Mit prysł. Zachodnie czołgi tak samo podatne na drony
Dostawy zachodnich czołgów, w tym amerykańskich Abramsów i niemieckich Leopardów, były jednym z najważniejszych elementów pomocy wojskowej dla Ukrainy. W Kijowie liczono, że maszyny pozwolą uzyskać przewagę na froncie. Jak przyznał w rozmowie z agencją Unian weteran wojenny mjr Ołeksij Hetman, rzeczywistość okazała się inna.
– My bardzo się z tego cieszyliśmy i mieliśmy nadzieję, że ta broń da nam choć niewielką przewagę. Okazało się, że nie. Te czołgi są tak samo podatne na zagrożenia – zarówno nasze, jak i radzieckie, oraz amerykańskie, brytyjskie, francuskie czy niemieckie – powiedział Hetman.
Według wojskowego problem nie dotyczy konkretnej konstrukcji. Zarówno czołgi produkcji zachodniej, jak i poradzieckiej funkcjonują dziś w środowisku, w którym dominują drony rozpoznawcze i uderzeniowe.
Piechota sama nie da rady. Czołgi wciąż są niezastąpione
Mimo rosnącej liczby strat Hetman uważa, że rezygnacja z wojsk pancernych byłaby błędem. Jak podkreślił, piechota nie jest w stanie samodzielnie przełamywać silnie umocnionych pozycji.
– To duży opancerzony pojazd, który porusza się i prowadzi ogień. Właśnie po to jest wykorzystywany, aby przełamywać linię obrony. Małe grupy piechoty dochodzą do pozycji obronnych i nie są w stanie posunąć się dalej. Czołg może natomiast przełamać nawet silnie ufortyfikowaną linię. Dlatego jest skuteczną bronią. Nie da się go niczym zastąpić – zauważył ukraiński weteran.
Zmowa milczenia pęka. Wojna wymusi bezzałogowe czołgi
Hetman zauważył, że armie państw produkujących czołgi niechętnie przyznają, jak bardzo zmieniło się współczesne pole walki. Według niego dodatkowym czynnikiem są kontrakty zbrojeniowe warte miliardy dolarów. Publiczne podważenie skuteczności czołgów mogłoby negatywnie odbić się na ich eksporcie.
– Nie chcą tego przyznać, tak samo jak my nie chcieliśmy tego przyznać, gdy otrzymaliśmy Abramsy i Leopardy – stwierdził.
Zdaniem ukraińskiego eksperta rozwój technologii będzie prowadził do powstawania bezzałogowych pojazdów pancernych. Hetman przypomniał, że koncepcja zdalnie sterowanego czołgu pojawiała się już wiele lat temu.
Hetman przekonuje, że samo zdalne sterowanie nie stanowi dziś największego wyzwania technologicznego. Znacznie trudniejsze będzie opracowanie taktyki wykorzystania takich pojazdów oraz zapewnienie im skuteczności porównywalnej z maszynami obsługiwanymi przez doświadczone załogi.
W opinii ukraińskiego wojskowego kolejne generacje czołgów będą mniejsze, szybsze i bardziej zautomatyzowane. Coraz większe znaczenie będą miały mobilność oraz współpraca z systemami bezzałogowymi, a nie wyłącznie grubość pancerza.
Hetman zwrócił uwagę, że nie istnieje broń całkowicie odporna na zniszczenie. – Nie da się stworzyć broni, która byłaby całkowicie niewrażliwa. Gdyby taka broń istniała, wojna najprawdopodobniej już by się zakończyła – podsumował ukraiński weteran wojenny.
Polska liderem Europy. Warszawa kupuje setki Abramsów
Warto przypomnieć, że Polska odebrała już wszystkie 116 sztuk Abramsów w starszej wersji M1A1FEP oraz 117 z łącznej puli 250 najnowszych maszyn w wariancie M1A2 SEPv3. Jesteśmy największym użytkownikiem amerykańskich czołgów w Europie, a osiem krajowych przedsiębiorstw produkuje już 52 komponenty do tych wozów. Analitycy wskazują, że Amerykanie namawiają Warszawę na zakup kolejnych 250–300 sztuk w zamian za ulokowanie w Polsce produkcji kolejnych istotnych podzespołów.
Absolwent Uniwersytetu w Białymstoku. W swojej pracy analizuje globalną geopolitykę, modernizację armii oraz rozwój przemysłu zbrojeniowego.
Bogate doświadczenie w mediach zdobywał krok po kroku. Pracę w zawodzie rozpoczynał w Polska Press, a następnie rozwijał warsztat jako copywriter, dziennikarz i wydawca w ogólnopolskich portalach Interia oraz Wirtualna Polska.
