Biden: Turcja musi sama kontrolować swoją granicę z Syrią

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
24 sierpnia 2016, 21:18
Syria
Syria/ShutterStock
Stany Zjednoczone są przekonane, że turecka granica z Syrią musi być kontrolowana przez samą Turcję, a nie jakąkolwiek grupę zbrojną - powiedział w środę amerykański wiceprezydent Joe Biden, który złożył wizytę w Ankarze.

"Jesteśmy całkowicie przekonani, że turecka granica powinna być " - oświadczył Biden.

Nawiązał w ten sposób do potencjalnych zamiarów milicji YPG (Ludowe Jednostki Samoobrony), które miały decydujący udział w odbiciu Manbidżu w północnej Syrii, a następnie - jak oczekiwano - gotowe były do uderzenia na syryjskie miasto Dżarabulus przy granicy z Turcją. Siły YPG uważane są przez władze w Ankarze za organizację terrorystyczną, ale Stany Zjednoczone udzielają im poparcia, widząc w nich poważną siłę zwalczającą dżihadystów z Państwa Islamskiego (IS).

obawia się, że wzrost znaczenia YPG może doprowadzić do powstania jakiejś formy kurdyjskiego terytorium na północy Syrii, przy granicy z Turcją. Zdaniem obserwatorów chęć zapobieżenia takiemu scenariuszowi była jednym z powodów udanej tureckiej ofensywy na Dżarabulus, która miała miejsce w środę.

Biden podkreślił, że Syria powinna pozostać jednolitym krajem i nie można jej rozczłonkowywać na kawałki. Wcześniej powiedział, że USA zażądały od YPG wycofania się na wschód od Eufratu (Manbidż i Dżarabulus leżą na zachód od tej wielkiej rzeki).

Prezydent Turcji Recep Tayyip potwierdził, że Dżarabulus został wyzwolony przez syryjskich rebeliantów wspieranych przez lądowe i powietrzne siły tureckie, a także amerykańskie lotnictwo. Dodał, że podczas zdobywania miasta nie zginął żaden turecki żołnierz.

Z kolei nawiązując do działalności YPG Erdogan powiedział, że terrorystyczna organizacja zwalczająca inną terrorystyczną organizację "nie staje się przez to niewinna". Podkreślił, że za ugrupowania terrorystyczne Ankara uważa zarówno YPG, jak i Państwo Islamskie.

Erdogan odniósł się też do roli prezydenta Syrii Baszara el-Asada, twierdząc, że w kraju tym nigdy nie zapanuje demokracja, dopóki u władzy jest Asad.

>>> Czytaj też: Egzotyczna koalicja Turcji, Rosji i Iranu. Oto prawdziwe powody ofensywy Ankary w Syrii


Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: PAP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj