Niemcy zmieniają zdanie. Przyspieszają prace nad "europejskim NATO"
Według dziennika "The Wall Street Journal" – który pisze o sprawie, powołując się na europejskich urzędników zaangażowanych w projekt – analiza takich możliwości rozpoczęła się jeszcze w ubiegłym roku. Teraz proces przyspieszył, ponieważ wsparły go Niemcy.
Przez dziesięciolecia Berlin sprzeciwiał się apelom Francji o większą autonomię Europy w dziedzinie obronności. Jednak – jak twierdzą osoby znające stanowisko kanclerza Friedricha Merza – sytuacja zmieniła się z powodu rosnących obaw o wiarygodność USA jako sojusznika. I to nie tylko w perspektywie prezydentury Donalda Trumpa, ale również w dalszej przyszłości.
Europa szykuje się na najgorszy scenariusz
Urzędnicy pracujący nad projektem, niekiedy określanym mianem "europejskiego NATO", chcą zwiększyć udział Europejczyków w dowodzeniu operacyjnym sojuszu. Poza tym ich celem jest uzupełnienie amerykańskich zdolności wojskowych własnymi siłami. Dotychczas dominującą rolę w strukturach wojskowych NATO odgrywali Amerykanie.
Nie powstaje konkurencyjna struktura wobec obecnej. Podczas nieformalnych spotkań omawiane są sposoby utrzymania zdolności odstraszania wobec Rosji, ciągłości działania sojuszu oraz wiarygodnego parasola nuklearnego – nawet jeśli Trump, jak zapowiada, wycofa wojska z Europy lub odmówi udzielenia jej pomocy w przypadku ataku.
Napięcia na linii USA–Europa narastają
Koncepcja europejskiej autonomii strategicznej w NATO zaczęła być poważniej rozważana po tym, jak Trump zagroził odebraniem Danii Grenlandii. Obecnie kwestia ta zyskała dodatkowe znaczenie w kontekście napięć związanych z odmową wsparcia przez Europę amerykańskiej wojny z Iranem. Sekretarz stanu Marco Rubio zapowiedział w związku z tym przegląd relacji z NATO.
Podczas wojny z Iranem Trump kilkakrotnie publicznie krytykował Europę i jej przywódców. Po spotkaniu z sekretarzem generalnym NATO Markiem Rutte w ubiegłym tygodniu ponownie skrytykował sojusz, nawiązując przy tym do Grenlandii: "NATO nie było przy nas, gdy go potrzebowaliśmy, i nie będzie, gdy znów okaże się potrzebne. Przypomnijcie sobie Grenlandię, ten wielki, źle zarządzany kawałek lodu!!!".
Jak zauważył niedawno Rutte, Europejczycy będą w większym stopniu kierować funkcjonowaniem sojuszu. "Różnica polega na tym, że jeszcze niedawno to Trump naciskał na większą samodzielność Europy, natomiast obecnie państwa europejskie podejmują działania z własnej inicjatywy – z powodu rosnącej niechęci Waszyngtonu – a nie pod jego presją" – pisze "WSJ".