Z Jerzym Eislerem rozmawia Robert Mazurek

Cofnijmy się o 40 lat.

Jestem znów młody.

A cały PRL świętuje barbórkę.

I to jak świętuje.

Pamiętam, wycinałem z papieru górnicze pióropusze.

Cofnijmy się o 50 lat. W grudniu 1970 r. władza wprowadza podwyżkę cen, która wywołuje strajki w stoczniach i kończy się masakrą w Gdańsku oraz Szczecinie. Podwyżkę ogłoszono 11 dni przed Bożym Narodzeniem.

To musiało ludzi rozjuszyć.

A wie pan, że pierwotnie miała ona być wprowadzona przed barbórką? I co? Towarzysze uznali jednak, że przed tak wielkim świętem to wykluczone. W optyce tych ludzi gradacja świąt była oczywista: najpierw barbórka, potem Boże Narodzenie.

Dziś to nie premierzy wprowadzają podwyżki, ale każdy z nich świętuje barbórkę.

Jednak inaczej niż kiedyś – i nie mówię o czasach pandemii. Gdyby nie ona, to obchody zaczynałyby się mszą, a w salach widzielibyśmy krzyże i św. Barbarę.

Cały wywiad z Jerzym Eislerem przeczytasz w Magazynie Dziennika Gazety Prawnej i na e-DGP