DGP ocenił, czego można się spodziewać po pierwszych miesiącach pracy parlamentu, który właśnie wybraliśmy
Kalendarz polityczny tak się w Polsce układa, że nowy rząd przejmuje władzę tuż przed początkiem nowego roku. Nie ma więc komfortu długiego przygotowywania zmian, które uważa za niezbędne do wprowadzenia w kolejnym roku. Sztandarowym przykładem jest ustawa budżetowa, której ewentualne korekty musi szybko przygotować.
Ta ustawa jest związana z budżetem i choć rząd Ewy Kopacz przyjął ją w zeszłym tygodniu, Sejm nie zdąży jej już uchwalić przed końcem kadencji. A to oznacza, że – podobnie jak pozostałe projekty (poza obywatelskimi) – ulegnie dyskontynuacji z końcem kadencji. Ustawa wprowadza jednorazowe dodatki dla emerytów i rencistów, których wielkość zależy od wysokości świadczenia. Największe (350 zł) dostaną osoby otrzymujące mniej niż 900 zł. Przy emeryturach i rentach od 900 do 1100 zł będzie to 300 zł. W kolejnym przedziale od 1100 do 1500 zł – 200 zł, a dla reszty – o ile ich świadczenie nie przekracza 2 tys. zł – pomoc wyniesie 100 zł.
Jej brak to jedno z największych zaniedbań ustępującego rządu PO-PSL. Do 18 kwietnia 2016 r. Polska powinna wdrożyć do swojego prawa dyrektywy unijne regulujące funkcjonowanie systemu zamówień publicznych. Ich główny cel to uproszczenie i przyspieszenie całej procedury zamówień publicznych – na przykład poprzez obowiązkowe przejście na komunikację elektroniczną między wykonawcą i zamawiającym czy też przejście na elektroniczne składanie ofert.
PiS proponuje ustawę cofającą reformę sześciolatków. Ustawa miałaby być uchwalona maksymalnie szybko, gdyż ma dać prawo rodzicom, których dzieci znalazły się już w pierwszej klasie, do cofnięcia ich do zerówki. Docelowe rozwiązanie przewiduje, że do pierwszej klasy będą trafiały siedmiolatki oraz – na wniosek rodziców – sześciolatki, o ile dziecko „wykazuje psychofizyczną dojrzałość do podjęcia nauki szkolnej”. To kontrowersyjna zmiana, gdyż jeśli większość rodziców skorzysta z tej możliwości, we wrześniu do szkoły pójdą nieliczne dzieci. Z drugiej strony może być to metoda na rozładowanie olbrzymiego rocznika obecnej pierwszej klasy, do którego trafiło ponad 500 mln dzieci z dwóch wyżowych roczników 2008 i 2009.
To jeden ze sztandarowych pomysłów PiS w kampanii prezydenckiej i parlamentarnej. Projekt ustawy przewiduje, że w rodzinach, w których dochód na głowę wynosi 800 zł, na każde dziecko zostanie wypłacone 500 zł miesięcznie. W pozostałych będzie to dotyczyło drugiego i kolejnych dzieci. PiS chce te rozwiązania wprowadzić od 2016 r. Jeśli partia myśli o przyjęciu ustawy, musi to zrobić szybko, a skutki finansowe wprowadzić do budżetu na 2016 r. Wypłaty mają się zacząć od kwietnia, ale wnioski może będzie składać wstecznie od początku roku.
Większość partii biorących udział w kampanii proponowała wprowadzenie godzinowej stawki minimalnego wynagrodzenia, mającej zrównać wynagrodzenie osób pracujących na elastycznych formach zatrudnienia z tymi na etacie. Dla osób pracujących na etacie wylicza się minimalną płacę godzinową, dzieląc wynagrodzenie miesięczne przez liczbę godzin pracy z miesiącu. W skali roku przeciętnie wynosi ona 10,2 zł. Partie proponowały dla osób na umowach-zleceniach minimum 12 zł, co ma gwarantować dochody zbliżone do płacy minimalnej. Minimalna płaca godzinowa to jedno z działań, których celem jest ograniczenie zjawiska obchodzenia zatrudnienia na etacie przez elastyczne formy zatrudnienia.
Politycy, bez względu na partyjną przynależność, są raczej zgodni w ocenie działań aparatu skarbowego – i nie jest to ocena pozytywna. Fiskus ma problem ze skutecznym ściąganiem podatków, przy tym niekoniecznie kieruje swoje działania przeciwko głównym winowajcom takiego stanu rzeczy. Nowa ordynacja miałaby to zmienić, na nowo definiując relacje podatnik – urząd skarbowy. Jedna z proponowanych reguł: organ podatkowy nie sprawuje władzy nad podatnikiem, tylko wspiera go w realizowaniu obowiązków. Fiskusa ma obowiązywać zasada domniemania rzetelności podatnika. I ma bardziej pomagać niż ścigać, ordynacja ma wprowadzić możliwość udzielania informacji i konsultacji z podatnikami, ale także zawierania porozumień i mediacje podatkowe.
Banki i supermarkety mogą już chyba zacząć liczyć straty. Od wprowadzenia podatków od aktywów bankowych (lub transakcji finansowych) i obrotów sklepów wielkopowierzchniowych raczej nie ma odwrotu. Co prawda najgłośniej o nich mówiło PiS, ale w tym przypadku bez problemu znajdzie się poparcie dla obu projektów po lewej stronie sceny politycznej. Podatku bankowego, od transakcji finansowych i supermarketów chciały zgodnie Zjednoczona Lewica i Kukiz’15. Propozycje różniły się w szczegółach.
Inne galerie forsal.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Powiązane
Zobacz
|
