Druga połówka offline? Szukanie miłości w sieci rozczarowuje, więc wracamy do biur matrymonialnych

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
10 lutego 2018, 16:00
ślub, kolacja, tablet, randka
ślub, kolacja, tablet, randka/ShutterStock
Rozczarowani podbojami w sieci Polacy coraz częściej wracają do tradycyjnych form szukania stabilizacji w życiu prywatnym.

Kawaler, szlachcic, lat 37, cokolwiek gotówki. Pragnę nawiązać korespondencję z odpowiednią panienką posiadającą skład cukierków lub skład kolonialny”.

„Ponieważ w domu jest mi bardzo źle, chciałabym jak najprędzej wyjść za mąż, więc udaję się tą drogą celem skomunikowania. Bogata nie jestem, umiem tylko szyć. Mam lat 27”.

„Kawaler, katolik, lat 35, brunet, dobrze wychowany, jak mówią, przystojny, kupiec, pracowity i oszczędny, posiadający dobrą opinię, o średnich funduszach, pragnie zapoznać się w celach matrymonialnych z panną starszą, lecz nie starą lub wdową, lat najwyżej 33, łagodną, ale przy tem zaradną, gospodarną, oszczędną i bezwarunkowo porządek lubiącą. Ponieważ jedną z głównych podstaw szczęścia małżeńskiego jest zapewniony byt materialny, pożądany przeto jest posag lub fach. Przez wzgląd na obopólną godność uprasza się o oferty serjo”.

Podobne ogłoszenia można było znaleźć na łamach m.in. „Kuriera Warszawskiego” z 1890 r. W tamtych czasach odpowiedniej partii dla młodych dziewcząt szukali przede wszystkim rodzice i to od ich możliwości – zarówno finansowych, jak i towarzyskich – zależało matrymonialne szczęście młodej damy. Jeśli takowych brakowało, korzystano z pomocy „biura stręczenia małżeństw” lub swatów. Na publikację ogłoszeń w prasie decydowały się nieliczne panny z dobrych domów. Była to domena wdów i mężczyzn.

Dziś, jak wyjaśnia Krystyna Sosnowska, terapeutka z Laboratorium Psychoedukacji, zupełnie inaczej wybieramy partnera. – Sto lat temu o zawarciu małżeństwa decydowały względy ekonomiczno-społeczno-polityczne. Miłość romantyczna, która dzisiaj jest najważniejsza, wcale nie była warunkiem koniecznym – mówi.

Zwraca jednak uwagę, że kilkadziesiąt lat temu pary zawierały małżeństwa „na całe życie”. – Dawniej rozwód był złem. Mam wielu pacjentów z długim stażem małżeńskim, którzy żyją obok siebie w atmosferze zaciętej wrogości, ale się nie rozwodzą. Są przekonani, że lepiej trwać w związku, bez względu na koszty emocjonalne, niż rozstać się i żyć z piętnem rozwodu – tłumaczy Sosnowska.

>>> CAŁY TEKST W WEEKENDOWYM WYDANIU DGP

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj