Nie rozumie reguł biznesu. Przedsiębiorcom łamie życiorysy. Z nonszalancją wnioskuje o areszty tymczasowe i lekką ręką sięga po świadków koronnych. A niezależna jest tylko na papierze. Takie zarzuty pod adresem prokuratury formułowane są codziennie. Lista uwag jest długa i co gorsza – wciąż otwarta. Jedni punktują prokuraturę za jej nieudolność, inni za nadgorliwość. Ale co do jednego zgodni są niemal wszyscy – zasady funkcjonowania oraz działania prokuratury wymagają gruntownych zmian. Najlepiej – rewolucji.

– Mamy leninowski model prokuratury, która jest wyodrębnionym pionem organów państwowych. Narzucono go w latach 1949–1950 wraz ze stalinowskim kształtem procesu karnego – ocenia prof. Piotr Kruszyński, karnista z Uniwersytetu Warszawskiego. I postuluje, aby jak najszybciej odejść od takiego rozwiązania. – Zmieniany jest już proces karny. Komisja kodyfikacyjna proponuje, aby był on kontradyktoryjny, oparty na równości stron – prokuratora i obrońcy. Sędzia ma być tylko arbitrem rozsądzającym spór. Ale to powinien być pierwszy etap zmian. Kolejnym powinna być całkowita zmiana modelu prokuratury – dodaje Kruszyński.

Prokuratorskie błędy

W ubiegłym tygodniu wolontariusze stowarzyszenia Niepokonani 2012 ustawili przed gmachem Prokuratury Generalnej taczki. Po to, by prokurator generalny „wywiózł” na nich tych prokuratorów, którzy łamią życie niewinnym ludziom. Sugestia nie zadziałała, choć Andrzej Seremet, obejmując funkcję, zapowiadał, że nie będzie pobłażania dla prokuratorskich nadużyć.

Teraz Niepokonani 2012 domagają się odwołania prokuratora generalnego oraz radykalnej zmiany organizacji i działania prokuratury. – Seremet wybiórczo sięga po środki odpowiedzialności dyscyplinarnej. Nie działa system kontroli, oceny i weryfikacji pracy prokuratorów. Stąd nasz apel do premiera o odwołanie szefa prokuratury. Za bierność – mówi Marcin Kołodziejczyk ze stowarzyszenia Niepokonani 2012. Twierdzi, że Seremet traktuje prokuratorów bardziej jak kolegów, których trzeba chronić, a nie jak podwładnych, których należy kontrolować. Mimo ewidentnych podstaw nie podejmuje działań wobec oskarżycieli, którzy popełniają błędy – jak choćby wobec Romana Pietrzaka, z którego winy przedsiębiorca hotelowy Krzysztof Staniek spędził w areszcie ponad 27 miesięcy, będąc niewinnym.

>>> Czytaj też: Minister sprawiedliwości: Prokuratura nie działa jak należy

– Postulaty odwołania prokuratora generalnego formułowane przez stowarzyszenie Niepokonani 2012 są absurdalne. Nie wiem, dlaczego sprawa prokuratora Pietrzaka odżywa, bo od ponad roku wiadomo, że ewentualnych wniosków o postępowanie dyscyplinarne wobec niego nie było m.in. z powodu przedawnienia. A poza tym prokurator ma prawo do swobodnej oceny dowodów – mówi rzecznik Prokuratury Generalnej Mateusz Martyniuk. Przypomina, że decyzje o przedłużaniu tymczasowego aresztowania podejmowały sądy. – Nie do przyjęcia jest sugerowanie, że prokurator wymuszał na niezawisłych sądach stosowanie aresztu – stwierdza.

Podkreśla, że prokuratura powściągliwie wnioskuje o areszty. Mają tego dowodzić statystyki. W 2012 r. zmniejszyła się liczba wniosków do sądu o zastosowanie tymczasowego aresztowania o ponad 12 proc. w stosunku do 2011 r. – sądy zastosowały w ubiegłym roku ten środek zapobiegawczy wobec 3393 podejrzanych. Chętnie korzystają z mniej dolegliwych – dozoru policji, poręczenia majątkowego czy zakazu opuszczania kraju. Także Jacek Skała, wiceprzewodniczący Związku Zawodowego Prokuratorów i Pracowników Prokuratury RP, przypomina, że w sprawie słynnego tzw. układu zamkniętego areszty stosowały i przedłużały sądy. – Za to w filmie sędziego nie uświadczysz. Ponadto zanim zaczniemy kreować na bohaterów walki z systemem osoby będące pierwowzorem bohaterów filmu, poczekajmy na prawomocny wyrok w tej sprawie, która cały czas toczy się przed krakowskim sądem – mówi.

