"Macron uciekł się do wypróbowanej i sprawdzonej techniki, polegającej na tym, że francuscy przywódcy wyrzucają swoich premierów, aby ponownie uruchomić flagowy system prezydencki" - zauważa "FT".

Przypomina, że w piątek Macron "pozbył się Edouarda Philippe'a, który przez trzy lata kompetentnie kierował rządem, prowadząc go przez gwałtowne protesty uliczne i kryzys związany z koronawirusem, a także wdrażając ambitny plan reform".

Gazeta zauważa, że prezydentura składa się z faz, które zgodnie z prawem mogą wymagać "innego personelu", "zmiany kierunku i stylu". "Nowe oblicze (rządu) może dać poczucie odnowy. Macron kontynuuje tradycję Piątej Republiki. Problem polega na tym, że to działało rzadko, jeśli w ogóle. A w przypadku Macrona mogłoby nawet mieć negatywne skutki" - ocenia "FT".

Gazeta wskazuje, że Philippe został zastąpiony przez Castexa, "człowieka o uderzająco podobnym pochodzeniu minus popularność (dotychczasowego premiera), która stawiała prezydenta w cieniu". Rząd opuszcza "umiarkowany konserwatysta, który był merem (Hawru) w Normandii, ale nigdy wcześniej nie był ministrem", "natomiast wchodzi do niego umiarkowany konserwatysta, bez doświadczenia ministerialnego, który jest merem" Prades w Oksytanii w południowo-zachodniej Francji - pisze "FT".

Philippe był przynajmniej członkiem parlamentu, natomiast Castex, "pomógł Francji w wychodzeniu z kwarantanny, jest doświadczonym urzędnikiem państwowym, bardzo podziwianym przez francuską technokrację, ale jest nieznany ogółowi społeczeństwa" - zauważa gazeta. Zaznacza, że "Macron powołał na premiera dyrektora zarządzającego, który będzie realizował jego decyzje w ciągu ostatnich dwóch lat kadencji". Ale to "tylko prezydent zyska uznanie albo weźmie na siebie winę" za tę politykę - konstatuje "FT".

Reklama

Według gazety "wszechmocny prezydent ze słabym parlamentem prawie nie spełnia standardów liberalnej demokracji XXI wieku, nie mówiąc już o podziale władzy, doktrynie wymyślonej we Francji". "Macron nie może uniknąć paradoksu, który osłabił wiarę we współczesną demokrację: Francuzi chcą silnego przywódcy, ale nie takiego, który rości sobie pretensje do pełni władzy" - dodaje.

"FT" pisze, że Macron może przeczuwać - "i może mieć rację" - że następne wybory prezydenckie zakończą się powtórnym pojedynkiem z przywódczynią skrajnie prawicowego Zjednoczenia Narodowego Marine Le Pen, którego nie może przegrać.

Według gazety obecny prezydent ma "najbardziej spójny program modernizacji Francji, a jego strategiczny światopogląd szybko zyskuje na popularności w Europie", ale jego słabością jest podział jego elektoratu w pierwszej rundzie głosowania i możliwe pojawienie się konkurenta na centroprawicy, nawet jeśli Philippe wydaje się na razie lojalny. "FT" dodaje jeszcze, że po wyborach samorządowych Zieloni zyskali prawdziwy impet i podważają dokonania Macrona w dziedzinie środowiska i zmian klimatu.

Jak zauważa na koniec dziennik, w związku z pandemią koronawirusa Francja wchodzi teraz w poważną recesję i grozi jej masowe bezrobocie. "Sympatie polityczne, które Macron wzbudził w 2017 r. (kiedy startował na prezydenta - PAP), są nadal bardzo płynne. A teraz bez politycznego premiera jest całkowicie odsłonięty" - zaznacza.