Z oficjalnego sprawozdania z realizacji pilotażu Cyfrowej Szkoły wyłania się urzędowy obraz sukcesu. Co innego można przeczytać między wierszami dokumentu i usłyszeć od ekspertów. Choć wydano ok. 50 mln zł na sprzęt dla 399 podstawówek i przeszkolono ponad 4 tys. nauczycieli, to nie bardzo wiadomo, jakie korzyści ta inwestycja przyniosła.

Sprawozdanie przedstawiło Ministerstwo Edukacji Narodowej. Na początku marca bez dyskusji przyjęła je Rada Ministrów. Gdy trafiło na połączone obrady sejmowych komisji edukacji i komisji innowacyjności, wzbudziło głębsze zainteresowanie.

Główne wnioski z pilotażu informatyzacji szkół są optymistyczne. MEN zapewnia, że dzięki nowym technologiom w 399 szkołach podstawowych, które skorzystały na przełomie 2012 i 2013 r. z 44 mln zł na zakup sprzętu – podniosły się kompetencje uczniów i nauczycieli.

– To był program skazany na sukces. Od początku było jasne, że musi się udać – ironizuje Roman Lorens, trener e-learningu i dyrektor liceum w Jaśle. – W rzeczywistości jednym szkołom wyszło to na dobre, innym nie. Wiele zależy od tego, do kogo trafił sprzęt. Czy uczniowie i nauczyciele wiedzieli jak i czy chcieli z niego korzystać? Czasem to był gadżet, którym na siłę się ich uszczęśliwiło – dodaje ekspert.

Te opinię potwierdza szczegółowy opis wyników pilotażu. W niektórych szkołach podłączenie szybkiego łącza internetowego było zbyt kosztowne, w innych były problemy z siecią WiFi, więc laptopy i tablety mają średni sens. Dodatkowo okazało się, że nauczyciele używają technologii informacyjno-komunikacyjnych bardzo rzadko. Co najwyżej jako dodatku do tradycyjnego nauczania.

Samo MEN przyznaje, że właściwie „nie było możliwe dokonanie oceny stopnia wzrostu kompetencji uczniów (...) za pomocą niezależnego testu”. Jak tłumaczy resort, pilotaż trwał tylko jeden semestr, a to za mało do kompetentnego badania. Polega ono na ustaleniu poziomu umiejętności uczniów przed wdrożeniem nowych technologii, po przeprowadzeniu pilotażu i na koniec porównanie tych wyników ze sobą oraz z wynikami uczniów kształconych tradycyjnymi metodami.

MEN przyznaje, że miało problem ze zmierzeniem efektów realizacji pilotażu, bo zastosowane mierniki „nie przystawały do stawianych celów”.

– Właściwie wiemy tyle samo co przed pilotażem – ocenia Grzegorz Napieralski, poseł SLD oraz wiceprzewodniczący komisji innowacyjności i nowych technologii. – Że uczniowie lubią i dobrze rozumieją nowe technologie, ale nie wiemy, czy i jaki mogą mieć wpływ na efekty nauczania. Mimo że Cyfrowa Szkoła była oceniana w trzech dosyć drogich badaniach – komentuje Napieralski.

>>> Czytaj też: Program informatyzacji szkół: nauczycielom brakuje kompetencji

Pierwsza metoda to badanie ankietowe wśród nauczycieli przeprowadzone na zlecenie wojewodów. Drugie badanie to zlecone przez MEN ankiety przeprowadzane przez Instytut Badań Edukacyjnych. Trzecim był komponent badawczy przeprowadzony przez Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji na grupie 30 szkół podstawowych za kwotę 5 mln zł. Wyniki badań były rozbieżne. Z badania IBE wynika, że 60 proc. uczniów podniosło swoje e-kompetencje wykorzystywane w procesie uczenia się, według badań zleconych przez wojewodów odsetek wynosi 80 proc.

Wytłumaczenie różnic jest takie, że IBE badało szkoły w maju 2013 r., przed zakończeniem pilotażu. – IBE miało za mało czasu na profesjonalne badania. W efekcie w obu ankietach niemal wszystko opiera się tylko na opiniach i subiektywnych ocenach nauczycieli i dyrektorów – mówi nam urzędnik związany z wdrażaniem Cyfrowej Szkoły.

Potwierdzają to wyniki jeszcze innego badania – przeprowadzonego już po zakończeniu pilotażu w szkołach w Małopolsce na zlecenie Stowarzyszenia Miasta w Internecie. Wyłania się z niego obraz szkół, w których pojawił się nowy sprzęt, ale nie przyniosło to rewolucyjnych zmian. Tam, gdzie nauczyciele i dyrektorzy już wcześniej byli liderami cyfrowych zmian, mocniej zaczęto je wykorzystywać, a tam, gdzie nie było wcześniej chętnych, to i pilotaż niewiele zmienił.

Autorzy raportu piszą: „W trakcie badań bardzo nieliczna grupa osób (mniej niż 10 proc.) potrafiła podać realne przykłady działań, które prowadziły je do odnalezienia nowych i przydatnych zasobów cyfrowych do wykorzystania na lekcjach. Większość nauczycieli prezentowała postawę raczej bierną, deklarując gotowość wykorzystania nowych materiałów, ale pod warunkiem że ktoś zainicjuje ten proces i im je dostarczy”.

Optymistyczne nastroje co do poprawy kompetencji uczniów pod wpływem nowych technologii psują też wyniki najnowszej części międzynarodowego badania PISA oceniającego gimnazjalistów. Jak się okazało, pod tym względem polscy uczniowie pozostają w tyle. Szczególnym problemem jest praktyczne wykorzystanie źródła informacji, jakim jest internet, czy kupno biletu w automacie, ustawienie odtwarzacza mp3, a nawet klimatyzatora. – Oczywiście PISA bada kompetencje 15-latków, a Cyfrowa Szkoła była wprowadzana w podstawówkach, lecz bez klarownej wiedzy o tym, co i jak nowe technologie w procesie uczenia mogą zmieniać, trudno liczyć, że będziemy potrafili pomóc uczniom w budowaniu takich kompetencji – uważa Lorens.

To niejedyna głośno zapowiadana reforma, której efekty trudno uznać za jednoznaczny sukces. Podobnie było z wdrażanym od 2008 do 2011 r. programem „Bezpieczna i przyjazna szkoła”. Choć MEN wydało pieniądze, NIK oceniała, że nie ma jednoznacznych mierników oceny efektów tej inwestycji. Zarzuty braku rzetelnego monitoringu i ewaluacji zadań izba miała także przy ocenie realizacji Programu Ograniczania Zdrowotnych Następstw Palenia Tytoniu.

Rząd jeszcze w ubiegłym roku zdecydował, że Cyfrowa Szkoła zostanie rozszerzona na cały kraj i finansowana będzie w nowej perspektywie unijnej z Programu Operacyjnego Wiedza, Edukacja, Rozwój oraz z regionalnych programów operacyjnych.

>>> Czytaj też: Cyfrowi tubylcy w przedszkolu: jak technologie wpłyną na nowe pokolenie