Wreszcie legalni nabywcy gier i e-booków będą mieli taki sam komfort z ich używania jak piraci.
Polscy wydawcy jeden za drugim rezygnują z zabezpieczania gier i e-booków, za pomocą mechanizmu DRM. Ich decyzję przyśpieszyła informacja o wejściu na polski rynek Amazona, który od lat nie chroni tak swoich produktów.
DRM, czyli digital rights management, to jedna z najpopularniejszych metod zabezpieczania plików przed łamaniem praw autorskich. Polega na tym, że wydawca wprowadza szyfr. Informacje niezbędne do odszyfrowania danych po zakupie pliku nie są ujawniane klientowi, więc choć jest on właścicielem gry, książki, filmu czy muzyki, to i tak wolno mu wykonać ograniczoną liczbę kopii, nie może modyfikować danych, przewinąć reklam czy otworzyć pliku na innych niż uznane przez producenta urządzeniach.
DRM cieszą się złą sławą. – Branża muzyczna już kilka lat temu wycofała się z tej metody. Na świecie rezygnują też z niej wydawcy e-booków. Chcemy, by nasz klient miał komfort czytania i też zlikwidowaliśmy DRM – mówi Piotr Bagiński z wydawnictwa W.A.B. Zamiast tego wprowadzili wygodniejsze wartmarki, które pozwalają identyfikować właściciela pliku, ale nie narzucają mu platformy, na jakiej musi odtwarzać pliki.

Podobnie w ostatnich tygodniach zdecydowało się zrobić kilku kolejnych wydawców. Fox Publishing zdjął DRM ze wszystkich książek, które ma w księgarni internetowej Nexto. Wydawnictwo Helion otworzyło internetową platformę sprzedaży eBookpoint.pl, na której dostępne jest już blisko 200 e-booków uwolnionych od uciążliwego DRM. Grzegorz Szwarc z Helionu nie ukrywa, że ma to na celu przekonanie klientów, iż warto zapłacić za e-book, bo dostaje się wtedy przyjazny produkt.

Do likwidowania DRM wydawców namawiają też sklepy internetowe. Bookoteka.pl, która sprzedaje wyłącznie e-booki bez DRM, przekonała wydawnictwo Zysk & S-ka do sprzedaży bez DRM bestselleru „Gra o tron” George’a R.R. Martina.
Nie tylko wydawcy książek idą na rękę klientom. CD Projekt, wydawca „Wiedźmina 2”, zdecydował się swój hit sprzedażowy wydać bez tego zabezpieczenia. – W ciągu dwudziestoletniej kariery w branży nie znam przypadku, w którym DRM by naprawdę zadziałał. Zawsze znajduje się metoda na ominięcie zabezpieczenia. Efekt jest taki, że gracze, którzy kupili legalną wersję gry, mają utrudnione korzystanie z niej. A ze względu na DMR jest mniej wydajna. Natomiast piraci korzystają z wersji, z której zabezpieczenia zostały usunięte, i nie mają żadnych problemów. To kuriozum, że pirat, który de facto dokonał kradzieży, może mieć wyższy komfort grania niż użytkownik legalny – mówi Marcin Iwiński, współzałożyciel firmy.
Wydawcy zdejmujący DRM nie ukrywają, że robią to z jeszcze jednego powodu – postawy Amazonu. Światowy potentat sprzedaży elektronicznej ma wejść na polski rynek już za kilka miesięcy. – A wraz z nim na pewno spopularyzuje się u nas czytnik Kindle, który nie obsługuje plików zabezpieczonych w ten sposób – tłumaczy Bagiński. Kto więc chce sprzedawać książki na ten czytnik, musi się do tego wcześniej przygotować.