W Azji nastroje gwałtownie pogorszyły się po informacji o śmierci przywódcy Korei Północnej Kim Dzong Ila. Na giełdzie w Korei Południowej spadek sięgnął 3,4 proc., o ponad 2 proc. zniżkował wskaźnik na Tajwanie. Nikkei spadł o 1,3 proc., a w Szanghaju indeksy szły w dół po 0,5 proc. To wynik obaw przed zaostrzeniem polityki północnokoreańskiego reżimu. Jak podano, Kim Dzong zmarł na zawał z przepracowania, a władzę ma objąć jego syn Kim Dzong Un.

Kontrakty na amerykańskie indeksy zniżkowały rano po 0,3 proc., na DAX traciły 0,4 proc., a na CAC40 o 0,2 proc. Skala spadków wyraźnie topniała. Dziś jednak sporo zależeć może od deklaracji państw europejskich, dotyczących wysokości wpłat do Międzynarodowego Funduszu Walutowego oraz informacji, jakie temu mogą towarzyszyć. Tłoku przy kasie raczej nie należy się spodziewać i z hojnością mogą być kłopoty.

Choć wygląda na to, że dobre dane z amerykańskiej gospodarki przestały już stanowić pożywkę dla byków, można liczyć na niezłą końcówkę roku na Wall Street. Nowojorski parkiet, jako jeden z niewielu, ma szansę zakończyć rok na niewielkim plusie. Zarządzający nie powinni więc spocząć na laurach i zawalczyć o premie i honor. Piątkowa sesja takiej walki nie zapowiadała. Dow Jones stracił symboliczne 0,02 proc., a S&P500 wzrósł o 0,3 proc., choć w drugiej części dnia bronił się przed zejściem pod kreskę. Bilans tygodnia, w którym przeważały optymistyczne informacje, to prawie 3 proc. zniżki indeksów.

CAC40 piątkową sesję zakończył spadkiem o 0,9 proc., DAX zniżkował o 0,5 proc. W skali tygodnia spadki sięgnęły 5-6 proc. Na naszym kontynencie dane gospodarcze wciąż są kiepskie, a kryzys zadłużenia ma się bardzo dobrze. W nadchodzącym tygodniu poprawy spodziewać się nie należy. W piątek agencja Moody's obniżyła rating Belgii, a Fitch perspektywę oceny Francji. Na liście obserwacyjnej znalazły się też oceny Włoch, Hiszpanii, Irlandii, Belgii, Słowenii i Cypru.

Piątkowa sesja na warszawskim parkiecie to przypadek szczególny. Przez większą część dnia zmiany indeksów były niewielkie. WIG20 nie trzymał się poziomu czwartkowego zamknięcia. Kluczowa miała być ostatnia godzina, w trakcie której ustalane są kursy rozliczeniowe instrumentów pochodnych. Obserwując przebieg tego typu sesji w poprzednich kwartałach, można było oczekiwać, że po krótkiej huśtawce notowania powrócą do poziomu sprzed tej godziny cudów. Tym razem jednak tak się nie stało. Ponad 2 proc. spadek indeksu największych spółek utrzymał się do końca sesji. W efekcie wskaźnik błyskawicznie znalazł się w okolicach wrześniowego dołka, aspirując do miana najgorszego indeksu naszego kontynentu, znajdującego się daleko za Budapesztem i Moskwą.

Reklama