Sprzedaż paliw w Polsce pikuje. Po wyjątkowo złym pod tym względem 2012 r., kiedy zużycie diesla skurczyło się po raz pierwszy w historii, i to aż o 8 proc., początek roku przyniósł dalsze pogorszenie sytuacji. – Od stycznia oficjalny popyt zmalał już o kilkanaście procent – zdradza DGP jeden z menedżerów rodzimego koncernu naftowego. Eksperci nie mają wątpliwości i winą za spadki obarczają szarą strefę. Potwierdzają to dane Ministerstwa Finansów. Tylko w ciągu dwóch pierwszych miesięcy tego roku wpływy do budżetu z tytułu akcyzy paliwowej spadły aż o ponad 210 mln zł. 

>>> Czytaj również: Ceny paliw były niższe, jednak koszty ogrzewania wzrosły z powodu długiej zimy

Polska Organizacja Przemysłu i Handlu Naftowego (POPiHN), zrzeszająca największe firmy paliwowe, nie ma jeszcze dokładnych wyliczeń za I kw., ale wstępne dane za styczeń i luty 2013 r. wskazują, że sytuacja faktycznie się pogarsza. – W tym czasie sprzedaż oleju napędowego zmniejszyła się rok do roku o kolejne 5 proc., a benzyn aż o 8 proc. – mówi Krzysztof Romaniuk, dyrektor ds. analiz w POPiHN. Jak zastrzega, sytuacja jest tak naprawdę gorsza, niż wynikałoby to ze statystyki. – Na początku ubiegłego roku sprzedaż paliw bardzo mocno spadła, ale spowodowane było to wprowadzeniem od stycznia 2012 r. nowej, wyższej stawki podatku akcyzowego. Wiele podmiotów zakupiło duże ilości paliwa w grudniu 2011 r., ograniczając zakupy w styczniu i lutym 2012 r. – wyjaśnia. Teraz sytuacja jest jeszcze gorsza niż rok temu, i to mimo że nie było podwyżki stawek. – To pokazuje skalę szarej strefy i problemu, z jakim mamy do czynienia – podkreśla Krzysztof Romaniuk.

Eksperci twierdzą, że faktyczne zapotrzebowanie na paliwa w kraju prawdopodobnie wciąż rośnie, lecz coraz większa część rynku przechodzi do szarej strefy. Szacuje się, że Skarb Państwa w zeszłym roku w ten sposób stracił około 3,5 mld zł. Z danych resortu finansów wynika, że wpływy za akcyzy po 11 miesiącach 2012 r., choć powinny być wyższe w związku ze wzrostem stawek podatku dla diesla, zmniejszyły się. Ale mafia paliwowa okrada nie tylko Skarb Państwa, także firmy naftowe. Według POPiHN w minionym roku stacje zmniejszyły sprzedaż diesla o 7,9 proc., zaś legalny obrót poza stacjami (m.in. dostawy do dużych odbiorców instytucjonalnych i flot) skurczył się aż o 16,8 proc. Zarówno Orlen, jak i Lotos nie ukrywają, że boleśnie odczuwają działalność nielegalnej konkurencji. – W ciągu minionej zimy sprzedaż oleju napędowego została zrealizowana poniżej naszych pierwotnych planów. Było to odzwierciedleniem ograniczonej konsumpcji tego paliwa m.in. ze względu na wpływ szarej strefy – potwierdza Beata Karpińska z biura prasowego PKN Orlen

>>> Czytaj także: Popyt na paliwa spada. Europa zamknie co dziesiątą rafinerię

Z nielegalnym biznesem trudno rywalizować. Firmy działające w szarej strefie są w stanie wprowadzać na rynek bowiem paliwa po cenach nawet o 40 proc. niższych niż legalnie funkcjonujące spółki. Szacuje się, że na jednym litrze nielegalnie handlujący dieslem są w stanie „zaoszczędzić” nawet 2,45 zł. Przestępcy bogacą się w astronomicznym tempie. Eksperci przekonują, że tylko na jednej autocysternie lewego paliwa zarabiają 75 tys. zł. Cały pociąg z nielegalnym transportem to już 3,7 mln zł zysku. Zdaniem Jakuba Boguckiego, analityka E-petrol, obecna skala szarej strefy coraz mocniej uderza w wyniki koncernów, zarówno produkujących, jak i sprzedających paliwa. Większe firmy muszą się liczyć ze spadkiem zysków, a mniejsze mogą nawet popaść w straty. – Sieci mogą co prawda próbować zwiększać sprzedaż pozapaliwową w przystacyjnym sklepie i organizować promocje, które zachęcałyby klientów do zakupów, ale działania te nie zniwelują strat ponoszonych w wyniku działalności szarej strefy – przekonuje nasz rozmówca