10 mln funtów na kampanię przeciwko Brexitowi. Brytyjczycy mocno zirytowani

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
7 kwietnia 2016, 11:41
Londyn
Londyn/ShutterStock
27 mln broszurek wysłanych do wszystkich gospodarstw domowych w W. Brytanii i strona internetowa mają pomóc rządowi w zdobyciu bezpiecznej większości za pozostaniem w UE przed czerwcowym referendum w tej sprawie. Kampania pochłonie ok. 10 mln funtów.

O planach Downing Street pisze czwartkowa prasa brytyjska, donosząc, że tak wysoki koszt kampanii informacyjnej irytuje , także z rządzącej Partii Konserwatywnej, którzy podkreślają, że te pieniądze powinny być wydane na "realne potrzeby Brytyjczyków".

"To absolutnie błędna decyzja, biorąc pod uwagę brak niezbędnego finansowania dla kluczowych usług publicznych. Nawołuję do tego, aby premier (David) Cameron ponownie przemyślał decyzję o zmarnotrawieniu takiej kwoty. To, co zostało zapowiedziane, jest niemoralne, niedemokratyczne i wbrew wcześniejszym zapowiedziom" - oświadczył poseł Partii Konserwatywnej Peter Bone.

>>> Czytaj też: Brexit uzależniony od kasy na kamanię? Zadecydują środki przekazane "pod stołem"

"Topozwala nam podjąć niezwykle istotną decyzję dla przyszłości naszego kraju, prawdopodobnie najważniejszą, jaką podejmiemy w ciągu naszego życia. Jest niezwykle istotne, aby wyborcy mieli łatwy dostęp do klarownej informacji" o konsekwencjach wyjścia z UE - broniła decyzji rządu minister środowiska Liz Truss.

W broszurce napisano, że "rząd wierzy, iż pozostanie w jest najlepszą decyzją", a także ostrzega, że w przypadku tzw. Brexitu Brytyjczycy będą mieli trudniejszy dostęp m.in. do tanich lotów po Europie, a także wrócą do dawnych stawek wysokiego roamingu.

Autorzy podkreślają również, że ponad trzy miliony miejsc pracy są bezpośrednio powiązane z eksportem produktów lub usług do Europy kontynentalnej, a w przypadku wyjścia ze Wspólnoty ustanowienie nowych umów bilateralnych może potrwać nawet do 10 lat.

Szesnastostronicowe broszurki będą rozsyłane do domów w Anglii w przyszłym tygodniu, a w Walii i Szkocji po lokalnych wyborach zaplanowanych na pierwszy tydzień maja.

Brytyjski rząd może pozwolić sobie na wysoki koszt druku tych książeczek, gdyż nie jest jeszcze objęty limitem wydatków związanych z kampanią referendalną. Na 28 dni przed zaplanowanym na 23 czerwca głosowaniem rozpocznie się tzw. okres "purdah", kiedy rząd nie będzie mógł korzystać ze środków publicznych, aby w wpływać na ostateczny wynik referendum.

>>> Czytaj też: "Plan lękowy" Camerona działa. Coraz więcej Brytyjczyków chce pozostać w UE

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: PAP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj