Równie optymistyczne zakończenie handlu stanowi dobrą zaliczkę na dziś. Na Książęcej bardziej niż importowane nastroje, przydałby się importowany kapitał.

Na głównych giełdach europejskich wtorek upłynął na rozpoznawczej wymianie ciosów między bykami a niedźwiedziami. Sądząc po skali zmian indeksów był to raczej sparring, niż walka. Ale przecież nawet w= tak nerwowych czasach nie co dzień musi dochodzić do ostrych starć. Na najmniejsze nawet zmiany indeksów w Paryżu i Frankfurcie, natychmiast reagował WIG20. Miejmy nadzieję, że dziś cała trójka wskaźników zareaguje na wczorajsze zwyżki na Wall Street, gdzie Dow Jones wzrósł o 0,77 proc., a S&P500 zyskał 0,78 proc., ponownie ocierając się o rekord wszech czasów.

Podobnie jak DAX, nasz wskaźnik czterokrotnie schodził lekko pod kreskę. Na szczęście pod koniec sesji wyrwał się spod tej kurateli, poddając się wpływom graczy zza oceanu. W efekcie, w czasie gdy DAX na kilkadziesiąt minut przed zamknięciem po raz czwarty był liczony na minusie, WIG20 zaliczał rekordy dnia (dobre i to, skoro innych mieć nie można). Finisz zakończony zwyżką o 0,6 proc. trudno uznać za imponujący, jednak to zawsze miła (dla byków) odmiana, po siedmiu z rzędu sesjach niedźwiedzich sukcesów. Zasadnicze pytanie brzmi: czy to zwiastun przesilenia i zmiany nastrojów, czy jedynie przystanek. Trzeba się jednak raczej liczyć z tym, że kres obecnej przeceny leży nieco niżej, a ubijanie gruntu pod zwyżkę może jeszcze trochę potrwać.

O ile do spadkowej tendencji w segmencie blue chips już się zdążyliśmy przyzwyczaić, to źródłem niepokoju może być pogarszająca się od kilku dni sytuacja małych i średnich firm. mWIG40 wczoraj przed przeceną zdołał się w ostatnim momencie uratować, ale w ciągu ostatnich sześciu sesji stracił 5 proc. Trwająca osiem sesji spadkowa fala sWIG80 zabrała temu indeksowi niemal 4 proc., a w tym samym czasie WIG Plus spadł o niecałe 5 proc. Rozszerzanie się niedźwiedzich nastrojów na wszystkie segmenty rynku nie jest zjawiskiem optymistycznym.

Trudno też szukać nadziei patrząc w przekroju branżowym. Poza liderami spadków, czyli budowlanką, telekomunikacją i branżą surowcową, tracącymi w ostatnich dniach po 10-12 proc., mamy długi peleton, zniżkujących po 7-9 proc. i dwa wyjątki: banki, których indeks zniżkuje o 3 proc. oraz chemię, gdzie spadek nieznacznie przekracza 5 proc. Siła naszych banków, szczególnie na tle tego, co dzieje się w Europie, jest godna uwagi, ale same banki hossy nie uczynią.

Reklama

Indeks zaufania niemieckich konsumentów był pierwszą dziś wskazówką dla inwestorów. Wyniósł on 5,9 punktu. Nie zmienił on swej wartości w porównaniu do marca i był zgodny z oczekiwaniami. Patrząc na to, co dzieje się w europejskiej gospodarce, można powiedzieć, że brak złych informacji to dobra wiadomość.

Czeka nas jeszcze publikacja wskaźników koniunktury gospodarczej w strefie euro. Na ogół nie jest to miernik mający znaczny wpływ na sytuację na rynkach, jednak w nerwowych czasach może wywołać pewną reakcję. Na atmosferę może też wpłynąć informacja o dynamice brytyjskiej gospodarki. Prognozuje się, że w czwartym kwartale ubiegłego roku skurczyła się ona o 0,3 proc., zaś w porównaniu do czwartego kwartału 2011 r. wzrost sięgnął 0,3 proc. Zza oceanu napłyną dane dotyczące dynamiki wniosków o kredyt hipoteczny oraz indeksu podpisanych umów kupna domów. Najpilniej śledzone jednak będą popołudniowe wystąpienia aż czterech szefów regionalnych oddziałów Fed. Inwestorzy będą starać się wyłapać ich nastawienie do programu skupu obligacji, choć niespodzianek raczej trudno oczekiwać.