Najpierw zamknięty, teraz otwarty

Dwa dni po zamknięciu Toru Poznań zapadła decyzja o… jego ponownym otwarciu. Pod naciskiem środowisk motorowych ministerstwo wpłynęło na urzędników, by zrezygnowali – przynajmniej częściowo – ze swojej decyzji.

„Tor Poznań ponownie otwarty! Dzięki współpracy GIOŚ, Ministerstwa Sportu i Turystyki oraz Ministerstwa Klimatu i Środowiska GIOŚ wstrzymuje zaskarżoną decyzję” – przekazał Piotr Borys, wiceminister sportu i turystyki.

Ministrowie walczą o tor

Do wpisu w mediach społecznościowych dołączono też postanowienie GIOŚ z 15 kwietnia. Czytamy w nim, że urząd wstrzymuje wykonanie zaskarżonej decyzji. Przypomnijmy, że Tor Poznań został zamknięty ze względu na przekroczenia poziomu hałasu.

Jeszcze wczoraj (15 kwietnia) GIOŚ pisał na oficjalnej stronie: „Ochrona zdrowia i komfortu życia mieszkańców stanowią w takich sprawach istotny interes społeczny, który organy Inspekcji Ochrony Środowiska są zobowiązane uwzględniać.”

Następnie właściciel toru – Stowarzyszenie Automobilklub Wielkopolski – przy wsparciu ministerstwa oraz Polskiego Związku Motorowego, odwołał się od tej decyzji. Wielu polityków rządzącej koalicji uznało decyzję GIOŚ za zbyt daleko idącą.

„Obiekty, jak tor wyścigowy lub stadion żużlowy, mają istotną funkcję społeczną – umożliwiają bezpieczne uprawianie sportów motorowych. Funkcjonowanie takich obiektów przekierowuje wszystkich chcących uprawiać sporty motorowe z dróg publicznych do miejsc dedykowanych wyścigom. Dzięki temu eliminowane jest organizowanie nielegalnych wyścigów na ulicach miast. Ma to bardzo istotne znaczenie, zwłaszcza w kontekście ostatniego zaostrzenia przepisów np. ws. driftu” – pisał Dariusz Klimczak, minister infrastruktury.

Zapowiedział interwencję w sprawie przywrócenia toru. „Istnienie takich obiektów jest elementem prewencji i edukacji, a nie źródłem zagrożeń.”

Dlaczego znów otwarto Tor Poznań?

W uzasadnieniu ponownego otwarcia czytamy, że to efekt odwołania wysłanego przez Stowarzyszenie Automobilklub Wielkopolski. Wpłynęło ono 15 kwietnia. Oznacza to, że pismo rozpatrzono w kilka godzin (!). To nietypowe biorąc pod uwagę, że na podobne decyzje czeka się często miesiącami.

Na pozytywne rozpatrzenie decyzji miał wpłynąć m.in. fakt, że 19 kwietnia na torze odbywają się zawody.

„Stowarzyszenie wskazuje ponadto, że wskutek decyzji GIOŚ Polska będzie jedynym w Europie krajem bez toru tego typu. (…) Utrzymanie tej klasy wymaga spełnienia określonych warunków. Wstrzymanie działalności Toru Poznań będzie skutkowało jego szybkim niszczeniem i utratą homologacji” – czytamy w piśmie GIOŚ.

„W związku z powyższym, do czasu rozstrzygnięcia sprawy przez Wojewódzki Sąd Administracyjny, Tor Poznań może funkcjonować na dotychczasowych warunkach” – to kluczowy fragment pisma.

Problem nie znika. Tor może znów zostać zamknięty

Warto dodać, o czym pisaliśmy wczoraj, że zamknięcie toru spowodowane było chaosem w planowaniu przestrzennym. W Poznaniu, w okolicy obiektu, wyrosły nowe inwestycje mieszkaniowe. Niekontrolowany rozwój miasta spowodował ograniczenia - najpierw dla lotniska, potem dla toru. W tym drugim przypadku chodziło o dość restrykcyjne normy hałasu (50 db).

Obecnie tor, w miejscu pomiaru (dwie ulice we wschodniej części), notuje ok. 55 db. Mimo decyzji GIOŚ, wciąż przekraczane są przepisy. A to oznacza, że tor może zostać zamknięty po raz kolejny. Chyba, że miejscy urzędnicy zmienią przepisy. Ministerstwo Sportu i Turystyki od dawna apeluje o to do władz Poznania. Chodzi o to, by podnieść normy hałasu obowiązujące od 2005 roku. To one doprowadziły do rozpoczęcia sporu z mieszkańcami.

Pojawia się również inne pytanie, czy każdą wolną działkę powinniśmy przeznaczać pod zabudowę mieszkaniową? Tor powstał w tym miejscu w 1977 roku, ale otwarto go na terenie wydzielonym z lotniska, które uruchomiono w 1912 roku. Być może obiekt leży już zbyt blisko miasta, ale kolejność powinna być odwrotna - najpierw budujemy alternatywę, a potem zamykamy obecnie funkcjonujące (tor, lotnisko).

- Powinno się najpierw przesuwać takie obiekty, właśnie je zabudowywać, a nie „opakowywać” całymi dzielnicami – komentuje dla „Forsala” dr Łukasz Drozda, urbanista z Uniwersytetu Warszawskiego.