„Prośba kanclerz Angeli Merkel o mediację Kremla w sprawie kryzysu granicznego to kompletny nonsens! Apelowanie do rosyjskiego reżimu o rozwiązanie sytuacji na Białorusi jest częścią klasycznego nonsensu dyplomatycznego” – uważa Tenzer.

„To nie pierwszy raz, kiedy jest stosowany. Widzieliśmy go już w Syrii, gdzie niektórzy prosili Kreml o wywarcie nacisku na Assada, mimo że Kreml nie tylko go w pełni popiera, ale także popełnia zbrodnie wojenne w tym kraju. Regularnie przypominam, że Moskwa zabiła więcej syryjskich cywilów niż ISIS” – kontynuuje ekspert. Pytany o poniedziałkową rozmowę Macron-Putin na temat sytuacji na granicy polsko-białoruskiej ekspert podkreślił stanowczy ton francuskiego prezydenta zwłaszcza w kwestii Ukrainy.

Reklama

„Nie pierwszy raz francuski prezydent w rozmowach nie wykazuje pobłażliwości wobec Kremla; tak było już po próbie otrucia Nawalnego przez rosyjskie służby. Retoryka francuskiego prezydenta wciąż jest retoryką +architektury bezpieczeństwa i zaufania do Rosji+, która nie ma konkretnego znaczenia, dopóki Putin jest u władzy i tworzy złudzenie, że może pomóc rozwiązać kryzys na Białorusi. Uważam, że musimy wyciągnąć jasne wnioski: w obecnych okolicznościach tak zwany dialog z Putinem do niczego nie prowadzi. Z pewnością nie jest nieuzasadnione rozmawianie z nim, ale musimy zdawać sobie sprawę, że może to również nas osłabić” – stwierdził Tenzer.

„Jeśli chodzi o Ukrainę, podobnie jak o inne tematy, wydaje mi się ważne, że Francja dystansuje się do Niemiec, które wciąż znajdują się na pozycji bierności i braku interwencji, naznaczonej +obustronnoizmem+. Francja musi być liderem w Europie, zajmując stanowisko stanowcze w odniesieniu do reżimów przestępczych, nie wyobrażając sobie, że możliwa jest trzecia droga.” – uważa ekspert.

"Na granicy polsko-białoruskiej nie mamy do czynienia z kryzysem migracyjnym, ale z wojną hybrydową. Ważną rzeczą jest likwidowanie jak największej liczby lotów (migrantów – red.) poprzez nałożenie sankcji na linie lotnicze i wszystkich ich podwykonawców. Tak zdecydowała Europa i to dobrze. Ale to nie przeszkodzi innym reżimom w kontynuowaniu takiej polityki" - uważa analityk.

„Najważniejsze nie jest rozwiązanie tzw. +kryzysu migracyjnego+, ale położenie kresu reżimowi Łukaszenki. To jest stawka” – powiedział Tenzer. „Musimy połączyć ochronę granic, przyjmowanie migrantów przez UE oraz ostrzejsze stanowisko wobec Mińska i Moskwy. Te trzy elementy są nierozłączne” – stwierdził Tenzer.

„Reżim białoruski, podobnie jak reżim Putina, mają swój interes w tworzeniu zagrożenia. Wiemy, że chcą osłabić Europę, a nawet ją zniszczyć. Mogą to zrobić na dwa sposoby: po pierwsze, poprzez konkretne zagrożenia (ataki na terenie Europy, manipulacja informacją, cyberataki itp.), po drugie, poprzez propagandę. Jeśli UE porzuci swoje podstawowe wartości, wygrają Putin i Łukaszenka” – podkreślił Tenzer.

Pytany o reakcję UE, Francji i USA i sankcje, które zostały zatwierdzone w poniedziałek Tenzer stwierdził, że „te reakcje były konieczne, ale wszystkie są zbyt ograniczone. Wiemy, że sankcje wciąż mają poważne luki. Reżim Łukaszenki nie czuje się jeszcze wystarczająco zagrożony, a ponadto sankcje te nie są wymierzone w reżim rosyjski. Wciąż czekamy na sankcje antykorupcyjne wobec wewnętrznego kręgu Putina”.

„Najważniejsze jest obalenie reżimu na Białorusi. Problemem nie jest kraj, ale reżim, musimy o tym pamiętać. Można nawet mieć nadzieję, że pewnego dnia, gdy na Białorusi zapanuje liberalna opozycja, otworzy się droga do integracji z UE, jeśli naród białoruski będzie tego chciał” – prognozuje ekspert.

Tenzer pytany o propozycję premiera Morawieckiego użycia art. 4 traktatu NATO stwierdził: „Mamy wojnę hybrydową. Ale musimy być subtelni w naszej analizie: zagrożeniem nie są migranci; oni nie są bronią. Bronią jest chęć podważenia solidarności i spójności UE. Jeśli chodzi o art. 4, który był używany tylko sześć razy (głównie przez Turcję), dlaczego nie, skoro konsultacje nie są wiążące. Teraz musimy konkretnie wiedzieć, czego oczekujemy od NATO. Myślę, że istnieją inne zagrożenia, w rzeczywistości znacznie poważniejsze. Nadmierna reakcja na podstawie tego konkretnego przypadku byłaby wysoce myląca”.

Pytany o wzrost liczebności wojsk rosyjskich na granicy z Ukrainą i deklarację wsparcia Ukrainy przez Wielką Brytanię, Tenzer nie wykluczył nowego konfliktu zbrojnego. „Nic nie jest wykluczone, ale też nic nie jest pewne. To nie pierwszy raz, kiedy mamy do czynienia z takim nagromadzeniem wojsk. Pewne jest, że Putin zawsze stara się testować determinację Zachodu, UE, jak i Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii. Ważne są rosnące demonstracje solidarności z Ukrainą. Kluczem jest zrozumieć sygnały, które wysyłał Waszyngton do Moskwy i czy zostaną one uznane przez Kreml za wiarygodne” – zauważył rozmówca PAP.

"Białoruska i rosyjska propaganda prowadzona przez stację +Russia Today+ czy rzeczniczkę rosyjskiego MSZ broniących Białorusi i zaprzeczających jakiemukolwiek bezpośredniemu zaangażowaniu tego kraju na granicy UE, obrona białoruskiego reżimu, obwinianie Zachodu; wszystko to nie jest subtelne i jest bardzo przewidywalne" – uważa analityk.

Pytany o budowę muru na granicy polsko-białoruskiej Tenzer stwierdził, że wg niego to „poważny błąd”. „Myślę, że symbolika muru byłaby katastrofalna dla fundamentalnych wartości Europy. I znowu problemem nie jest Białoruś, ale jej reżim. Chodzi o ochronę Europy przed tym reżimem poprzez działania naszej policji i służb wywiadowczych, ale nie murem. Służyłoby to jedynie interesom Putina, który mógłby wówczas z hipokryzją wskazać na zdradę podstawowych wartości Europy” – stwierdził ekspert.

Nicolas Tenzer jest analitykiem ds. bezpieczeństwa i polityki zagranicznej, profesorem w Instytucie Sciences Po w Paryżu, autorem 22 książek i 3 oficjalnych raportów dla rządu, wydawcą serwisu „Desk Russie”.