Dzisiejsze działania Biura dotyczą samorządowych celebrytów, którzy po prostu pompują medialną bańkę zamachu na samorządność. Prawda jest jednak znacznie bardziej prozaiczna. Władze lokalne od kilku lat dysponują dużymi sumami pieniędzy (choćby tymi z UE na inwestycje). Rosną pokusy. I zainteresowanie agentów. 

– Samorządy, po rozpoczętej przez PiS wojnie z Trybunałem Konstytucyjnym i walce z władzą sądowniczą, będą kolejnym celem – przestrzegł uczestników zakończonego wczoraj konwentu marszałków w Kołobrzegu szef PO Grzegorz Schetyna.

Postanowiliśmy zweryfikować krążące informacje o wzmożonej aktywności służb u samego źródła, czyli CBA. Wynika z nich, że aktywność ta nie tylko nie wzrosła. Tendencja jest wręcz malejąca.

W tym roku (a więc gdy rządzi PiS) przeprowadzono 52 kontrole wobec zatrudnionych w samorządach, a kolejnych 13 jest w toku. Jak wyjaśnia nam CBA, ich zakres dotyczył najczęściej oświadczeń majątkowych bądź przestrzegania przepisów ustawy antykorupcyjnej (o ograniczeniu prowadzenia działalności gospodarczej przez osoby pełniące funkcje publiczne). Dla porównania, w 2014 r. u schyłku rządów Donalda Tuska i na początku Ewy Kopacz takich kontroli było 93, a w ubiegłym roku – 68. Mało tego – samorządy były pod lupą zarówno w 2013 r. (aż jedna czwarta postępowań przygotowawczych CBA dotyczyła administracji samorządowej), jak i rok później.

Z czego wynika więc powszechne przekonanie o tym, że namnożyło się kontroli, odkąd PiS jest u władzy? Jednym z powodów jest to, że agenci wzięli pod lupę samorządowych „celebrytów”, powszechnie znanych nie tylko w swoim środowisku – Hannę Zdanowską z Łodzi, Krzysztofa Żuka z Lublina, Pawła Adamowicza z Gdańska czy Hannę Gronkiewicz-Waltz z Warszawy. Wszyscy są z Platformy Obywatelskiej, co również PiS-owi nie pomaga.

>>> Czytaj też: Całkowita stopa opodatkowania w Polsce to 40,4 proc. Jak wypadamy na tle świata?