Przywołuje serię wykresów opublikowanych w "Financial Timesie", które pokazują korelację pomiędzy emisją CO2 i dystrybucją bogactwa na świecie. Często w narracji na temat kryzysu klimatycznego dominuje podział na bogate, uprzemysłowione i oparte na węglu gospodarki i resztę świata. Jednak jak zauważa Savage, występuje także ogromna rozbieżność w stopniu wpływu na klimat wąskiej grupy ekstremalnie bogatych osób i pozostałych. Jak dużej? Jeden procent osób o najwyższych dochodach na świecie odpowiada za 15 proc. emisji. Występuje też ciekawa zależność: szybkiemu wzrostowi bogactwa tych osób towarzyszył też szybki wzrost śladu węglowego.

Autor przygląda się także poszczególnym krajom – ta perspektywa jeszcze lepiej pokazuje opisywane zjawisko. W USA osoby z najwyższego dochodowego decyla odpowiadają za połowę emisji gospodarstw domowych, podczas gdy dolna połowa za jedynie 10 proc. Chociaż USA to pod tym względem skrajny przypadek, to podobny wzorzec obowiązuje w wielu dużych uprzemysłowionych gospodarkach, co wskazuje na to, że na problem zmian klimatu powinniśmy zacząć patrzeć bardziej niż wcześniej z perspektywy klasowej.

Reklama

- Prawie wszystko, co robią bogaci, wiąże się z wyższymi emisjami, począwszy od mieszkania w większych domach, a skończywszy na jeżdżeniu większymi samochodami i częstsze loty, zwłaszcza prywatnym odrzutowcem. Dochodzi do tego jedzenie mięsa, podobnie jak posiadanie basenu. Nie wspominając o wakacyjnym domu. Albo domach – napisał w „Financial Timesie” Stefan Wagstyl.

Savege pisze, że walka ze zmianami klimatu będzie być może wymagała od klasy średniej, a nawet klasy robotniczej w krajach rozwiniętych, wprowadzenia znacznych zmian w stylu życia. Kluczem, zarówno z politycznego, jak również środowiskowego punktu widzenia, do rozwiązania problemu nadmiernej emisji może być jednak finansowa elita.