– Nie chodzi o licytację, chodzi o to, by jasno zamknąć spory przeszłości – powiedział wczoraj na wyborczym wiecu w Płocku Rafał Trzaskowski. I to zdanie może być najkrótszą charakterystyką jego programu. Kandydat PO wyraźne zadeklarował utrzymanie kilku rozwiązań, które zapewniły PiS zwycięstwo w wyborach przed pięciu laty i utrzymanie władzy przed rokiem. To obietnice ze sfery socjalnej, jak deklaracja o wetowaniu każdej ustawy szkodzącej programowi 500 plus czy brak powrotu do wyższego wieku emerytalnego.

– To przyznanie, że tego rodzaju program był potrzebny. Zresztą chciałbym przypomnieć, że pierwsze postulaty rozszerzenia 500 plus na każde dziecko składała właśnie Platforma. To samo dotyczy obietnicy, że wiek emerytalny nie zostanie ponownie podwyższony. Rafał Trzaskowski zdaje sobie sprawę, że trudno jest cofnąć zmiany, które przynoszą wymierne i widoczne korzyści w krótkim czasie – mówi Michał Myck, dyrektor Centrum Analiz Ekonomicznych CenEA. I dodaje, że z upowszechnienia 500 plus największą korzyść odnoszą gospodarstwa o wysokich dochodach i zmiana ta ma niewielkie przełożenie na poziom ubóstwa. – A utrzymywanie obecnego wieku emerytalnego będzie zwiększało z biegiem lat obciążenie systemu emerytalnego. Oba rozwiązania będą ograniczać finansowe możliwości rządu w kreowaniu innych potrzebnych polityk w sferze społecznej – mówi Michał Myck.

Punkty wspólne

Sam tytuł programu Trzaskowskiego – Nowa Solidarność – to nawiązanie do hasła Polski solidarnej, z jakim PiS kilkukrotnie szło do wyborów. PO ukuła nowy slogan „nic, co dane, nie będzie odebrane” i taka jest główna kampanijna linia Trzaskowskiego. Ale zbieżności między programem kandydata PO a pomysłami zaplecza Andrzeja Dudy jest więcej niż tylko podejście do 500 plus czy wieku emerytalnego.

Reklama

W programie Trzaskowskiego możemy znaleźć np. zapowiedź wprowadzenia estońskiego CIT. Choć ten zwrot nie pada, to propozycja, by CIT był płacony dopiero w momencie wypłaty dywidendy i zostawał w firmie, gdy dochód jest reinwestowany, przypomina to, nad czym pracuje rząd. Inny przykład to postulat branżowych tarcz antykryzysowych: Trzaskowski deklaruje, że jako prezydent będzie „mobilizował rząd” do wprowadzania rozwiązań szczególnych dla branż, które najbardziej ucierpiały w wyniku pandemii, czyli dla transportu i turystyki. Ale to też już się dzieje – np. bon turystyczny.

Rewolucja w podatkach

Jest też kilka spraw, gdzie dwaj rywale w wyścigu o fotel prezydenta się różnią.

Jeden z nich to zmiany w PIT. Trzaskowski proponuje zwiększenie progresji w systemie podatkowym przez podwyższenie kwoty wolnej. Osoby o zarobkach do 30 tys. zł w ogóle nie płaciłyby podatku. Zarabiający między 30 tys. zł a 65 tys. zł mieliby kwotę wolną w wysokości 8 tys. zł. Pierwsza grupa zyskałaby 525 zł, druga 834 zł w porównaniu z dzisiejszymi rozwiązaniami. Kwota 8 tys. zł to nie przypadek – nawiązuje do obietnicy Dudy z 2015 r.

Przybliżony koszt tych propozycji może sięgnąć przynajmniej 6 mld zł, wynika z wyliczeń DGP na podstawie ostatnich szczegółowych danych o dochodach podatników – z 2017 r. Od tego czasu wzrosły pensje, a PIS wprowadził „zerowy PIT” dla osób do 26. roku życia.

Co w sprawie PIT proponuje Andrzej Duda? Dotąd trzymał się rozwiązań wprowadzonych przez PiS: zerowego PIT dla młodych oraz obniżki podstawowej stawki podatku z 18 do 17 proc. Kwota wolna została podniesiona do 8 tys. zł tak, żeby ci, którzy tyle zarobią, nie zapłacili nic. Później kwota wolna się zmniejsza do 3091 zł w przypadku osób, które zarobią 13 tys. zł.

Uszczelniać czy nie

Inna różnica między Trzaskowskim a obecnym prezydentem: pretendent do urzędu chce „uszczelnienia ram fiskalnych i umocnienia zasad budżetowych”, co miałoby podnieść przejrzystość finansów publicznych i sprawić, by „rząd musiał respektować polskie i unijne reguły fiskalne”. To aluzja do tego, co dziś dzieje się w finansach publicznych, czyli wypychania wydatków i długu poza budżet, tak by nie były one widoczne w państwowym długu publicznym (PDP).

Obóz władzy niechętnie patrzy na jakiekolwiek plany szybkiego uszczelniania reguł, gdyż priorytetem jest ponowne rozkręcenie gospodarki. Rosnący dług ma w tym pomóc.

Czy rząd będzie musiał sztywno trzymać się reguł fiskalnych UE? Zdaniem Jakuba Borowskiego, głównego ekonomisty Credit Agricole Bank Polska, będzie to zależało od tego, czy dojdzie do drugiej fali pandemii i jakie będą jej ekonomiczne skutki. – Jeśli okaże się, że scenariusz gospodarczy jest gorszy niż prognozowała Komisja Europejska, to będzie ona patrzyła w bardziej pobłażliwy sposób na kolejne luzowanie polityki fiskalnej. Ale nawet jeśli do tego dojdzie, to w kolejnych latach w naturalny sposób będziemy zmniejszać deficyt – wyjaśnia ekonomista.

Inwestycje centralne czy lokalne

Trzaskowski wyraźnie różni się od Dudy w pomyśle na stymulowanie inwestycji. Obecny prezydent stawia na utrzymanie kursu i realizację zapowiadanych do lat wielkich projektów, jak budowa Centralnego Portu Komunikacyjnego czy przekop Mierzei Wiślanej. Dla niego inwestycje centralne to szansa na pobudzenie wzrostu gospodarczego osłabionego pandemią.

Rafał Trzaskowski uważa, że to megalomania. Proponuje utworzenie funduszu, który finansowałby inwestycje lokalne.

Oba pomysły różni nie tylko filozofia, ale też skala. Według planów Trzaskowskiego beneficjentami funduszu miałyby być małe miasta i miejscowości. Pula środków to co najmniej 30 mln zł na miasto powiatowe. Biorąc pod uwagę liczbę powiatów i miast na prawach powiatu, fundusz musiałby więc dysponować kwotą minimum 11,5 mld zł. Tymczasem tylko budowa CPK mogłaby pochłonąć – zgodnie z dokumentami zamieszczonymi na stronach rządowych – ok. 35 mld zł.

Więcej na zdrowie

Kandydat PO proponuje radykalne przyspieszenie wydatków na zdrowie. „Będę oczekiwał od rządu, że już w 2021 r. wydatki te wzrosną do co najmniej 6 proc. PKB. Przeliczając to na głowę każdego Polaka, z obecnych 2757 zł wydatki wzrosną do 3676 zł” – napisał Trzaskowski w swoim programie. W praktyce oznacza to, że w ciągu roku wydatki na zdrowie miałby wzrosnąć ze 104 mld zł do blisko 140 mld.

Urzędujący prezydent jest tu bardziej ostrożny. Proponuje trzymanie się obecnej ścieżki wydatków na zdrowie, według której wydatki mają wzrosnąć do 6 proc. PKB w 2024 r. Zgodnie z nią w przyszłym roku na zdrowie ma być przeznaczone ok. 120 mld zł. Do tego Andrzej Duda dorzuca 3 mld zł w ramach swojej kampanijnej propozycji, czyli Funduszu Medycznego. ©℗