1,6 mld zł na pomoc kierowcom. Śpiewak: „Nie było żadnej dyskusji”
W nocy z poniedziałku na wtorek wprowadzono program CPN (Ceny Paliw Niżej). Zgodnie z jego założeniami rząd zmniejsza akcyzę i podatki na paliwa. Jak czytamy w założeniach ustawy, miesięczny koszt dla budżetu (z tytułu utraconych wpływów) to ok. 1,6 mld zł.
Jak na razie program ma obowiązywać przez miesiąc, ale minister energii Miłosz Motyka zaznaczył, że może zostać przedłużony. Taka decyzja została zaakceptowana przez wszystkie środowiska polityczne, jednak – jak zauważa Jan Śpiewak – nie poprzedziła jej żadna debata społeczna na temat możliwych alternatyw.
– Wydawane są gigantyczne środki publiczne (ok. 1,6 mld zł miesięcznie – red.), a wokół tego nie było i nie ma żadnej dyskusji. Transport samochodowy jest najbardziej dotowaną gałęzią transportu w kraju. Badania wskazują, że kierowcy pokrywają jedynie jedną czwartą kosztów, które generują, licząc już akcyzę i wszystkie podatki. To jeden z najniższych wskaźników w całej Unii Europejskiej – mówi w rozmowie z „Forsalem” dr Jan Śpiewak, socjolog i aktywista społeczny.
Rząd pomaga kierowcom. Śpiewak: „To populizm”
Jak zauważa, na inne rozwiązania – już po pandemii – zdecydowały się takie kraje jak Niemcy czy Hiszpania. Wprowadzono tam zintegrowany transport publiczny czy np. dopłaty do biletów miesięcznych. W Polsce postawiono wyłącznie na dotowanie transportu samochodowego.
– Pytanie, co będzie się działo, gdy do Polski zaczną przyjeżdżać po paliwo Czesi, Słowacy czy Niemcy. Nie ma przecież żadnych regulacji w tej kwestii. Dotowani są wszyscy, w tym osoby, które kupiły SUV-y spalające po 20 litrów na sto kilometrów. Pomagamy tym, którzy tego nie potrzebują. To najbardziej regresywny sposób, a do tego skrajny, hardkorowy populizm – twierdzi Śpiewak.
Na podobne rozwiązania jak w Polsce zdecydowano się m.in. w Norwegii, Włoszech, Austrii i Hiszpanii. W tym ostatnim kraju rolnicy oraz branża transportowa mogą liczyć na dotacje na paliwo. W Niemczech zdecydowano się na inne rozwiązanie – od 1 kwietnia stacje mogą podwyższać ceny tylko raz dziennie. Debatowane są też inne programy, jak np. ulga dla dojeżdżających do pracy czy czasowe obniżenie podatku energetycznego.
W Holandii dyskusja na temat cen trwa w parlamencie. Posłowie nie chcą, by koszty ewentualnego programu pomocowego zostały „przerzucone” na obywateli. Postulują m.in., by firmy energetyczne zrezygnowały z nadmiernych zysków.
Z kolei na Słowacji wprowadzono kontrowersyjne rozwiązanie. Chodzi o niższe ceny paliw wyłącznie dla obywateli tego kraju. Poza tym wprowadzono limity dotyczące tankowania. Zmianom sprzeciwia się Komisja Europejska.
Polski prymat motoryzacji. To efekt zmian po 1989 roku
Śpiewak zauważa, że ogromne polityczne poparcie dla szybkiego uchwalenia takiego pakietu pomocowego to pokłosie zmian, które zaszły w Polsce po 1989 roku, gdy stopniowo zmniejszano dotowanie transportu zbiorowego, w zamian promując transport indywidualny. Dziś życie w wielu miejscach, głównie poza miastami, jest trudne bez samochodu.
– Brak debaty nad tym zagadnieniem wynika z radykalnej wizji urbanistycznej, której źródła sięgają tradycji amerykańskiej. Zakłada ona prymat motoryzacji nad przestrzenią publiczną. Efektem tego myślenia jest charakter polskich miast, łączący cechy amerykańskiego rozlewania się zabudowy na przedmieścia z sowieckim monumentalizmem – przestrzeń kształtowana jest tu bowiem nie według logiki europejskiej, lecz przez zderzenie dwóch wzorców urbanizacji zorientowanych na dominację samochodu i władzy silniejszego – dodaje.
Kierowcy ze wsparciem, lokatorzy nie
Socjolog i aktywista społeczny zwraca również uwagę na brak regulacji w innych kwestiach. Chodzi przede wszystkim o wsparcie mieszkalnictwa. W Polsce nie przeprowadzono dyskusji na temat np. regulowanych czynszów, nawet w momencie, gdy stawki „wystrzeliły” po masowej migracji z Ukrainy. Takie rozwiązania, określające maksymalne stawki rynkowe, funkcjonują w wielu krajach Europy.
– Smutne jest to, że w tym przypadku (paliwa – red.) ceny są regulowane, ale nie dzieje się tak w przypadku czynszów czy kredytów hipotecznych. Jedyne, co jako państwo robimy, to dopłacamy bankom do tych kredytów – zauważa Jan Śpiewak.