Ostatni raz inflację wyższą niż w lipcu tego roku mieliśmy 20 lat temu. Wtedy finalizowany był proces „dezinflacji”, który z większą lub mniejszą determinacją był realizowany przez całe lata 90. Bo inflacji mniejszej niż 5 proc. należałoby szukać jeszcze w latach 70. (miesięczne dane są dostępne od 1982 r., roczny wzrost cen nieprzekraczający 5 proc. w czasach PRL zanotowano ostatnio w 1977 r.).
Doświadczenie kilkunastu lat najpierw z inflacją podwyższoną, później galopującą, a w końcu z hiperinflacją oraz ponad dziesięciu kolejnych z przechodzeniem jednej do drugiej fazy w odwrotnej kolejności sprawia, że „alarmy cenowe” padają na podatny grunt (dodajmy media ze skłonnością do krzykliwych tytułów).
Redaktor w DGP. Pisze głównie o finansach, chętniej o fuzjach i wynikach banków niż o oprocentowaniu depozytów i kredytów. Drugi ulubiony temat: makroekonomia. Zaczynał w czasie, gdy o stopach procentowych decydował w pojedynkę prezes NBP, czyli w poprzednim tysiącleciu. Pracując w „Dzienniku Gazecie Prawnej” od 2012 r., był twórcą rankingów banków i ubezpieczycieli "Gwiazdy Bankowości" i "Gwiazdy Ubezpieczeń". W tygodniku "Gazeta Bankowa" wymyślił ranking trafności prognoz makroeokonomicznych, który później przeniósł do Gazety Giełdy "Parkiet", gdzie konkurs wciąż ma się dobrze. W 2021 r. nagrodzony Grand Press Economy, w latach 2014 i 2021 laureat Nagrody Dziennikarskiej im. M. Krzaka przyznawanej przez Związek Banków Polskich.
