Były dyrektor Departamentu Spraw Rodzinnych i Nieletnich w Ministerstwie Sprawiedliwości Mikołaj Pawlak zeznał, że przygotował wstępną wersję umowy ws. przekazania CBA środków na zakup Pegasusa. Dodał, że nie pamięta okoliczności jej podpisania i nie wiedział, na jaki cel były przeznaczone pieniądze.

"Podlegałem różnym ministrom i zawsze w bardzo sprawny sposób postępowałem"

Pawlak przekonywał również, że jego wcześniejszy brak stawiennictwa na komisji nie miał na celu jej "deprecjonowania". Po zakończeniu ponad pięciogodzinnego przesłuchania b. dyrektor w MS złożył wniosek formalny ws. uchylenia uchwały komisji, w której ta wystąpiła do sądu o zastosowanie wobec niego kary porządkowej. Wszyscy członkowie zagłosowali jednak przeciwko. "Ja wtedy - mając tylko taką wiedzę, że będzie wniosek w zakresie tajnym, a mając na pokładzie prokuratora, który z urzędu ma dostęp do tajnych (informacji - PAP) zaproponowałem, że w tym zakresie będzie reprezentował departament prokurator (Jakub - PAP) Tietz, ponieważ on ma od ręki tę możliwość" - relacjonował Pawlak.

Reklama

Dopytywany, czy wiedział, na co trafią środki, o które wnioskuje CBA, Pawlak zaprzeczył. "Nie, nie wiedziałem. To była informacja objęta klauzulą tajności" - odparł. Przyznał jednocześnie, że przygotował wstępną wersję umowy zawartej z CBA - jednak bez wpisywania "przedmiotowych istotnych szczegółów umowy", które znał dysponujący dostępem do informacji niejawnych Jakub Tietz i funkcjonariusze Biura.

Gdy szefowa komisji Magdalena Sroka (PSL-TD) zauważyła, że na poleceniu zapłaty za oprogramowanie Pegasus widnieje jego podpis, z dopiskiem "sprawdzono pod względem merytorycznym", Pawlak wyjaśnił, że podpisał dokument po tym, jak Tietz przekazał mu, że "był na miejscu, sprawdził i że wszystko jest zgodnie z umową, którą zna".

Pawlak zeznał, że nie pamięta, co dokładnie zawierał draft umowy i nie wie, co z niego zostało zachowane w ostatecznej wersji. Nie pamiętał również dokładnie okoliczności jej podpisania, do czego doszło w gabinecie ówczesnego szefa CBA Ernesta Bejdy. Przyznał, że był wówczas obecny, ale - jak stwierdził - siedział przy innym stole niż ministrowie podpisujący dokument.

Pytany o pośpiech, z jakim dokonywano zmian w planie finansowym Funduszu Sprawiedliwości i o to, kto tego wymagał, Pawlak odparł, że ministrowie, którzy go nadzorowali "w różnych sprawach", oczekiwali "sprawnego postępowania". "Podlegałem różnym ministrom i zawsze w bardzo sprawny sposób postępowałem" - podkreślił. Dodał, że w sprawie Funduszu Sprawiedliwości podlegał Michałowi Wosiowi.

Pawlak wielokrotnie zasłaniał się niepamięcią bądź formułował swoje odpowiedzi w bardzo ogólnikowy sposób

Zanim członkowie komisji mogli przejść do zadawania Pawlakowi pytań, ten skorzystał z możliwości swobodnej wypowiedzi, podczas której skupiał się na kwestiach będących poza zainteresowaniem komisji. "Jesteśmy godzinę od rozpoczęcia dzisiejszego posiedzenia (...), a nie odnosi się pan w ogóle do meritum sprawy" - upominała go przewodnicząca Sroka. Później, odpowiadając na pytania, Pawlak wielokrotnie zasłaniał się niepamięcią bądź formułował swoje odpowiedzi w bardzo ogólnikowy sposób.

Poniedziałkowe posiedzenie było kolejną już próbą przesłuchania b. dyrektora Departamentu Spraw Rodzinnych i Nieletnich w MS. Po raz pierwszy na komisję śledczą ds. Pegasusa Pawlak został wezwany w maju - wówczas odmówił złożenia przyrzeczenia przed komisją, a następnie opuścił salę.

Jego decyzja miała związek z zabezpieczeniem Trybunału Konstytucyjnego, który wydał postanowienie zobowiązujące sejmową komisję do powstrzymania się od działań do czasu rozpatrzenia przez TK wniosku grupy posłów PiS, którzy zarzucili, że uchwała powołująca tę komisję jest niekonstytucyjna.

Później Pawlak w ogóle nie pojawił się na posiedzeniu zwołanym na 3 czerwca. Wówczas przewodnicząca komisji zapowiedziała wystąpienie do sądu o ukaranie Pawlaka karą porządkową. Świadek tłumaczył, że ani on, ani jego pełnomocnik nie zostali "skutecznie zawiadomieni" o terminie posiedzenia i zwrócił się z wnioskiem formalnym o uchylenie uchwały w sprawie kary porządkowej.

"Nigdy nie było moim celem unikanie spotkania z państwem. Po analizach, po tym, jak hejt zaczął się wylewać, uznaliśmy z panem mecenasem, że dla prawdy warto tu być i przedstawiać te informacje. Nigdy nie było moim celem deprecjonowania komisji ani jakiekolwiek powstrzymywanie jej działań" - przekonywał Pawlak. Jego wniosek został jednak jednomyślnie oddalony.