W ocenie Prokuratury Generalnej zarzuty o zależność prokuratury są powtarzane bez większej refleksji. – Można mówić tylko o zależności prokuratury od sądu. Bo to sąd decyduje o zastosowaniu aresztu; to sędzia daje wiarę zeznaniom świadka koronnego – przekonuje Martyniuk. – Prokuratorzy chętnie zrzucają winę na sądy. Ale to hipokryzja i arogancja. Dowód na to, że nikt nie chce wziąć odpowiedzialności za błędy. A przecież ktoś zbyt pochopnie sięgał po wnioski aresztowe, ktoś nadużywał dowodu ze świadka koronnego, ktoś nie kontrolował podwładnych. Obywatel jest bez szans wobec takiej machiny. Ma przeciw sobie armię urzędników, kontrolerów i prokuratorów. Cały opresyjny aparat państwa – replikuje Marcin Kołodziejczyk. Dla niego winni są konkretni prokuratorzy. Ale chory jest też system. Nadużycie władzy powinno być piętnowane. A nie jest. – Dlatego patrzymy władzy na ręce, obserwujemy, w jakim kierunku zmierzają zmiany procedury karnej i reformy prokuratury. Przed wyborami będziemy z tego rozliczać polityków – zapowiada.

Z surowymi ocenami stowarzyszenia nie zgadzają się szeregowi prokuratorzy. – Jest teraz moda na to, aby zwalczać tych, którzy na co dzień walczą z przestępcami, dbając o bezpieczeństwo obywateli. Nie zważając na to, trzeba robić swoje i pokazywać rzeczywistość taką, jaka jest – ocenia prokurator Skała. Przypomina, że ta rzeczywistość to 98,5 proc. prawomocnych skazań we wszystkich sprawach, które wraz z aktem oskarżenia trafiają do sądu. – Innymi słowy w sądzie prokuratorzy przegrywają jedynie w 1,5 proc. spraw. I musi tak być, bo gdybyśmy mieli 100 proc. skazań, to mieszkalibyśmy zapewne w Chinach.

Skała uważa, że przestępczość gospodarcza to obecnie największe wyzwanie dla wymiaru sprawiedliwości. A państwo powinno maksymalizować siły i środki na walkę z białymi kołnierzykami. – Mam tymczasem poważne obawy, że tak nie jest. Brakuje i środków na opiniowanie biegłych, i profesjonalnych szkoleń. Dla wielu moich kolegów jedynym szkoleniem, które odbyli w ostatnich latach, było to z bhp – przyznaje prokurator. – Z Niepokonanymi zgadzam się, że wymiar sprawiedliwości jest nieefektywny. Odpowiadają za to politycy, którzy fundują mu fatalne procedury – uważa Skała.

Reforma bez autonomii

Politycy, rozdzielając przed trzema laty funkcję ministra sprawiedliwości od prokuratora generalnego, chcieli dać śledczym upragnioną niezależność. Złośliwi mówią jednak, że z niezależnością prokuratury jest jak z UFO – wszyscy o niej mówią, ale nikt jej nie widział. Do pełni szczęścia zabrakło tego, co najważniejsze – autonomii budżetowej oraz przyznania prokuratorowi generalnemu inicjatywy ustawodawczej. – Najistotniejszym zadaniem tej reformy było uwolnienie prokuratury od nacisków politycznych. Oprócz oddzielenia funkcji ministra sprawiedliwości od prokuratora generalnego wzmocniono także pozycję prokuratorów poprzez zagwarantowanie im niezależności w zakresie treści czynności procesowej podejmowanej przez prokuratora – optymistycznie ocenia Konrad Orlik, adwokat w kancelarii Kochański Zięba Rapala i Partnerzy. Dla niego założenia reformy sprzed 3 lat należy ocenić in plus. – Co nie oznacza, że zawsze odbiór społeczny prokuratury i prokuratorów jest pozytywny – mówi.

>>> Czytaj też: Reforma prokuratury: Rząd jesienią zajmie się zmianami

Szeregowi śledczy są bardziej sceptyczni. Niezależność prokuratury dostrzegają głównie na papierze. Przełożony co prawda nie może wchodzić z butami w prowadzone śledztwa, wydając wytyczne czy polecenia dotyczące czynności procesowych. Ale są subtelniejsze metody wpływania na wynik spraw. Najpopularniejsza to wędrowanie spraw między prokuraturami. – Przenoszeniu spraw towarzyszy przekonanie, że w tym łańcuszku znajdą się taka prokuratura i taki prokurator, którzy swoimi decyzjami wyjdą naprzeciw pewnym oczekiwaniom – słyszymy od śledczych. Kolejnym kanałem ingerowania w postępowania są nieoczekiwane awanse w strukturze organizacyjnej. To takie sytuacje, gdy nagle prokurator prowadzący śledztwo dowiaduje się o przeniesieniu go do innej komórki organizacyjnej lub sądowej – czyli takiej, która nie zajmuje się prowadzeniem spraw. Ryzyko ingerencji w tok śledztw jest tym większe, gdy w sprawie pojawiają się nazwiska znanych osób, polityków, lokalnych działaczy.

Kolorowo z niezależnością nie jest także na poziomie Prokuratury Generalnej. – Mamy model zależności od Sejmu, który może odwołać prokuratora generalnego. Mamy też model faktycznej zależności od władzy wykonawczej, ta bowiem decyduje o budżecie prokuratury – przyznaje Jacek Skała. Jego zdaniem łatwo sobie wyobrazić sytuację, w której w ramach odwetu za postawienie zarzutów znanemu politykowi z partii rządzącej zakręcony zostanie kurek z pieniędzmi na funkcjonowanie prokuratury.

Niezależność prokuratury pod wielkim znakiem zapytania stawia też brak konkretnego terminu na przyjęcie lub odrzucenie sprawozdania prokuratora generalnego przez premiera. – W ubiegłym roku czekaliśmy na to 8 miesięcy. Jeżeli prokurator generalny nie będzie miał odpowiednich cech osobowościowych, może w tym czasie obawiać się podejmowania odważnych decyzji, a nawet swoją postawą wpisywać się w oczekiwania rządzących polityków – ostrzega prokurator Skała.

Na biurku premiera leży sprawozdanie szefa Prokuratury Generalnej za 2012 r. wraz z negatywną opinią ministra sprawiedliwości. Nie wiadomo, ile czasu tym razem premier będzie trzymał Andrzeja Seremeta w niepewności i czy powinien zacząć on już sprzątać swoje rzeczy z biurka. Zgodnie z przepisami premier może przyjąć albo odrzucić sprawozdanie, „mając na względzie realizację zadań przez prokuratora generalnego w zakresie strzeżenia praworządności oraz czuwania nad ściganiem przestępstw”. Jeżeli sprawozdanie odrzuci, ma prawo wystąpić do Sejmu z wnioskiem o odwołanie prokuratora generalnego przed upływem jego kadencji. W ubiegłym roku Andrzej Seremet dał jasno do zrozumienia, że ustawa powinna określać termin oceny sprawozdania, a „brak takiego terminu działa destabilizująco na instytucję prokuratury”.

Na razie szef rządu zapoznaje się z opinią ministra sprawiedliwości Marka Biernackiego, który zarzucił prokuraturze brak refleksji nad rzeczywistymi problemami i co gorsza – brak wizji ich rozwiązania. Przypomniał też to, co już wszyscy wiedzą: że 40 proc. prokuratorów wyższych szczebli – a więc lepiej opłacanych – nie prowadzi postępowań sądowych i prokuratorskich, koncentrując się na nadzorze, wizytacjach lub organizacji pracy; że prokuratorzy liniowi w rejonach załatwiają 99,5 proc. spraw, mimo że konsumują tylko 58,83 proc. wydatków prokuratury. Wychwycił także „poważne mankamenty w zarządzaniu kadrą orzeczniczą prokuratury”, „pasywność przy wypracowaniu sprawnych mechanizmów przejmowania skomplikowanych spraw przez prokuratury okręgowe i apelacyjne” i „brak efektywnego nadzoru służbowego”. Własnej wizji prokuratury dotąd jasno nie przedstawił. Zapowiedział jedynie, że rząd ma wrócić do tematu zmian przepisów o prokuraturze jesienią. Z ogólnych wypowiedzi wynika, że prokuratura, zachowując niezależność, zostanie poddana silniejszym rygorom monitorującym. Rząd ponosi przecież odpowiedzialność za stan bezpieczeństwa obywateli, dlatego powinien móc wpływać na to, na czym prokuratorzy skupią swoje działania.

>>> Czytaj też: Wielka kompromitacja prokuratury. Działała po omacku i na odczepnego

– Proponuje się związanie prokuratury rządowymi wskazaniami w zakresie polityki karnej. Jest to poważny błąd wikłający prokuratora generalnego w rozgrywki polityczne w sytuacji, gdy powinien on się skupić na strzeżeniu praworządności i zwalczaniu przestępczości – wskazuje prokurator Skała. Największe zagrożenie dostrzega jednak gdzie indziej. Obawia się prób odejścia od bezwzględnego zakazu wydawania poleceń co do treści czynności procesowych. A to było jednym z osiągnięć ostatniej reformy prokuratury. – Obawy budzą także zmiany proponowane w sądownictwie dyscyplinarnym. Zamiast wzmacniać jego niezależność, pojawił się pomysł, by prokuratorzy „pałacowi”, dziś nieprowadzący postępowań, sądzili pozostałych, którzy na co dzień podejmują ryzyko, wydając decyzje procesowe – tłumaczy.

Dla liniowych śledczych istotne byłoby wprowadzenie dodatkowej gwarancji niezależności – zakazu odbierania śledztw i przenoszenia ich do innych jednostek, gdy ich prowadzenie nie spełnia oczekiwań polityków czy wpatrujących się w ich oczekiwania prokuratorów z centrali.

Proces jak w filmie

W parlamencie trwają prace nad zmianą procedury karnej. Wprowadzony będzie kontradyktoryjny model procesu. Będzie jak w amerykańskim kinie – prokurator na równi z obrońcą stanie się aktywnym uczestnikiem procesu.

– Dziś rozprawa przed sądem to kwiatek do kożucha. Wyrok jest oparty w 90 proc. na dowodach zebranych w postępowaniu przygotowawczym. Samodzielne postępowanie dowodowe sądu jest ograniczone do minimum. Sądy najczęściej dziś potwierdzają tylko ustalenia prokuratur – uważa dr Marcin Warchoł, karnista, wicedyrektor Instytutu Prawa Karnego na Uniwersytecie Warszawskim. Miesiącami trwa więc odczytywanie przed sądem zeznań z postępowania przygotowawczego. Potem trwają kolejne przesłuchania świadków. A na koniec sąd dochodzi do wniosku, że bardziej wiarygodne są zeznania złożone przed prokuratorem, bo były bliższe zdarzeniu i wtedy świadek lepiej pamiętał zdarzenie.

Karnista opowiada, jak pewna adwokat z USA obserwowała proces karny w Polsce:

– Po co sędzia cały czas czyta akta z postępowania przygotowawczego? Nie zna ich? – zapytała skonfundowana Amerykanka, obserwując rozprawę przed naszym sądem.

– Zna – odpowiedział jej znajomy adwokat.

– To może w takim razie strony ich nie znają? – ciągnęła dociekliwa kobieta.

– Nie, one także zostały z nimi zaznajomione.

– Dziwna procedura – podsumowała.

Andrzej Kalwas, były minister sprawiedliwości i prokurator generalny, uważa, że kontradyktoryjny proces karny to standard światowy. – Ale do dramaturgii sali sądowej muszą być przygotowani wszyscy aktorzy: prokurator, obrońca i sędzia. Obawiam się, że tego brakuje. Nie da się tego załatwić od ręki jedną zmianą prawa. Nieprzygotowani są sędziowie i prokuratorzy, bo uczą się na wirtualnych kazusach, a nie na aktach prawdziwych spraw. Także zderegulowani obrońcy nie podołają takim wymaganiom – tłumaczy. Podkreśla, że proces kontradyktoryjny zakłada ze swojej istoty pełną autonomię woli stron i ich aktywność, a sędzia jest tylko arbitrem rozstrzygającym spór.

