Dominikanin O. Maciej Zięba: Powinniśmy się najpierw porządnie zwojtylizować

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
18 października 2020, 20:26
Maciej Zięba, fot. Darek Golik
<p>Maciej Zięba, fot. Darek Golik</p>/Dziennik Gazeta Prawna
Wielu biskupów uznawało, że jak się sprawcę przeniesie, zmusi do terapii, to problem zniknie. Dziś wiemy, że robili źle, ale proszę poczytać literaturę naukową z lat 90. i wcześniejszą.

Z Maciejem Ziębą OP rozmawia Robert Mazurek

Co poszło nie tak?

Sądzę, że najsłabszą stroną pontyfikatu Jana Pawła II była polityka personalna.

Papież nie znał się na ludziach?

Bazował na decyzjach przygotowanych przez współpracowników i wykazywał się daleko posuniętym zaufaniem do ludzi.

Był łatwowierny?

Nie podejrzewał, że ktoś go chce oszukać, to nie mieściło mu się w głowie. Swoją drogą teraz widzimy, że choć od 15 lat Ojca Świętego nie ma, to jakiegoś przełomu w nominacjach biskupich i kardynalskich też nie ma.

Gdzie Jan Paweł II popełnił błędy?

Są dwie ewidentnie fatalne nominacje kardynalskie i sporo biskupich, ale za nie papież ponosił tylko częściową odpowiedzialność.

Kardynałów wybierał sam. Pisze ojciec o tym w książce „Pontyfikat na czasy zamętu”, która miała w tym tygodniu premierę.

Jan Paweł II wyniósł do godności kardynalskiej Hansa Hermanna Groëra, arcybiskupa Wiednia, który – jak się później okazało – nie tylko miał kochanka, ale i molestował co najmniej kilkudziesięciu chłopców. To był seksualny zbrodniarz.

A drugi?

Arcybiskup Waszyngtonu Theodore McCarrick też miał na sumieniu wykorzystywanie seksualne ministrantów. Został ostatecznie wydalony ze stanu kapłańskiego, ale to już za papieża Franciszka. Co z tego, że to są dwie z 261 nominacji, oraz z faktu, że Jan Paweł II uczynił kardynałem wielkiego Jean-Marie Lustigera czy wspaniałego świętego François Nguyên Văn Thuâna z Wietnamu, skoro teraz wszyscy skupiają się tylko na tych błędnych wyborach?

Jak popatrzymy na nominacje polskich biskupów, to też można siąść i płakać.

Zasadą dyplomacji watykańskiej jest, że nuncjuszem apostolskim nie jest miejscowy ksiądz i że kadencja trwa dwa lata. Tymczasem pierwszym nuncjuszem w naszym kraju był Polak, jego misja trwała 21 lat.

Misja abpa Kowalczyka to było horrendum.

I miało wpływ na nominacje w Polsce. Przecież Jana Pawła II nie było w kraju ponad 20 lat, musiał opierać się na opiniach nuncjatury i kongregacji.

Rozumiem, że Ojciec Święty mógł nie znać bpa Janiaka z Kalisza, który w tym roku poszedł na wojnę z Episkopatem, ale to papież wręczył kapelusz kardynalski Henrykowi Gulbinowiczowi z Wrocławia, którego protegowanym był Janiak.

Tacy obrotni, sprawni organizatorzy okazują się w Kościele bardzo przydatni, nieocenieni wręcz w załatwianiu wielu rzeczy i to jest zapewne klucz do zrozumienia nominacji ks. Janiaka.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj