Ujgurzy z Sinciangu są wysyłani do pracy w fabrykach w całych Chinach

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
17 kwietnia 2021, 09:22
Ujgurzy
Shutterstock
W chińskim internecie są oferty najmu grup po 50-100 Ujgurów z Sinciangu do pracy w fabrykach w całym kraju; są poddawani ocenie politycznej i surowemu, quasi-wojskowemu rygorowi – ustaliła i podała brytyjska stacja Sky News.

Władze Sinciangu prowadzą program „transferów robotniczych”, którego oficjalnym celem jest łagodzenie ubóstwa poprzez przenoszenie siły roboczej z terenów wiejskich, gdzie jest jej za dużo, do fabryk, gdzie jej brakuje.

Australijski Instytut Polityki Strategicznej (ASPI) oceniał jednak w ubiegłym roku, że Ujgurzy są zmuszani do pracy w fabrykach, zarówno w Sinciangu, jak i poza tym regionem. Wydaje się, że niektóre zakłady korzystają z pracy Ujgurów przywiezionych tam bezpośrednio z „obozów reedukacji” – twierdził think tank.

Eksperci ONZ zwracali uwagę na wiarygodne doniesienia o nawet ponad milionie Ujgurów i innych muzułmanów przetrzymywanych w Sinciangu w tego rodzaju obozach. Pekin zaprzecza ich istnieniu i twierdzi, że w regionie funkcjonują jedynie ośrodki szkolenia zawodowego.

W programie transferów uczestniczą prywatne agencje pracy, które reklamują oferowaną przez siebie siłę roboczą w internecie. W jednym z ogłoszeń, dotyczącym etnicznych Ujgurów i Kazachów, napisano, że „rząd zapewnia gwarancję bezpieczeństwa” w związku z ich transferem i pracą.

Sky News zadzwonił pod numery zamieszczone pod ogłoszeniami. Jeden z agentów powiedział, że robotnicy z Sinciangu muszą przejść „ocenę polityczną” przed wysłaniem do pracy, gdzie będą poddani „półwojskowemu zarządzaniu” i będą im towarzyszyli nadzorcy.

Inna agencja poinformowała, że robotnicy nie mogą być przekierowani bez zgody lokalnych władz, ponieważ „kwestia mniejszości etnicznych jest poważnym problemem”. Od kolejnej dziennikarze dowiedzieli się, że nadzorców opłaca lokalny rząd Sinciangu.

Właściciel przetwórni owoców morza w prowincji Szantung, w której według chińskich mediów pracowało 200 Ujgurów, powiedział Sky News, że wszyscy wyjechali z powrotem do Sinciangu z powodu pandemii koronawirusa.

Ocenił również, że doniesienia o pracy przymusowej to nonsens. Jego zdaniem robotnicy przyjeżdżali z własnej woli, gdyż mogli tam zarobić równowartość prawie 1,5 tys. zł miesięcznie, mieszkając w pokojach z klimatyzacją.

Wkrótce na miejscu zjawiło się 12 urzędników Komunistycznej Partii Chin (KPCh) i policjantów, którzy przesłuchiwali dziennikarzy przez dwie godziny i kazali im wyjechać z miasta – podała brytyjska stacja.

Chińskie władze stanowczo zaprzeczają, że w kraju wykorzystywana jest praca przymusowa. Odrzucają też oskarżenia o łamanie praw człowieka Ujgurów, określając je jako „największe kłamstwa stulecia”.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: PAP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj