeksy. To poprawiło nastroje na parkietach naszego kontynentu. Na tę poprawę wkrótce po rozpoczęciu handlu optymizmem zareagowały wskaźniki w Nowym Jorku. Pod koniec dnia to błędne koło zostało przerwane i za oceanem pojawiły się przebłyski rozsądku. W ich efekcie Dow Jones zniżkował o 0,2 proc., a S&P500 o prawie 0,3 proc. Tym samym spadkowa seria przedłużyła się do siedmiu sesji. Poprzednio z tak fatalną passą mieliśmy do czynienia na przełomie lipca i sierpnia. Wówczas spadkowych sesji było jedenaście. Do dołka z początku października jest jeszcze około 60 punktów, więc przed ewentualnym rajdem Świętego Mikołaja niedźwiedzie mają pole do popisu.

Kontrakty na europejskie i amerykańskie indeksy, rosnące po ponad 2 proc. sugerują euforyczny początek dzisiejszej sesji. Powodem tego optymizmu jest niezwykle udany Czarny Piątek, czyli początek świątecznych promocji w Stanach Zjednoczonych, informacja (prasowa) o przeznaczeniu przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy 400-600 mld euro pożyczki dla Włoch, w razie kłopotów oraz nadzieje na francusko-niemieckie propozycje ratowania Europy.