Dziś nie fałszuje się wyborów. O wyniku decydują media i pieniądze [WYWIAD]

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
7 sierpnia 2020, 22:01
Andrzej Duda, Agata Kornhauser-Duda, Elżbieta Witek, Tomasz Grodzki
<p>Warszawa, 06.08.2020. Inauguracja II kadencji Prezydenta RP. Prezydent Andrzej Duda (2P), pierwsza dama Agata Kornhauser-Duda (P), marszałek Sejmu Elżbieta Witek (L) oraz marszałek Senatu Tomasz Grodzki (2L) podczas uroczystości zaprzysiężenia Prezydenta RP przed Zgromadzeniem Narodowym, 6 bm. w Sejmie w Warszawie. (kf) PAP/Radek Pietruszka</p>/PAP
Dziś wyborów nie fałszuje się, dosypując głosów do urny. O wyniku decydują media i pieniądze. Dlatego na tych polach trzeba dać nam instrumenty – do oceny rzetelności przekazu, nakładania kar oraz interweniowania, gdy rząd czy samorząd organizują de facto kampanijne wydarzenie

Z Sylwestrem Marciniakiem rozmawiają Grzegorz Osiecki i Tomasz Żółciak

Powinniśmy się cieszyć, że wybory udało się przeprowadzić, czy martwić, że było wokół nich tyle wątpliwości?

Uważam, że jako społeczeństwo i jako państwo wygraliśmy, doprowadzając je do końca. Skontaktował się ze mną ostatnio ambasador jednego z państw południowoamerykańskich, w którym jesienią ma się odbyć referendum. Chcieliby wiedzieć, jak przeprowadzić taką operację w trakcie epidemii. Świat docenia to, co osiągnęliśmy. U nas jak zwykle strona przegrana nie bije się we własne piersi, lecz podważa wynik. Ogółem w 25 tys. komisji wyborczych zasiadało przeszło 200 tys. członków. Wśród nich było 35 tys. przedstawicieli komitetu Andrzeja Dudy, reszta reprezentowała komitety innych kandydatów. Przedstawiciele Rafała Trzaskowskiego byli w każdej komisji. Do tego dochodzi kilkanaście tysięcy mężów zaufania. Gdyby te osoby uznały, że coś jest nie tak, powinny zgłosić zastrzeżenia do protokołów i złożyć protesty wyborcze.

Ale zastrzeżenia co do uczciwości wyborów nie dotyczą tylko samego głosowania.

Zgodnie z obowiązującymi przepisami są dwie podstawy do złożenia protestu wyborczego. Pierwsza to popełnienie przestępstwa. Prokurator generalny poinformował, że złożono 70 zawiadomień o podejrzeniu popełnienia przestępstw przeciwko wyborom. Dodał jednak, że nie sposób stwierdzić, by nieprawidłowości miały wpływ na wynik. Druga podstawa to naruszenie przepisów kodeksu wyborczego dotyczących ustalenia wyników wyborów. Także w tym przypadku nie ma mowy o kwestiach systemowych. Nawet blisko 100 protestów uznanych przez Sąd Najwyższy nie ma wpływu na ostateczny wynik, biorąc pod uwagę, że było ponad 400 tys. głosów różnicy między obydwoma kandydatami w II turze. Na podstawie takiej argumentacji SN rozstrzygał już w sprawie poprzednich wyborów prezydenckich.

Złożono prawie 5,8 tys. protestów wyborczych. To najwięcej od 1995 r., kiedy wniosków o unieważnienie głosowania było prawie 600 tys.

SN wysłał nam do zaopiniowania 500 protestów. Pozostałe były formularzami, w których wystarczyło wpisać imię i nazwisko. W zeszłym roku po wyborach parlamentarnych liczba protestów była tylko trochę mniejsza.

fot. mat. prasowe

Sylwester Marciniak przewodniczący Państwowej Komisji Wyborczej, sędzia Naczelnego Sądu Administracyjnego

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj