Nadchodzą złe prognozy dla rynku pracy

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
24 czerwca 2012, 08:12
bezrobotny
bezrobotny/ShutterStock
Zatrudnienie sezonowe nie wpłynęło na wzrost liczby pracujących. Za to płace realne poszły lekko w górę.

Zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw, czyli firmach, w których pracuje powyżej dziewięciu osób, wyniosło w maju 5,5 mln. Wbrew oczekiwaniom ekspertów w porównaniu z kwietniem nie wzrosło. Natomiast liczone rok do roku powiększyło się jedynie o 0,3 proc. – podał GUS. – Dwa czynniki, czyli organizacja Euro 2012 oraz wzrost zapotrzebowania na pracowników sezonowych, powinny przyczynić się do wyraźnego wzrostu liczby pracujących w przedsiębiorstwach. Jednak poziom zatrudnienia miesiąc do miesiąca się nie zmienia, co dowodzi, że nadal istnieją nierozwiązane problemy na polskim rynku pracy, które dadzą o sobie znać jeszcze silniej po wakacjach – komentuje Tomasz Hanczarek, prezes zarządu Work Service. Jego zdaniem niezbędne są działania, które będą stymulowały zwiększenie zatrudnienia. – Niestety obecnie mamy do czynienia jedynie z zapowiedziami podniesienia płacy minimalnej, która na koniec roku może dodatkowo wyhamowywać tworzenie nowych miejsc pracy przez przedsiębiorców – dodaje Tomasz Janczarek. Inni eksperci także są zdania, że prawdziwy problem zacznie się po wakacjach, gdy zakończą się i mistrzostwa Europy w futbolu, i prace sezonowe.

– Obecnie hamulcem jest przede wszystkim budownictwo, gdzie liczba miejsc pracy prawdopodobnie spada. Przetwórstwo przemysłowe zachowuje się zapewne nadal dość stabilnie, ale w naszej opinii sytuacja i w tym segmencie ulegnie zmianie wraz z intensyfikacją sygnałów o osłabieniu koniunktury – mówi Ernest Pytlarczyk, główny ekonomista BRE. Uważa, że w maju wzrosty zatrudnienia mogły zostać wygenerowane w handlu oraz hotelach i restauracjach (obydwie kategorie związane z organizacją Euro 2012). Efekt turnieju będzie widoczny w danych przede wszystkim w czerwcu, kiedy to możemy zobaczyć wzrost zatrudnienia w porównaniu z majem. – Jednak w kolejnych miesiącach do gry powrócą zależności ekonomiczne. Stąd też wtedy spodziewamy się utrzymania ujemnych dynamik miesięcznych w przedziale minus 0,2 – 0,0 proc., co może sprawić, że roczna dynamika zatrudnienia prawdopodobnie w kilku miesiącach roku obniży się poniżej zera – podkreśla Ernest Pytlarczyk.

Trochę lepiej rzecz się ma z wynagrodzeniami. Obecnie średnie w przedsiębiorstwach wynosi 3617,98 zł brutto i jest wyższe niż przed rokiem o 3,8 proc. Biorąc pod uwagę poziom majowej inflacji 3,6 proc., oznacza to, że dochody realne rosną. Fakt, rosną minimalnie, ale jeszcze miesiąc temu spadały. Tyle że i tu prognozy nie są optymistyczne. W przetwórstwie przemysłowym dynamika wzrostu wynagrodzeń ulega obniżeniu, a to segment, który najszybciej odczuwa zmiany koniunktury i jest swoistym barometrem dla rynku.

– Dlatego w kolejnych miesiącach dynamika wzrostu wynagrodzeń będzie hamowała. W tej sytuacji realny wzrost pozostanie zbliżony, a nawet niższy od zera, co w połączeniu ze spadkiem zatrudnienia w sektorze przedsiębiorstw odbije się negatywnie na konsumpcji w tym i prawdopodobnie również przyszłym roku – uważa Ernest Pytlarczyk.


Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj