„FT:” Azja – największa nadzieja świata na wzrost

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
14 stycznia 2012, 07:16
Pomiędzy rokiem 2007 i 2012 chińska gospodarka urośnie o blisko 60 proc. Kraje Azji wschodzącej liczone jako całość wzrosną o prawie 50 proc. W tym samym okresie gospodarki bogate rozwiną się w tempie 3 proc. Czy można wątpić, że świat przechodzi głęboką transformację?

Jak argumentuje Instytut Finansów Międzynarodowych, stowarzyszenie globalnych instytucji finansowych w ostatnim Monitorze Rynków Kapitałowych: „Kluczowe pytanie na 2012 rok brzmi, czy bardziej odporne części globalnej gospodarki i systemu finansowego – gospodarki rynków wschodzących i sektor korporacyjny – okażą się na tyle dynamiczne, by złagodzić potencjalny wpływ wysokiego ryzyka kredytowego w dojrzałych gospodarkach”.

Jakie są jednak zagrożenia dla dużych gospodarek wschodzących? Niektóre ryzyka wynikają z samego wzrostu. Rozwój powoduje, że społeczeństwo staje się bardziej mobilne, wymagające, lepiej wykształcone i poinformowane. Rosnące aspiracje, wzmocnione przez nowe technologie informatyczne, zagrażają modelowi państwa jednopartyjnego, który mają nadzieję zachować władze.

>>> Czytaj też: Firmy z Chin i Francji inwestują w ropę łupkową w USA

Co więcej, szybki rozwój jest prawie zawsze niezrównoważony. Chiny nie są tu wyjątkiem. Jednym z wyzwań wynikających z tego stanu jest przestawienie się z modelu wzrostu opartego na inwestycjach na taki, który będzie napędzany konsumpcją, przy jednoczesnym uniknięciu wielkiej bańki nieruchomościowej. Kraje wschodzące muszą również liczyć się z zagrożeniami zewnętrznymi. Obecnie najbardziej oczywisty jest wielki wstrząs w krajach rozwiniętych, który najprawdopodobniej rozpocznie się w strefie euro. Połączenie niewypłacalności państw, upadłości banków, a nawet wychodzenia ważnych członków ze strefy euro z pewnością spowoduje chaos. Zagrożona byłaby cała otwarta światowa gospodarka.

>>> Czytaj też: Chiny, czyli mocarstwo biedy

Kraje rozwijające się wciąż nie osiągają poziomu wydajności w państwach uprzemysłowionych. Realny chiński dochód na głowę mieszkańca był w 2010 roku prawie pięć razy mniejszy niż w USA, a w Indiach 10 razy mniejszy. Jednak te kraje korzystają z tego, co ekonomista Alexander Gerschenkorn nazwał „przywilejem zacofania”. Startując z niskiego poziomu, ma się duże szanse na trwały i szybki rozwój. Co więcej, wiele z tych krajów jest przygotowanych na wstrząsy zewnętrzne. Mają ogromne rezerwy walutowe, finanse publiczne w dobrym stanie i dobrą pozycję międzynarodową. Pod wszystkimi tymi względami Chiny są potężną fortecą.

Czy stały wzrost w krajach wschodzących może wyciągnąć z obecnego kryzysu państwa wysoko rozwinięte? Odpowiedź brzmi: nie. Wzrost w krajach uprzemysłowionych będzie się nadal opierał w większości na popycie wewnętrznym. One będą musiały uratować się same. Tak twierdzą liderzy krajów rozwijających się i mają rację.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj