310 tys. maturzystów napisze dziś egzamin z matematyki. To drugi z serii testów, które czekają ich w maju. Wczoraj mierzyli się z językiem polskim, jutro – starcie z językiem angielskim. Później będą pisać testy z przedmiotów dodatkowych, na poziomie rozszerzonym. Wynik matury przesądzi o tym, na jakie młodzież dostanie się studia. To na większości kierunków podstawowe kryterium.

DGP przeanalizował, jakie fakultety dominują wśród tych, które absolwentom oferują uczelnie wyższe. Braliśmy pod uwagę studia stacjonarne pierwszego stopnia lub jednolite magisterskie. Czyli te, na które bezpośrednio może się dostać tegoroczny absolwent. W pierwszej dziesiątce najpopularniejszych kierunków znaleźli się pedagodzy, ekonomiści, specjaliści w zakresie zarządzania. I nic dziwnego – te fakultety przyciągają też najwięcej absolwentów. Na każdym z nich chciało w ubiegłym roku studiować grubo ponad 10 tys. osób.

Wśród najpopularniejszych kierunków zdecydowanie wygrywa jednak informatyka. W Polsce uczelnie otworzyły 344 kierunki, które mają to słowo w nazwie. 53 z nich to informatyka i ekonometria, a 10 – informatyka stosowana. – Rynek pracy dla informatyków jest na tyle chłonny, że ilukolwiek byśmy ich kształcili, tylu znajdzie pracę. To branża, która wciąż się rozwija i będzie rozwijać w najbliższym czasie – komentuje Dominika Staniewicz, ekspertka ds. rynku pracy z BCC. Jak wynika z danych Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego, w ubiegłym roku na informatykę było ponad 30 tys. kandydatów.

Aż 15 kierunków otwarto w ponad 100 odsłonach. W całym kraju są 102 politologie, 115 socjologii, 107 stosunków międzynarodowych. Rekordy popularności biją też różne rodzaje bezpieczeństwa. Przyszły student może wybierać między 81 bezpieczeństwami narodowymi a 95 wewnętrznymi. Jak przyznają eksperci, uczelnie sięgają często po kierunki, które przyciągną młodzież, a nie będą wymagały specjalnych inwestycji.

Uniwersytety nie biorą też odpowiedzialności za los absolwentów – co często kończy się emigracją. Jak wynika z szacunków GUS, ponad 400 tys. emigrantów ma wyższe wykształcenie. Najczęściej z kraju wyjeżdżają ekonomiści (kształceni na 174 kierunkach) i prawnicy (92). Także w Polsce wśród zarejestrowanych bezrobotnych z dyplomem uczelni najwięcej jest właśnie ekonomistów. W pierwszym półroczu 2016 r. było ich niemal 16 tys. Wśród zawodów nadwyżkowych wysokie pozycje zajmują politolog i socjolog.

>>> Czytaj też: Bańka długu na świecie musi w końcu pęknąć. Czeka nas kolejny krach finansowy

Studia sobie, praca sobie

Jak pokazują badania przeprowadzone przez Millward Brown SMG/KRC, ponad połowa Polaków pracuje na stanowisku, które nie pokrywa się z ukończonym profilem wykształcenia. Tylko jedna trzecia respondentów deklaruje, że pracuje w wyuczonym zawodzie, a co szósta osoba podkreśla, że praca i nauka pokrywają się tylko częściowo. – 51 proc. zapytanych przez nas pracowników odpowiedziało, że zmieniłoby profil nauki, gdyby tylko mogło cofnąć się w czasie – mówi Krzysztof Inglot, pełnomocnik zarządu w Work Service, która zleciła te badania. Jak dodaje, wśród najbardziej zadowolonych ze swojej sytuacji przeważają humaniści. – W przypadku osób z wykształceniem technicznym występuje duże zapotrzebowanie na ekspertów o specjalistycznej wiedzy, którą należy zdobywać jeszcze na etapie studiów. Dlatego w ich przypadku źle dobrany kierunek studiów może stanowić duże wyzwanie na przyszłość. W najbliższych latach możemy się spodziewać wzrostu deficytów wśród inżynierów, informatyków czy energetyków – wyjaśnia.

W najbliższym czasie bezpłatnych kierunków będzie jeszcze przybywać. Jak pisaliśmy w DGP, aż 27 uczelni złożyło do MNiSW prośbę o zgodę na nowe bezpłatne kierunki. To co czwarta z funkcjonujących w kraju szkół publicznych. Akademików nie odstrasza nawet niż demograficzny. W tym roku na studia poszło o 90 tys. mniej osób, niż szacował początkowo resort nauki. ©