W ocenie dr. Warchoła nowy model procesu proponowany przez ministra sprawiedliwości usprawni prowadzenia postępowań przygotowawczych i śledztw. – Postępowanie przygotowawcze powinno być prowadzone dla prokuratora i tylko jemu powinny służyć dowody w nim zebrane. Nie powinny one służyć sądowi. Sędzia jest od sądzenia, ma być bezstronny i niezależny, nie jest od oskarżania. Zachwianie funkcji oskarżenia i sądzenia to kolejna wada obecnego modelu – ocenia. Pewien sędzia mówił, że najsprawiedliwiej orzeka, gdy przed rozprawą nie czyta akt postępowania przygotowawczego, które przysłał mu prokurator. Unika wówczas stronniczości i jednostronnego spojrzenia na sprawę.

>>> Czytaj też: Powstanie prokuratury UE jest niemal pewne

– Skąd bierze się jedynie 2–3 proc. uniewinnień w naszym kraju? Właśnie z niezdrowych rozwiązań panujących w Polsce od 1949 r. Przed wojną było ok. 40 proc. uniewinnień – zwraca uwagę Marcin Warchoł. Znikoma liczba uniewinnień nie jest wynikiem świetnych aktów oskarżenia, tylko oskarżycielskiej postawy sędziego, który ratując słaby akt oskarżenia, szuka dowodów na niekorzyść oskarżonego.

Konieczna rewolucja

W styczniu 2015 r. będziemy mieli kontradyktoryjny proces karny, a prokuratura nie jest na to gotowa organizacyjnie, ustrojowo i mentalnie. To wystarczający czas, aby zastanowić się nad kierunkiem zmian.

Profesor Piotr Kruszyński ocenia, że model reformy prokuratury proponowany przez rząd to coś pośredniego między tym, co jest, a tym, co powinno być. – Uznano, że trzeba działać metodą ewolucji, a nie rewolucji. Według mnie powinno się iść o krok dalej i przeprowadzić prokuraturę z jednej epoki do drugiej – uważa karnista. Jego zdaniem nadzór polityków nad prokuraturą nie ma sensu, bo taki czynnik zawsze wpływa na działalność prokuratury negatywnie. Potrzebne jest inne rozwiązanie.

– Prokuratura musi zostać podporządkowana sądom, tak jak było przed wojną. Powinna działać w ramach sądów. Taki powinien być następny krok po reformie procedury karnej i wprowadzaniu kontradyktoryjności procesu. Potrzebny jest niezależny czynnik w postępowaniu przygotowawczym: sędzia do spraw postępowania przygotowawczego. Tak jak w Niemczech – mówi Piotr Kruszyński.

– Trwa zadziwiający festiwal pomysłów na reformę prokuratury. Proponowane są rozwiązania rewolucyjne, rodem z innych epok lub państw. Niektóre kraje europejskie wycofują się właśnie z instytucji sędziego śledczego, u nas padają takie propozycje – ocenia Mateusz Martyniuk, rzecznik Prokuratury Generalnej. Jego zdaniem bezrefleksyjnie mitologizowany jest też okres międzywojenny. – Nie wierzę, aby gwarantem niezależności prokuratury był sędzia do spraw postępowania przygotowawczego, jak to było przed wojną. Czy wówczas sędzia śledczy działał niezależnie, chociażby w kontekście procesu brzeskiego? – dodaje rzecznik.

– Dziś brakuje kompleksowego nadzoru nad działaniami prokuratury, sprawowanego przez jednego sędziego do spraw postępowania przygotowawczego, który zna sprawę od początku i jest jednocześnie gwarantem niezależności. U nas kontrola postępowania przygotowawczego jest przypadkowa, sprawują ją różni sędziowie na różnych etapach postępowania – ucina Marcin Warchoł.

Rozdzielając funkcję ministra sprawiedliwości od prokuratora generalnego, politycy chcieli dać śledczym upragnioną niezależność. Jednak do pełni szczęścia zabrakło tego, co najważniejsze – autonomii budżetowej i przyznania prokuratorowi generalnemu inicjatywy ustawodawczej