Forsal logo

Ranni policjanci w Krakowie. Wywiad z chirurgiem: Dementuję, nie operowałem tego pacjenta

Ranni policjanci w Krakowie. Wywiad z chirurgiem: Dementuję, nie operowałem tego pacjenta
Ranni policjanci w Krakowie. Wywiad z chirurgiem: Dementuję, nie operowałem tego pacjenta/X.com
Redaktor naczelny "Gazety Krakowskiej" Piotr Rąpalski przeprowadził wywiad z prof. Michałem Pędziwiatrem, który przypadkowo był świadkiem strzelaniny w Krakowie między starszym posterunkowym Jakubem Kulikiem, starszym posterunkowy Arturem Morańskim a Michałem O. A potem - w grupie kilku lekarzy - udzielał pomocy poszkodowanym. Przedrukowujemy ten wywiad:

źródło: Zamach w Krakowie. Ranni jeszcze na ulicy trafili pod opiekę chirurgów. Lekarze jedli obiad w restauracji obok, z rodzinami link do artykułu

Strzelanina miała miejsce na skrzyżowaniu ulic Stradomskiej i Dietla, a chirurdzy – dr Mateusz Wierdak i prof. Michał Pędziwiatr byli w pobliżu po obiedzie z rodzinami w restauracji.

Relacja prof. Michała Pędziwiatra:

- Byliśmy na obiedzie w restauracji, tuż przy skrzyżowaniu Dietla i Stradomskiej. Ja z żoną i czwórką dzieci. Mateusz ze swoją żoną i trójką dzieci. Wyszliśmy na zewnątrz. Już się żegnaliśmy. Nagle mój syn krzyczy „Tato, tam strzelają do ludzi a oni padają na ziemię”. Schroniliśmy się w aptece, byliśmy świadkami wymiany ognia między policjantami i zamachowcem. Gdy strzały ucichły razem z Mateuszem pobiegliśmy do rannych - relacjonuje Michał Pędziwiatr. Przyznaje, że widząc człowieka w wojskowym mundurze i policjantów w mundurach mocno się zdziwił - A gdzie są ci bandyci co do nich strzelali? - pomyślałem. Obok dwóch policjantów i zamachowca, ranny leżał jeszcze jeden mężczyzna, kierowca samochodu.

Od razu pojawiła się duża liczba policjantów, strażników miejskich, to było naprawdę szybko. To bzdura, że nie było dodatkowych sił na miejscu. Zaczęli wygradzać teren, opanowywać sytuację, pomagać nam i innym osobom zajmującym się rannymi.

Przy udzielaniu pomocy nie kieruje się tym kto jest sprawcą, a kto ze służb. Dwóch policjantów było przytomnych, w powierzchownym kontakcie z postrzałami w klatkę piersiową. Sprawca też był przytomny, mówił co go boli, miał rany postrzałowe brzucha, uda, klatki piersiowej.

Mateusz zajął się policjantem, zdjął swój płaszcz, którym go przykrył, bo był mocno wychłodzony. Inni policjanci dali nam opatrunki podręczne, bo najważniejsze było opanowanie krwotoku. Ciężko było poszkodowanych uwolnić z tych ich z kamizelek ze sprzętem, były bardzo opięte. Ja zająłem się pozostałą dwójka rannych, ale to nie było tak, że byliśmy tam we dwójkę sami do pomocy. Był policjant z przeszkoleniem medycznym, który zresztą nas rozpoznał jako chirurgów. Była jeszcze lekarka. Wszyscy wspólnie działaliśmy

Szpital JP2 nie jest brany pod uwagę jako pierwszy w takich przypadkach, ale wiedziałem, że tam ranny policjant będzie miał największe szanse przeżycia. Zadzwoniłem do dyżurnego lekarza i zachowali się tam znakomicie, zaczęli uruchamiać blok operacyjny i kazali przywieźć rannego tam bezpośrednio. Początkowo obsługa przybyłej karetki sugerowała inny szpital, ale uparliśmy się, że nie ma takie opcji. I razem z obsługa karetki jednak przekonaliśmy dyspozytora, że będzie to szpital im. Jana Pawła II.

Dementuję, nie operowałem tego pacjenta, sprawcy, ale pojechałem do szpitala, gdzie trafił w ręce doświadczonego zespołu, składającego się z chirurgów ogólnych, naczyniowych i ortopedów. Wielu lekarzy przyjechało do krakowskich szpitali przerywając weekend. Lekarze wiedzą, że liczy się każda pomoc i tym wszystkim ludziom należy się uznanie, bo z własnej woli, w sobotę przyjechali. Przecież nie wiemy ile osób finalnie po takim zamachu trafi na stół operacyjny. A poza tym taka sytuacja wpływa na funkcjonowanie szpitali, innych pacjentów i liczy się każda pomoc

Nie czujemy się bohaterami, ale zrobiliśmy wszystko co zrobiłby ratownik na miejscu takiego zdarzenia. Tu liczyły się sekundy, w pierwszych chwilach jeszcze nie było karetki. Wielkim sukcesem jest to, że rozdysponowaliśmy rannych do odpowiednich szpitali zwiększając ich szansę przeżycia - mówi Michał Pędziwiatr. Karetka dotarła tu po jakichś 15 minutach od zdarzenia. Przypomnijmy, że dużo służb zostało też skierowanych na Rynek Główny, gdzie leżeli ranni i zabici.

Tematy: Kraków
Źródło: forsal.pl
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Tomasz Król
oprac. Tomasz Król

Ukończył prawo i filologię polską na Uniwersytecie Jagiellońskim. Pracował w kancelariach prawnych, prowadził szkolenia prawnicze. Z Grupą INFOR związany od 2003 roku.

Specjalizacja: świadczenia i ubezpieczenia społeczne, ZUS, zasiłki, prawo pracy, cywilne i gospodarcze, prawo administracyjne, podatki, ubezpieczenia społeczne, sektor publiczny.

Zobacz wszystkie artykuły tego autoraRanni policjanci w Krakowie. Wywiad z chirurgiem: Dementuję, nie operowałem tego pacjenta »
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj