Forsal logo

AfD u bram. Czy Niemcy zechcą dalej umierać za polski Gdańsk? A może dogadają się z Rosją w zamian za tani gaz

Ten tekst przeczytasz w 13 minut
4 minuty temu
Od chwili napaści Rosji na Ukrainę gospodarka Polski urosła nominalnie o 40 proc., a Niemiec o 15 proc. Ba, w 2026 r. Polska rośnie… 10 razy szybciej od Niemiec. AfD, która we wrześniu może wygrać wybory w dwóch landach i w Berlinie, przekonuje naszych sąsiadów, że Niemcy cierpią przez drogi gaz oraz wsparcie udzielane w ramach UE i NATO Europie Środkowej, w tym Polsce. I chce dogadać się z Rosją
Od chwili napaści Rosji na Ukrainę gospodarka Polski urosła nominalnie o 40 proc., a Niemiec o 15 proc. Ba, w 2026 r. Polska rośnie… 10 razy szybciej od Niemiec. AfD, która we wrześniu może wygrać wybory w dwóch landach i w Berlinie, przekonuje naszych sąsiadów, że Niemcy cierpią przez drogi gaz oraz wsparcie udzielane w ramach UE i NATO Europie Środkowej, w tym Polsce. I chce dogadać się z Rosją/Forsal.pl
Od chwili napaści Rosji na Ukrainę gospodarka Polski urosła nominalnie o 40 proc., a Niemiec o 15 proc. Ba, w 2026 r. Polska rośnie… 10 razy szybciej od Niemiec. AfD, która we wrześniu może wygrać wybory w dwóch landach i w Berlinie, przekonuje naszych sąsiadów, że Niemcy cierpią przez drogi gaz oraz wsparcie udzielane w ramach UE i NATO Europie Środkowej, w tym Polsce. I chce dogadać się z Rosją.

Kiedy na ogólnopolskiej konferencji powiedziałem kilka miesięcy temu, że Niemcy umierają za polski Gdańsk, wielu się zdziwiło. Ale kiedy pokazałem poniższy wykres, nawet najbardziej zdumieni zaczęli się nad tym mocno zastanawiać.

Nominalny PKB w krajach Europy w 2025 r. na tle średniej dla całej UE-27
Nominalny PKB w krajach Europy w 2025 r. na tle średniej dla całej UE-27. Polska w czołówce, Niemcy na dnie./Dane za Eurostatem

Na wykresie widać Polskę, której PKB urosło w 2025 roku o bardzo solidne 3,6 proc., przy średniej unijnej 1,5 proc. (mocno zawyżanej przez Irlandię rosnącą na sterydach bógtechów, które ulokowały tam swoje kluczowe europejskie siedziby). Na samym dnie są Niemcy ze wzrostem 0,2 proc. Jeśli spojrzymy na cały okres od 2022 r., czyli zbrodniczej napaści Rosji na Ukrainę, do dziś, zobaczymy, że w Niemczech nie chodzi o jeden słabszy rok, tylko potężny problem systemowy, szeroko dyskutowany nie tylko nad Łabą, ale wszędzie na świecie – wszakże mówimy o trzeciej największej gospodarce globu (po amerykańskiej i chińskiej), wciąż mocno wyprzedzającej japońską, brytyjską i indyjską.

Tak wyglądało hamowanie gospodarki Niemiec na tle Polski i UE-27

2022

Polska   | [5.3%] ▓▓▓▓▓▓▓▓▓▓▓▓▓▓▓▓▓▓▓▓▓▓

UE-27    | [3.4%] ▓▓▓▓▓▓▓▓▓▓▓▓▓

Niemcy   | [1.9%] ▓▓▓▓▓▓▓

2023

Polska   | [0.2%] ▓

UE-27    | [0.7%] ▓▓

Niemcy   | [-0.5%] ░ (Recesja)

 

2024

Polska   | [2.9%] ▓▓▓▓▓▓▓▓▓▓▓

UE-27    | [1.1%] ▓▓▓▓

Niemcy   | [0.1%] ░

2025

Polska   | [3.6%] ▓▓▓▓▓▓▓▓▓▓▓▓▓▓

UE-27    | [1.5%] ▓▓▓▓▓

Niemcy   | [0.2%] ▓

2026 (Pierwsza połowa - Q1 / Q2 rdr)

Polska   | [3.5% / 3.9%] ▓▓▓▓▓▓▓▓▓▓▓▓▓▓▓▓▓

UE-27    | [0.8% / 1.2%] ▓▓▓▓▓

Niemcy   | [0.3% / 0.4%] ▓

Spójrzcie teraz na konkretne wartości:

Nominalny PKB w Polsce, Niemczech i UE-27
Nominalny PKB w Polsce, Niemczech i UE-27/Zbigniew Bartuś na podstawie danych Eurostatu

Nominalne PKB Polski urosło z 661,7 mld euro w 2022 roku do 922,9 mld euro trzy lata później, czyli o blisko 40 proc. W tym czasie PKB Niemiec zwiększyło się z 3 880,6 mld euro do 4 470 mld euro, czyli nieco ponad 15 proc., a jeśli uwzględnić inflację, to prawie wcale. Jeśli wyjdziemy poza te daty, zobaczymy jeszcze więcej:

W 2004 roku, w momencie wejścia Polski do Unii Europejskiej PKB Niemiec wyniosło 2 128 mld euro, a PKB Polski - 205 mld euro, czyli 9,6 proc. niemieckiego. W 2025 r. Polska doszła do 20,6 proc. PKB niemieckiego. W 2004 r. przeciętne wynagrodzenie w Polsce stanowiło nominalnie 15 proc. niemieckiego, a dziś jest to nominalnie ok. 50 proc. Po uwzględnieniu parytetu siły nabywczej, średnia w Niemczech w relacji do średniej unijnej spadła, a w Polsce rewolucyjnie wzrosła i jest najwyższa w dziejach. Prosiłem już tutaj kiedyś polityków PiS i wszystkich Konfederacji, by w oparciu o te dane udowodnili swoje tezy, że:

  1. 1. Polki i Polacy stracili na członkostwie Polski w Unii Europejskiej
  2. 2. Polki i Polacy stracili na współpracy gospodarczej Polski z Niemcami.

Tani gaz z Rosji, czyli dlaczego Niemcy cierpią

O wzroście i wyzwaniach Polski pisałem przed tygodniem. Dziś o cierpieniu Niemców. Fundamentalnym problemem ich gospodarki jest gwałtowna utrata konkurencyjności przemysłu poddawanego jednocześnie kilku potwornie silnym presjom kosztowym – ze strony Chin (tani, dotowany przez państwo, eksport wszystkiego, a przede wszystkim samochodów), ze strony Ameryki (antyeuropejska polityka Trumpa) oraz ze strony dostawców surowców energetycznych, zwłaszcza gazu.

Po likwidacji elektrowni jądrowych Niemcy uczynili gaz strategicznym źródłem energii dla przemysłu w okresie przechodzenia do OZE. Z założenia miał to być śmiesznie tani (dużo tańszy niż w Polsce) gaz rosyjski – właśnie on zapewniał Niemcom tanią energię i konkurencyjność w pierwszych dekadach XXI wieku i miał to robić w okresie przejściowym, czyli do 2035, a może nawet 2040 roku. Po to przecież – wbrew partnerom z UE i sojusznikom z NATO – niemieckie rządy forsowały krótkowzrocznie budowy Nord Streamów.

Solidarna z sojusznikami, w tym Polską, reakcja Niemiec na rosyjską napaść na Ukrainę wysadziła w powietrze cały ten plan. Kraje Unii Europejskiej kolejno rezygnowały z rosyjskich surowców, w tym gazu. Konieczność znalezienia alternatywnych dostawców i gorączka cenowa wywołana wojną w Ukrainie kosztowała UE dodatkowo PONAD BILION EURO. Tyle więcej, jako Europa, zapłaciliśmy za KOPALNE SUROWCE ENERGETYCZNE. To w największym stopniu przełożyło się na rekordowe ceny energii, a nie żadne tam ETS-y i „oze-sroze”. Gdyby nie dynamiczny rozwój OZE, nasza sytuacja byłaby jeszcze gorsza, by nie rzec – beznadziejna, zwłaszcza że słony rachunek wystawili nam nie tylko szejkowie i zamordyści, ale i przyjaciele z USA. Teraz – poprzez wojnę z Iranem – jeszcze ten rachunek podbijają, bo przed kolejną zimą ceny paliw znowu rosną.

Największe koszty wzrostu cen surowców energetycznych, a w konsekwencji samej energii, ponosi największa gospodarka Europy. Oczywiście, jest wiele strukturalnych przyczyn tego, że Niemcy przeżyły recesję, a dziś rosną w tak żółwim tempie, ale wysoka cena energii dla przemysłu jest na pewno jednym z kluczowych czynników. Co niezwykle ważne, bardzo łatwo tę kwestię wykorzystać do budowania skutecznych populistycznych narracji. AfD robi to od początku wojny w Ukrainie. Twierdzi mianowicie – słowo w słowo za Moskwą – że gdyby Niemcy nie wsparły w 2022 r. „faszystowskiej Ukrainy”, to cieszyłyby się nadal dostawami taniego rosyjskiego gazu (i innych surowców) i miały dzięki temu konkurencyjny przemysł.

To, oczywiście, potężna ściema. Gospodarka niemiecka jest ściśle powiązana z gospodarkami innych krajów Unii Europejskiej, a zwłaszcza Polski i innych państw Europy Środkowej. Niemcy w 2022 r. nie byli w stanie dogadać się z Rosjanami ponad głowami Polaków, bo są wraz z nami częścią wspólnego organizmu opartego na zasadach win-win, czyli UE. Putin liczył na to, że jego przyjaciel - Gerhard Schröder, były socjaldemokratyczny kanclerz Niemiec, a później członek władz rosyjskich koncernów energetycznych, wraz z licznym gronem innych sowicie opłacanych polityków, doradców, ekspertów, sprawi, że „Niemcy wybiorą pragmatyzm, czyli dobre relacje z Rosją” i co najmniej neutralność w wojnie z Ukrainą. Ale właśnie unijny pragmatyzm nakazał Niemcom poprzeć Polskę i nazwać zbrodniczą napaść  zbrodniczą napaścią, a nie „pokojową operacją służącą defaszyzacji”.

Zwolennicy AfD, zwłaszcza we wschodnich landach, nie snują jednak takich rozważań, podobnie zresztą jak polscy zwolennicy Korony Grzegorza Brauna. Co symptomatyczne – poglądy wyborców AfD na wojnę Rosji z Ukrainą są bliźniaczo podobne do poglądów braunistów.

Cud gospodarczy, czyli taki piękny polski Gdańsk

U tu wracamy do umierania za Gdańsk. „Czy naprawdę mamy umierać za Gdańsk?” – to pytanie zadał podczas obrad francuskiego Zgromadzenia Narodowego jeden z deputowanych. Było to w 1939 roku, kiedy machina propagandowa Hitlera (rozczarowanego tym, że Polska nie chce iść wraz z nim na wojnę z komunistyczną Rosją) od miesięcy atakowała Polskę za rzekome prześladowania Niemców, a kłamstwa o sytuacji w Wolnym Mieście Gdańsku były jednym z kluczowych składników oszczerczej kampanii. Utarło się po wojnie w Polsce Ludowej, że francuski poseł jasno wyraził to, co myślała większość zachodnich społeczeństw: że nie będą walczyć w obronie Polski. Sęk w tym, że jest to historyczna nieprawda. Jeśli przyjrzymy się ówczesnym badaniom opinii publicznej, to okaże się, że zdecydowana większość obywateli zachodniej Europy chciała się bić z patologicznie nienasyconą III Rzeszą widząc w niej zagrożenie także dla siebie i swoich wartości. To inwigilowane przez nazistów elity polityczne próbowały się układać z Hitlerem.

Dziś całkowicie polskie miasto Gdańsk ma się najlepiej w historii. Jest jedną z nielicznych rosnących ludnościowo i gospodarczo metropolii w naszej części Europy. A gwarantem tego dobrobytu i rozwoju są sojusznicy Polski z NATO i UE, w tym przede wszystkim Amerykanie (NATO) i Niemcy (UE). Aby tak było, Niemcy musieli zrezygnować z pozycji najważniejszego partnera handlowego Rosji budowanej konsekwentnie od czasów Schrödera i umacnianej w epoce Angeli Merkel. W tym sensie, odchodząc całkowicie od tanich rosyjskich surowców i przechodząc z tego powodu o wiele brutalniejszą transformację, Niemcy umierają za polski Gdańsk.

Warto przy tym pamiętać, że od momentu rozszerzenia Unii Europejskiej w 2004 roku Niemcy wpłaciły do budżetu UE netto około 350 miliardów euro, a Polska otrzymała z unijnej kasy „na czysto” (po odliczeniu składek członkowskich) ponad 174 miliardy euro. Dziś bilans wygląda tak, że Niemcy wpłacają tyle, ile Polska dostaje.

Oczywiście, łatwo tymi liczbami szermować zapominając o potężnych korzyściach Niemiec z rozszerzenia UE – mocno przekraczających przez długie lata (i nawet teraz) sumę wpłacanych składek. Weźmy sam tylko rynek zbytu dla niemieckich produktów oraz całe, korzystające z tanich, a dobrze wykształconych kadr, zaplecze produkcyjne niemieckich koncernów w Europie Środkowej, zwłaszcza w Polsce. Ale, jak wspomniałem, surowe liczby są jakie są i odpowiednio sprzedane potrafią przemawiać do emocji milionów wyborców; Brexit był tego znakomitym przykładem.

Staje się więc coraz bardziej prawdopodobne, że zyskująca poparcie Alternatywa dla Niemiec zdobędzie władzę w kolejnych landach, a potem przełamie kordon sanitarny na szczeblu centralnym i… uczyni na powrót Niemcy skrajnymi egoistami. Takimi z opowieści Jarosława Kaczyńskiego i liderów wszech Konfederacji. Wtedy na Zachodzie będziemy mieli rządy niechętne Polsce i wrogie Unii, a zarazem – podobnie jak wszystkie Konfy i znaczna część PiS – zaprzeczające wpływowi człowieka na zmiany klimatu i broniące paliw kopalnych.

Pochód AfD i wizja roku… 2033

Politycy AfD otwarcie zapowiadają powrót Niemiec do tanich rosyjskich surowców. A pod wpływem ich prostackich narracji coraz większa część Niemców uważa, że właśnie rezygnacja ze współpracy z Rosją – obok unijnego Zielonego Ładu – jest powodem stagnacji gospodarczej i obniżenia poziomu życia milionów obywateli. Putin deklaruje gotowość natychmiastowego przywrócenia wymiany handlowej. Wystarczy, że Niemcy przestaną wspierać Ukrainę i dogadają się z Moskwą w sprawie dalszego wspierania rozwoju Polski.

Już 6 września AfD może wygrać wybory regionalne w Saksonii-Anhalcie - sondaże dają jej ponad 40 proc., prawie dwa razy więcej niż CDU, a to może oznaczać albo bardzo kruche i zapewne targane sprzecznościami rządy szerokiej koalicji demokratów, albo zdobycie władzy przez Alternatywę. Podobny scenariusz może się zrealizować pod koniec września w Meklemburgii-Pomorzu Przednim oraz w Berlinie.

AfD jest liderem sondaży w całych Niemczech, ale z uwagi na tzw. kordon sanitarny nie ma na razie szans na przejęcie kontroli nad rządem federalnym. Ale dalsza stagnacja gospodarcza i narastający kryzys polityczny w szeregach demokratów mogą to zmienić. Wtedy AfD może zostać dopuszczona do współrządzenia. A to jest partia wyraźnie lekceważąca niemieckie zbrodnie w czasach III Rzeszy, zdecydowanie antyunijna i prorosyjska. I nie jest w swych poglądach i deklaracjach odosobniona. Wręcz przeciwnie.

W 2027 roku radykalna prawica szykuje się na najlepsze w dziejach wyniki we Francji. Faworyci wyborów  prezydenckich - Jean-Luc Mélenchon i Marine Le Pen – zapowiadają minimalizację wsparcia dla Ukrainy i zniesienie sankcji wobec Rosji w celu normalizacji stosunków. Lepeniści od lat grają na osłabienie lub rozbicie UE.

Na jesieni przyszłego roku po władzę w Polsce pójdą dwie (?)  Konfederacje i oba PiS-y. Koalicja Obywatelska może wprawdzie wygrać wybory, ale po raz kolejny kluczową rolę odegrają przystawki, które przekroczą próg – albo nie. Największa zmiana może polegać na tym, że o ile przez ostatnie dekady Polska – ponad partyjnymi podziałami – opierała swoje bezpieczeństwo i dobrobyt na ścisłej współpracy w ramach NATO i UE, to teraz sama podważy te fundamenty mając w swym geopolitycznym otoczeniu samych nacjonalistycznych egoistów.  Przy czym nasi rodzimi nacjonaliści od lat przyczyniają się do wzmacniania swych odpowiedników w całej Europie uczestnicząc w kuriozalnym „sojuszu” tej odmiany prawicy, która co do zasady na dłuższą metę nie trawi żadnych sojuszy. Bo czy któraś z Konfederacji może się dogadać z AfD? A z ksenofobicznymi zwolennikami Wielkiej Francji?

Zwolennicy prawicy w Polsce znajdą się więc w znacznej mierze na własne życzenie w swej wyśnionej pozycji – między imperialną Rosją a Niemcami. Na razie raczej biernymi, ale z doświadczenia historycznego wiemy, że Niemcy tak długo nie potrafią. Wprawdzie prof. Klaus Bachmann, wytrawny znawca polityki niemieckiej i europejskiej oraz relacji polsko-niemieckich, uspokaja, że w obecnych realiach geopolitycznych, sojuszniczych oraz konstytucyjnych radykałowie nie mają żadnych szans przejąć zbrojącej się Bundeswehry, by zrekonstruować Wehrmacht i w ogóle wszystko jest inaczej niż 100 lat temu, ale wielu obserwatorów ma potężne deja vu.

Na początek musimy przywyknąć do tego, że wszystkie miasta na Warmii i Mazurach, na Dolnym i Górnym Śląsku oraz na Pomorzu będą nosiły – wedle nowych władz kolejnych niemieckich landów – nazwy wyłącznie niemieckie. Bo – jak podkreślają liderzy AfD – są to tereny od zawsze i po wsze czasy germańskie.

Na razie mamy jeszcze lata dwudzieste. Kolejne wybory federalne w Niemczech w roku 2033.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: forsal.pl
Zbigniew Bartuś
dziennikarz i felietonista Zbigniew Bartuś

Dziennikarz, publicysta, felietonista Forsal.pl i Dziennika Gazety Prawnej, laureat wielu nagród i wyróżnień dziennikarskich, m.in. Nagrody Grabskiego i Nagrody Kwiatkowskiego.

Zobacz wszystkie artykuły tego autoraAfD u bram. Czy Niemcy zechcą dalej umierać za polski Gdańsk? A może dogadają się z Rosją w zamian za tani gaz »
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj