Polska policja jest zbyt brutalna w ocenie Rady Europy

Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
28 października 2020, 07:55
Polska policja, radiowóz
<p>Polska policja, radiowóz</p>/ShutterStock
Rada Europy znowu zwraca Polsce uwagę na nadużywanie siły przez policjantów w trakcie zatrzymań. Polskie władze jednak nie chcą słuchać jej zaleceń.

Publikowany dzisiaj raport na temat Polski powstał po wizycie, którą eksperci Rady Europy odbyli we wrześniu 2019 roku. Była to wizyta zorganizowana ad hoc, niewynikająca z kalendarza Komitetu Zapobiegania Torturom, który rutynowo odwiedza kraje należące do Rady Europy. Co więcej, doszło do niej zaledwie rok po wydaniu poprzedniego raportu, w którym także zwracano uwagę na brutalność funkcjonariuszy. Powoływano się wówczas m.in. na przypadek Igora Stachowiaka, który zmarł w 2016 r. na komisariacie we Wrocławiu. – Doszliśmy do wniosku, że kolejna wizyta jest konieczna, ponieważ nie widzieliśmy żadnych postępów we wdrażaniu naszych poprzednich zaleceń. Drugim powodem była potrzeba spotkania z władzami na politycznym szczeblu – mówi DGP przewodniczący Komitetu Zapobiegania Torturom w Radzie Europy Mykola Gnatovsky.

Delegacja podczas zeszłorocznej wizyty bezskutecznie zabiegała o spotkanie z kierownictwem MSWiA: ministrem Mariuszem Kamińskim lub sekretarzami stanu. – Mamy nadzieję, że uda nam się ponownie nawiązać współpracę z rządem. To naprawdę bezprecedensowe wśród 47 krajów członkowskich Rady Europy, że minister i nawet członkowie jego gabinetu unikają kontaktu z Komitetem – podkreśla Gnatovsky.

Autorzy raportu opierają swoje wnioski na rozmowach z polskimi zatrzymanymi. Chociaż w raporcie podkreślono, że większość rozmówców postrzegała postępowanie policjantów jako właściwe, to odnotowano też wiele przypadków, w których funkcjonariusze nadużywali siły podczas zatrzymania lub w trakcie przesłuchania. Chodzi o gwałtowne popychanie zatrzymanych twarzą do ziemi, nawet jeśli nie stawiają oporu, i klękaniu na nich. Zdarzało się też, że policjanci stawali na aresztowanym, a zatrzymaniu towarzyszyły kopnięcia lub uderzenia. W raporcie pojawiają się również zarzuty bolesnego i przedłużającego się skuwania kajdankami, niektóre osoby były podnoszone lub ciągnięte za nie po ziemi. Zatrzymani narzekali także na procedurę przesłuchania, w trakcie której policjanci mieli ich policzkować lub – jak skarżył się jeden z osadzonych – kopać. Przypadki brutalnego zachowania funkcjonariuszy udokumentował lekarz medycyny sądowej towarzyszący ekspertom ze Strasburga.

DGP dotarł również do odpowiedzi, jakiej Radzie Europy udzieliło Ministerstwo Sprawiedliwości. Resort przeanalizował przypadki opisanych w raporcie nadużyć w aresztach w Warszawie i Krakowie, odnotowując, że w tych sprawach nie wpłynęły żadne skargi ani nie wszczęto postępowań dyscyplinarnych. W ocenie resortu zarzuty dotyczące skuwania kajdankami oraz użycia przemocy fizycznej i obelg słownych nie są wystarczająco doprecyzowane. – To może sprawiać wrażenie, że delegacja formułowała swoje uwagi wyłącznie na podstawie wywiadów przeprowadzonych z osadzonymi. Tak sformułowane zastrzeżenia uniemożliwiają ustosunkowanie się do zarzutów i rozpoczęcie śledztwa – podkreśla Ministerstwo Sprawiedliwości.

Kłopotem pozostaje także kwestia odcięcia aresztowanych od świata zewnętrznego. Jak podkreślają eksperci Rady Europy, pomimo zmian w prawie praktyka pozostaje ta sama. Osoba przywieziona do aresztu przez pierwszy miesiąc jest pozbawiana możliwości odwiedzin lub wykonania telefonu. Wyzwaniem w Polsce pozostaje też brak pomocy prawnej dla zatrzymanych. Dostęp do niej mają jedynie osoby wystarczająco bogate, by mieć prawnika, oraz z wystarczająco dobrą pamięcią, by w areszcie przypomnieć sobie numer telefonu do niego.

W odpowiedzi Ministerstwo Sprawiedliwości napisało, że dostęp do prawnika zapewnia mechanizm zapisany w rozporządzeniu ministra sprawiedliwości z 2015 r. Jak czytamy, aresztowany „ma możliwość otrzymania informacji na temat adwokatów i radców prawnych w danej lokalizacji, z których wsparcia on lub ona może skorzystać”.

– To nie tylko kwestia ustanowienia prawa, ale też jego wdrażania – komentuje Mykola Gnatovsky. – Nawet jeśli prawo jest dobre i gwarantuje odpowiedni poziom ochrony, to często jest ono postrzegane jako coś, co musi być na papierze, ale nie jest tak ważne w prawdziwym życiu – podsumowuje.

Piotr Kubaszewski z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka podkreśla, że problem nieprawidłowości ze strony funkcjonariuszy pozostaje aktualny także w czasie protestów przeciwko wyrokowi TK. Fundacja podjęła interwencję u komendanta głównego policji i komendanta stołecznego policji w sprawie spontanicznego protestu w Warszawie w nocy z czwartku na piątek. Policja legitymowała demonstrantów i wzywała do rozejścia się, użyła też gazu. – Problemem systemowym jest to, że policja prowadzi działania podporządkowane władzy bardziej niż obywatelom. A dzisiaj władza chce, by państwo było silne i działało stanowczo – podkreśla prawnik. ©

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj