Bez względu na to, czy ktoś czyta ten tekst z ekranu smartfona, tabletu czy laptopa, to istnieje duże prawdopodobieństwo, że części składowe tego urządzenia wyprodukowano co najmniej 6 krajach na co najmniej 3 kontynentach. Osiągnięcie eleganckiego wyglądu i skomplikowanego systemu wewnątrz możliwe było tylko dzięki globalnemu łańcuchowi dostaw. W ciągu ostatniej dekady gotowe produkty wytworzone w jednym kraju stawały się coraz rzadsze. Globalizacja przyczyniła się do tego, że łańcuch produkcyjny połączył ze sobą najodleglejsze zakątki globu. Dziś prawie wszystko – od samolotów, przez pociągi, samochody po komputery, telefony komórkowe i różne urządzenia powstają z wielu części w wielu rejonach świata. A części te wciąż mogą być składane w jeszcze innym miejscu niż zostały wyprodukowane.

Możliwości produkcji części i składania produktów w różnych miejscach świata sprawiły, że kraje znacznie łatwiej mogą wspiąć się po drabinie wartości produkcji. Państwa, które są zlokalizowane na dole tej drabiny, wytwarzające surowce, mogą się po niej wspinać, najpierw wytwarzając części o niskiej wartości, a następnie tworząc te bardziej wartościowe lub składając części w prosty produkt. Ale tak jak technologia doprowadziła do rozwoju globalizacji i międzynarodowego handlu, tak dziś technologia może znów zrewolucjonizować sposób, w jaki poszczególne kraje prowadzą ze sobą interesy. W obliczu gospodarczych i demograficznych zmian, jakich doświadcza świat, automatyzacja, zaawansowana robotyka i technologie oparte o oprogramowanie wytyczają ścieżkę ku nowej erze – erze krótszych łańcuchów produkcyjnych, a to będzie się wiązało z mniejszymi możliwościami dla krajów rozwijających się. Regiony, które kiedyś nazwano „gospodarkami rozwijającymi się” mogą wpaść w stagnację, a przepaść między bogatymi a biednymi państwami powiększy się jeszcze bardziej.

>>> Czytaj też: „Nie dogonicie Elona Muska”. Za 10 lat Tesla będzie jedną z największych firm świata

Jutrzenka globalizacji i handlu

Globalizacja w swojej obecnej formie liczy zaledwie kilka dekad, ale międzynarodowy handel nie jest nowym zjawiskiem. Już od czasów antycznych technologia umożliwiała i napędzała transformację światowego porządku. Karawele i kompasy doprowadziły do nadejścia epoki wielkich odkryć geograficznych i ekspansji Europejczyków. Silnik parowy jedynie tę ekspansję przyspieszył. Mimo to niewielu mogło się spodziewać, że coś tak prostego, jak kontener transportowy rozpocznie najnowszą erę globalizacji. 60 lat temu, Malcom McLean, amerykański biznesmen i przedsiębiorca, wypuścił pierwszy statek kontenerowy z portu w New Jersey, zmieniając tym samym na zawsze sposób, w jaki transportowano towary na świecie. Dzięki zastosowaniu kontenera o standardowych rozmiarach, który mógł być zapakowany na statek, pociąg czy ciężarówkę, McLean sprawił, że transport towarów pomiędzy dwoma punktami stał się dużo bardziej efektywny. Zamiast czekać kilka dni lub tygodni na rozładunek statku, dziś zajmuje to kilka godzin. Zanim metodę McLeana zastosowano w podróży międzykontynentalnej, minęła dekada, zaś kilka lat później technologia transportu kontenerowego dotarła do Europy. Wówczas eksperyment McNeala zmienił oblicze świata. Pierwszy statek kontenerowy – Ideal X – mógł zabrać tylko 58 jednostek. Było to wiosną 1956 roku. Dziś kontenerowce są tak duże, że mogą transportować prawie 20 tys. jednostek.

Eksplozja popularności statków kontenerowych oznaczała, że towary oraz poszczególne części nie musiały już być wytwarzane w bliskiej odległości od konsumentów. Wraz ze spadkiem znaczenia czynnika, jakim była lokalizacja, rosło znaczenie innego czynnika – kosztów siły roboczej.

Doprowadziło to nie tylko do wzrostu skali wytwarzania produktów nisko-przetworzonych, tańszych – najpierw w Chinach, potem w innych częściach Azji Południowo-Wschodniej, ale sprawiło także, że łańcuchy dostaw stały się dłuższe i bardziej złożone. Utworzenie Światowej Organizacji Handlu (WTO) jedynie przyspieszyło procesy globalizacji, poprzez regulację nowego środowiska gospodarczego oraz pomoc w połączeniu producentów z klientami. Wiele branż, jak choćby motoryzacyjna czy elektroniczna, czerpało pełnymi garściami ze zmian, jakie niosło ze sobą zastosowanie kontenerowców.

Dziś surowce wykorzystywane do produkcji typowego laptopa mogą pochodzić z wielu krajów leżących nawet na 6 kontynentach. Następnie surowce te mogą być dalej obrabiane w Niemczech, USA lub Japonii, zanim stworzy się z nich ekran LCD w Korei Południowej lub czip komputerowy w Malezji, Wietnamie lub na Filipinach. A później to wszystko może zostać złożone w produkt finalny w Chinach. Podobną historię można opowiedzieć w odniesieniu do iPhone’ów, których komponenty pochodzą z Korei Południowej, Niemiec, Francji, Japonii i wielu innych państw z Azji, zanim zostaną złożone w finalny produkt w Chinach. Taki łańcuch produkcyjny nie jest wyjątkowy tylko dla sektora elektronicznego. Boeing 787 jest składany z części, które pochodzą z 9 krajów położonych a Ameryce Północnej, Europie i Azji. Sama centralna konsola do Hondy Accord jest składana z części od około 24 dostawców.

Wszystkie te poruszające się po świecie części mogą się wydawać zbytnim komplikowaniem sprawy, ale w rzeczywistości proces ten służy obniżeniu kosztów i pozwala wielu krajom wykorzystywać takie przewagi konkurencyjne, jak tania siła robocza. W efekcie poszczególne części i towary są wytwarzane w miejscach najbardziej efektywnych kosztowo, a nie w lokalizacjach najbliższych względem rynku zbytu.

Zmiana ta, wraz z silnym nastawieniem prohandlowym sprawiła, że globalny handel w latach 1980-2007 wzrósł 10-krotnie. Umożliwiło to pobudzenie wzrostu gospodarczego w Chinach, Korei Południowej, Tajwanie, Hongkongu i Singapurze. Dziś wiele krajów z Azji Południowo-Wschodniej chce powtórzyć ten sukces, ale działanie według tych samych zasad będzie coraz trudniejsze.

>>> Polecamy: Rząd zainwestuje 3 mld zł w start-upy. To największy taki program w Europie Środkowej i Wschodniej

Słońce zachodzi nad globalizacją

Era globalizacji dobiega końca, ale jej efekty całkowicie nie zanikną. Procesy globalizacji mogą znajdować się dziś w odwrocie ze względu na swojego następcę, czyli nową erę opartą o zaawansowaną robotykę, sztuczną inteligencję oraz druk 3D. Technologie te mają potencjał, aby radykalnie obniżyć koszty produkcji. Nastąpi to wraz z ich upowszechnieniem.

Polskie drukarki 3D firmy Zortrax

Polskie drukarki 3D firmy Zortrax

źródło: Materiały Prasowe

Tak jak międzynarodowy handel wraz z nadejściem globalizacji wydawał się czymś znajomym, tak robotyka jest już dziedziną znaną od wielu lat. Ostatni postęp w robotyce sprawi, że zastosowanie robotów zwiększy się dalece poza obszar, w którym obecnie dominuje. Sprawność i złożoność programowania robotów rośnie, pozwalając im na wytwarzanie coraz bardziej skomplikowanych produktów, z coraz bardziej zawiłymi systemami przewodów i obwodów. Dzięki automatyzacji procesu produkcji, który dziś przebiega przy użyciu sił manualnych, roboty mogą doprowadzić do tego, że linie produkcyjne zostaną przeniesione z krajów o niskich kosztach pracy. Odwróci to procesy globalizacji i wyeliminuje wiele korzyści, jakie przyszły wraz z wydłużaniem łańcucha dostaw.

Postęp w obszarze druku 3D dodatkowo zniweluje efekty globalizacji. Tradycyjne metody wytwarzania wymagają budowy osobnych linii produkcyjnych dla różnych produktów (co powoduje dodatkowe koszty). Drukarki 3D, które mogą powielać różne wzory na tym samym urządzeniu, nie mają takich ograniczeń. Z tego powodu gospodarki skali tracą przewagi konkurencyjne, które posiadały w świecie tradycyjnej produkcji.

Wraz z ulepszaniem i rozpowszechnianiem druku 3D może nastąpić odwrócenie specjalizacji i standaryzacji łańcuchów dostaw, które się wykształciły w ciągu ostatnich dekad. Dzięki temu więcej części będzie mogło być produkowanych w mniejszej liczbie lokalizacji.

>>> Zobacz również: Zortrax, 3D Printers, Monkeyfab, 3DGence. Polskie drukarki 3D podbijają świat

Skracanie łańcuchów dostaw, zarówno jeśli chodzi o dystans geograficzny, jak i liczbę węzłów, zmniejszy wolumen handlu międzynarodowego, gdyż mniej fabryk i mniej krajów będzie zaangażowanych w proces produkcji.

Wracając do początkowego przykładu z laptopem, firmy mogą potrzebować kupić części już nie od 6 krajów, ale np. od 2, które będą wytwarzały ich więcej.

Oczywiście byłoby nieuczciwe, aby nie przyznać, że omawiane technologie nie napotkają jeszcze wielu przeszkód. Np. technologia druku 3D osiągnie swój pełen potencjał tylko wtedy, gdy pojedyncza maszyna będzie w stanie tworzyć produkty z różnych materiałów. Miną jeszcze lata, a może i dekady, zanim dojdzie do tego stanu. Co więcej, druk metalowych części wciąż jest zbyt drogi i wolny, aby go powszechnie stosować.

Monkeyfab Prime3D

Drukarka 3d Monkeyfab Prime3D

źródło: Materiały Prasowe

Roboty z kolei muszą być bardziej sprawne oraz w większym stopniu zdolne do szybkiego programowania, aby mogły mieć większy wpływ na proces produkcji. Co więcej, koszty energetyczne fabryki, w której pracują roboty, są w znacznej mierze wyższe. Dodatkowo wyposażenie przemysłowe na ogół jest trwałe, więc jego zastąpienie robotami będzie długim procesem.

Wszystkie te czynniki sprawiają, że nadchodząca zmiana będzie stopniowa, a nie nagła.

>>> Polecamy: Zortrax: Polska jednym z największych producentów drukarek 3D na świecie

Początek nowej ery

Wraz z kolejną rewolucją przemysłową, model wzrostu, jaki wykształcił się w epoce globalizacji, będzie stanowił już znacznie mniej pewną ścieżkę ku rozwojowi. Choć nowe technologie nie sprawią, że czynnik taniej siły roboczej przestanie się liczyć. Nowe technologie zmniejszą liczbę szans, które mają dziś kraje rozwijające się, aby wejść w proces industrializacji i dywersyfikacji gospodarek.

Jednocześnie handel stanie się bardziej zregionalizowany, wraz z powrotem produkcji do krajów konsumentów. Kraje ze stosunkowo wysokim poziomem edukacji, ale z niskimi płacami, takie jak Meksyk, zastąpią niskopłatne etaty hubami nowego przemysłu. Jeśli technologia ulepszy się takim stopniu, że transport towarów z odległych miejsc stanie się nieopłacalny (co jest stanem bardzo trudnym do osiągnięcia), to takie bloki handlowe, jak NAFTA, staną się samowystarczalne.

Dla kliku państw średniego dochodu, takich jak Meksyk, rosnąca regionalizacja handlu wiąże się z wyraźnymi korzyściami. Ale już dla wielu biedniejszych krajów, które korzystały z globalizacji, sytuacja może stać się bardzo trudna. Państwa wschodniej i centralnej Afryki, ale też pewne obszary Azji Południowo-Wschodniej, które miały w założeniach zastąpić Chiny jako miejsca wytwarzania tanich produktów, w nowych warunkach mogą doświadczyć jedynie ograniczonego wzrostu gospodarczego, jeśli nie stagnacji.

HBOT 3D

HBOT 3D

źródło: Materiały Prasowe

Wraz z tym, jak rozwinięte kraje nie będą już musiały polegać na tanim produkowaniu towarów daleko poza swoimi granicami, skorzystają na tym, że nowe technologie umożliwią im tanią produkcję na swoim terytorium.

W najgorszej sytuacji znajdą się kraje, które jeszcze nie rozpoczęły procesu industrializacji. Im dłużej będzie im zajmował rozwój w ciągu najbliższych kilku dekad, tym trudniej będzie im się rozwijać później – ponieważ wzrost zaawansowanej produkcji w jednym miejscu ogranicza możliwości producentów w krajach rozwijających się.

Rozwój zaawansowanej bazy przemysłowej będzie wymagał dodatkowego kapitału, umiejętności i czasu, zwiększając dystans pomiędzy producentami drogich, wysoko przetworzonych towarów a wytwórcami tanich produktów.
Oczywiście, jeśli są jacyś przegrani w tej rozgrywce, to muszą być również zwycięzcy. Pionierzy zaawansowanych technologii, a konkretnie USA, Europa Północna i część Azji, łącznie z Japonią i Koreą Południową, są w najlepszej pozycji, aby skorzystać z rozwoju robotyki i druku 3D. Chiny również prawdopodobnie będą w stanie wykorzystać nowe technologie. Silna baza inżynierska Państwa Środka, silny rząd centralny oraz polityka promowania chińskiego rozwoju przemysłowego, nie mówiąc o agresywnych przejęciach zagranicznych firm technologicznych mogą sprawić, że Chiny wysuną się do awangardy kolejnej rewolucji przemysłowej.

>>> Czytaj również: Nadchodzi czwarta rewolucja przemysłowa. Roboty będą walczyć z ludźmi?

Choć Chiny wciąż znajdują się na etapie przejścia od producenta tanich, nisko przetworzonych towarów do droższej, bardziej wartościowej produkcji, to dokonały już znaczącego postępu jeśli chodzi o unikanie negatywnych efektów spadku globalizacji. Sprawia to, że Państwo Środka nie będzie poddane tak dużym presjom, jakim mogą być poddane niektóre rozwinięte regiony, z tradycyjną bazą przemysłową.

Tak jak duża część owoców poprzedniej fali wzrostu gospodarczego, tak też owoce najnowszej fali industrializacji nie będą w równym stopniu docierały do wszystkich obszarów kraju. Zamiast tego postęp technologiczny najprawdopodobniej zwiększy przepaść pomiędzy chińskimi prowincjami nadmorskimi, a tymi znajdującymi się w głębi kraju. Jeśli Pekin nie będzie w stanie kontrolować politycznego napicia i niepokojów społecznych, które z pewnością nastąpią, to sukces tej gospodarki w przyszłości stanie pod znakiem zapytania.

Technologia jest częścią geopolityki, która jest często niedostrzegana i niedoceniania. Tymczasem już dziś zmienia ona relacje międzynarodowe i sposób, w jaki kraje radzą sobie z problemami. Jeśli podążymy w kierunku nowej ery robotyki, druku 3D i sztucznej inteligencji, to zmiany te są nieuniknione. I tak jak dziś cofamy się do czasu wynalezienia odziarniarki czy linii montażowej i uznajemy to za punkty zwrotne w historii, tak następne pokolenia będą się cofały do dzisiejszych wynalazków i uznają je za początek nowej ery.

Tekst opublikowano za zgodą ośrodka Stratfor.

"The Rise of Manufacturing Marks the Fall of Globalization” is republished with permission of Stratfor.