Iwulski o wyrokach w stanie wojennym: Uważam, że wówczas zachowałem się przyzwoicie. Nie mam nic na sumieniu [WYWIAD]

Ten tekst przeczytasz w 17 minut
16 lipca 2018, 08:17
Józef Iwulski, sędzia pełniący funkcję I prezesa SN
Józef Iwulski, sędzia pełniący funkcję I prezesa SN/Dziennik Gazeta Prawna
Nie wiem, czy nowa KRS nie uchwali własnego kodeksu etyki sędziego i nie przedefiniuje takich pojęć jak np. „nieskazitelny charakter" - mówi w wywiadzie sędzia Józef Iwulski.

Nie zostałem negatywnie oceniony, tylko wydano negatywną opinię o moim oświadczeniu. Pamiętam, że jeden z członków Rady mówił nawet, że merytorycznie jestem nie najgorszy.

Z ostrożności procesowej złożę pismo do KRS, w którym poproszę o doręczenie tej uchwały wraz z uzasadnieniem. Moim zdaniem rada ma obowiązek uzasadnić swoją opinię i doręczyć mi ją. To wynika z przepisów. Jestem przecież uczestnikiem postępowania, gdyż uchwała KRS bezpośrednio dotyczy mojej osoby. Opiniowanie mnie jest sprawą dotyczącą moich praw i obowiązków.

Gdy ją dostanę i zapoznam się z przytoczoną argumentacją, to się wypowiem. Pamiętajmy jednak, że w Sejmie procedowana jest zmiana ustawy o SN. A to oznacza, że mogą zostać dodane najróżniejsze przepisy. Już w projekcie widać, jaki jest ich charakter.

Niczego się nie spodziewam. Nie wiem. Prezydent zresztą nie musi wyrażać odmowy. Jeśli w ciągu 60 dni prezydent nie wyrazi zgody, to jest to równoznaczne z jej brakiem. Zdecyduje wola prezydenta.

W przepisach są przesłanki takie jak dobro wymiaru sprawiedliwości. Są one bardzo niedookreślone.

Nie, ja nie jestem w sytuacji I Prezes SN, której kadencja jest określona w Konstytucji i przepis jest stosowany wprost. Moja kadencja jako Prezesa jest określona w ustawie i kadencja jako sędziego również. W takiej sytuacji nie mogę twierdzić, że z mocy Konstytucji pozostaję na stanowisku sędziego.

Ale chyba w odniesieniu do Pierwszej Prezes. To jednak są dwie różne sytuacje. Pozostali sędziowie nie mają takich możliwości jak Pierwsza Prezes, która z mocy Konstytucji pozostaje na stanowisku. W pozostałych przypadkach konieczne byłoby stwierdzenie niezgodności ustawy z Konstytucją.

Uważam, że pisma Pana Prezydenta stwierdzające przejście w stan spoczynku z mocy prawa są zaskarżalne, do Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego.

Ale będzie i kiedyś będzie musiała to rozpoznać.

Termin do zaskarżenia upływa. Nie ma jednak wyraźnie sprecyzowanego czasu, trzeba byłoby szukać analogii. Myślę, że wynosiłby tyle co do WSA, czyli 30 dni.

Więc trzeba czekać do jej obsadzenia. Obecnie spraw w Izbie Dyscyplinarnej już jest ponad 150. Sądy dyscyplinarne apelacyjne rozpoznają sprawy dyscyplinarne sędziów czy adwokatów, a odwołania wpływają do Sądu Najwyższego. Są rejestrowane w Izbie Dyscyplinarnej, a praktycznie składowane w odpowiednim pokoju. Czekają na sędziów, którzy będą orzekać. Nie ma innego wyjścia.

Nie, ale w Izbie Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych też jest już ok. innych 150 spraw. I też czekają. To np. skargi na przewlekłość, odwołania sędziów sądów powszechnych od uchwał KRS.

Gdy będą sędziowie. W dzisiejszym stanie prawnym procedura obsadzenia tych stanowisk będzie trwała co najmniej pół roku albo dłużej. Jednak będzie ustawa, która zdecydowanie to przyspieszy. Mówię o najnowszym projekcie złożonym do Sejmu przez posłów PiS. Bardzo charakterystycznym jest, że wyznaczono w nim czternastodniowy termin dla NSA do rozpatrzenia ewentualnych odwołań, jakie składać będą sędziowie od uchwał KRS. Bez tej zmiany, gdyby takie odwołania wpłynęły do NSA to zostałyby przydzielone na koniec kolejki i czekałyby ok. dwóch lat.

Na pewno ma na celu przyspieszenie tej możliwości. Nie trzeba już będzie czekać na obsadzenie aż 110 stanowisk. Skoro dziś jest ok. 50 sędziów to wystarczy powołać jeszcze 30 zamiast 60. To ma ułatwić proces wyboru.

Proszę tylko pamiętać, że tam przedstawia się aż pięciu kandydatów na I prezesa SN i spośród nich wybiera prezydent. Wystarczy więc, że tylko jeden będzie kandydatem wybranym przez nowych sędziów. Jednak nie chcę w to wnikać, bo to daleka przyszłość. W procedurach wyborczych można stosować różnego rodzaju zabiegi. Możliwości jest wiele.

Tu nie chodzi o blokowanie. Gdy są 44 stanowiska do obsadzenia to wystarczy, że na każde zgłosi się po kilku kandydatów, co jest normalne w Sądzie Najwyższym. Momentalnie będzie ok. 150 kandydatów, z których wybranych zostanie jedynie 44. Reszta będzie miała możliwość zaskarżenia. Tu nie chodzi o żadne blokowanie, lecz o zgłaszanie się najlepszych i najbardziej doświadczonych sędziów, adwokatów czy prokuratorów.

Nie ufam. Projektowane zmiany do tego zmierzają, żeby nawet gdy KRS wybierze najgorszego to odwołanie będzie trudne. Można wyobrazić sobie sytuację, w której kandydaturę zgłoszą wybitni prawnicy i ktoś, kto jedynie spełnia wymagane minimum. Tymczasem projektowany przepis przewiduje, że do skutecznego zaskarżenia takiej uchwały rady dojdzie tylko wówczas, gdy zdecydują się na to wszyscy uczestnicy konkursu. Czy to oznacza, że ten wybrany też? Przecież zaskarżenie przez wybranego byłoby niedopuszczalne, bo nie ma on w tym interesu prawnego.

Nie wiem. Nie zastanawiałem się nad tym. Może się też zdarzyć, że KRS odrzuci wszystkich kandydatów. Zdarzają się przecież takie sytuacje. Wtedy wszyscy mogą zaskarżyć. Gdy wybrany będzie jeden, to pozostali mogą zaskarżyć, ale dokonany wybór jest już prawomocny. Podstawowym i najczęstszym zarzutem w zaskarżeniu jest twierdzenie "ten wybrany jest gorszy ode mnie". NSA może stwierdzić, że faktycznie tak jest. Jednak to nie zmienia już dokonanego wyboru. Co najwyżej powoduje, że ci, których racje uznał NSA idą do kolejki i czekają na konkurs na nowe stanowisko.

Niewątpliwie ma taką możliwość i myślę, że w odwołaniach takie zarzuty o niekonstytucyjność mogą być podnoszone.

?

Wiele już zostało na ten temat powiedziane, ale dwóch rzeczy w tym projekcie jednak nie wychwycono. Po pierwsze, przepis przejściowy ustanawiający vacatio legis na 14 dni nie dotyczy artykułu 6 i 8, które nie mają żadnego vacatio legis i wchodzą od razu. Drugi przepis to zmiana w ustawie o Sądzie Najwyższym do art. 31 par. 2. Zgodnie z nim każda osoba, która spełnia warunki, aby zgłosić się na stanowisko sędziego SN, może zgłosić swoją kandydaturę tylko na jedno stanowisko. Wcześniej tak nie było. Gdyby nie było tej zmiany to procedury nie odbywałyby się z podziałem na izby, ale globalnie. Jeżeli omawiane rozwiązanie wejdzie w życie to Krajowa Rada Sądownictwa moim zdaniem powie, że każdy kandydat musi określić na które np. z 20 miejsc Izby Nadzwyczajnej kandyduje. Każda ze spraw będzie więc rozpatrywana osobno. Nie mówię, że to nie ma sensu, bo jednak eliminuje utrudnienia. Z drugiej strony jest to ratowanie sytuacji i zmiana ad hoc, która naprawia błąd poprzedniej ustawy. Zwłaszcza, że procedura jest już wszczęta.

Uniemożliwia się zaskarżanie uchwał w przedmiocie pozostawienia zgłoszenia bez rozpoznania. To znaczy, że będzie można odrzucić kandydata, a on nie będzie mógł się nawet odwołać od takiej decyzji KRS. To niezgodne z Konstytucją. Ustawa nie może zamykać drogi sądowej dochodzenia naruszonych wolności lub praw. Zakładając złą wolę to dzięki takiemu rozwiązaniu można wyselekcjonować niepożądanych kandydatów i pozbawić ich szans w konkursie na bardzo wczesnym etapie. To absolutnie niekonstytucyjne. W ogóle uważam, że nie musi być przepisu stwierdzającego, że przysługuje odwołanie, bo to oczywista możliwość wynikająca z Konstytucji.

Uważam, że każdy musi to rozstrzygnąć indywidualnie. Sądzę jednak, że w interesie Sądu Najwyższego i wymiaru sprawiedliwości jest to, aby zgłaszali się najlepsi. Oni powinni kandydować. Lepiej by było, gdyby odpuścili i pozwolili, żeby wybrano najgorszych?

To oczywiste, że wszyscy kandydujący do SN będą musieli stanąć przed KRS. Wszystko jednak zależy od tego, według jakich kryteriów będą oceniani. Co do ostatnich obrad KRS to moim zdaniem rada może się zawsze bronić tym, że zadając takie pytania, badała, do czego przecież ma prawo, np. nieskazitelność charakteru kandydata, czy też przestrzeganie przez niego obowiązków sędziego. A te pojęcia, jak widać, przez obecną radę są rozumiane zupełnie inaczej niż to było dotychczas. Nie wiem więc, czy nowa KRS nie uchwali własnego kodeksu etyki sędziego i tam nie dokona przedefiniowania na swoją modłę takich pojęć jak „nieskazitelny charakter” czy „działalność polityczna”. Niestety, obawiam się, że doprowadzi to do ich opacznego rozumienia.

Nie wiem, ale z tego co słyszę, to nowa definicja działalności politycznej. I sprowadzałaby się ona do tego, że sędziowie mieliby zakaz wypowiadania się publicznie na temat prawa. A później sądy dyscyplinarne będą się takim kodeksem etyki kierować. Wiem, bo sam sądziłem w sądzie dyscyplinarnym. Często odwoływaliśmy się w różny sposób do kodeksu etyki.

To jest ten mrożący efekt. Najgorsze są wypowiedzi, że sędziowie będą też rozliczani z orzeczeń, które wydają. Odpowiedzialnością dyscyplinarną zostanie objęta treść orzeczeń. To dla mnie najbardziej niebezpieczne.

Sędzia powinien być niezawisły, a tak nie będzie, gdy inny skład sędziowski w postępowaniu dyscyplinarnym będzie go oceniał czy orzekał źle np. ze względów politycznych. Sędziowie będą bać się orzekania w określony sposób, żeby nie narażać się na odpowiedzialność dyscyplinarną.

Mam nadzieję, że nie, ale proszę sobie wyobrazić, że jeden czy drugi sędzia zostanie za to skazany dyscyplinarnie. Następni dziesięć razy się zastanowią zanim wydadzą wyrok np. w zakresie zgromadzeń publicznych.

Chciałbym wierzyć, że wszyscy sędziowie będą twardzi. Ale w tak licznej grupie zawsze będą mogli się znaleźć ludzie zachowujący się oportunistycznie.

Co to znaczy zmiana jakościowa?

A w jaki sposób przeprowadzane zmiany poprawiają tę sytuację? Wymienią kadry. To też jest dziwne, że zmiana Prezesa ma zmienić całą instytucję. Jakieś przełożenie na jej funkcjonowanie jest, ale nie bezpośrednie.

Nie zgadzam się. Wszyscy sędziowie mają poczucie, że nie są urzędnikami, lecz mają szczególną pozycję ustrojową związaną z niezawisłością. Nie było jednak wypracowanych kontaktów ze społeczeństwem i środkami masowego przekazu. Każdy sędzia zamykał się w sądzeniu swoich spraw. Uzasadnienia też są dość hermetyczne. Z drugiej strony czy sędzia po wyroku ma wyjść i powiedzieć publicznie co to było? To jest jego rolą?

Jest ono w pewien sposób naturalne. Sędzia jest panem i władcą na sali rozpraw. Niektórzy nawet nieświadomie przesadzają z tym władztwem. Chociaż praca, zwłaszcza w sprawach karnych, jest niezwykle stresująca. W odbiorze zewnętrznym może się tak wydawać. Sam miałem kilka spraw dyscyplinarnych o to, że sędzia na kogoś krzyczał. Sędzia bronił się, że nie krzyczał, tylko uchylał pytania czy przerywał, ponieważ był spóźniony na wokandzie. Został jednak ukarany naganą. Faktycznie, władztwo na sali może być nieraz źle wykorzystywane.

Jeśli podlega się kontroli judykacyjnej sądowi wyższej instancji to nawet powinno się orzekać tak, jak ten sąd chce. On przecież ustala wykładnię. Żaden sędzia nie chce mieć uchylanych wyroków. Podobnie sądzi się pod Sąd Najwyższy, bo przecież to my ustalamy wykładnię przepisów. To zatem naturalne.

Nie powinienem komentować wypowiedzi polityków. Sądy sądzą dziesięć milionów spraw rocznie. Spraw, które mogą mieć podtekst polityczny, jest może jeden procent. A w tym procencie na czyją korzyść wydawane są wyroki? Jakiego układu? Taka teza jest nie do udowodnienia.

Sąd Najwyższy w tej uchwale nie zrobił nic innego, poza tym, że wykorzystał swoje kompetencje. Miał pytanie prawne i taką wykładnię przyjął. Ale przecież istnieją mechanizmy odstępowania od uchwał SN. A co robi strona niezadowolona z takiej wykładni dokonanej przez SN? Zamiast te mechanizmy wdrożyć to w czambuł krytykuje uchwałę. Instytucja przedstawiania zagadnień prawnych od zawsze była w polskim systemie prawnym. Nie rozumiem więc wniosku do Trybunału Konstytucyjnego w kontekście sprawy ułaskawienia. Przecież odpowiedzi na zagadnienia mają prowadzić do jednolitości orzecznictwa, która jest podstawową funkcją Sądu Najwyższego.

Trzymamy się wersji, że będzie wykonywała swoje obowiązki a ja jej wtedy nie będę zastępował.

Na razie niewypłacaniu odprawy, bo wynagrodzenie z dołu wypłacamy pod koniec miesiąca. Tę decyzję podejmujemy w przyszłym tygodniu. Chyba, że pani główna księgowa wypłaci bez złożenia zastrzeżeń. Bo taka jest procedura - pani główna księgowa zgłasza zastrzeżenia, ja wtedy je przełamuję przez polecenie i wówczas ona jest uwolniona od odpowiedzialności za ewentualne naruszenie dyscypliny finansów publicznych. W przyszłym tygodniu formalnie rozstrzygniemy tę kwestię.

Słowo obawiam się jest złe. Zdecydowałem się ponieść ewentualną odpowiedzialność przed Izbą Dyscyplinarną bądź komisjami orzekającymi w sprawach odpowiedzialności za naruszenie dyscypliny finansowej. Poddam się takiej odpowiedzialności.

Z pierwszą częścią się zgadzam, z drugą nie. Pełnię obowiązki Pierwszej Prezes w czasie jej nieobecności.

Będzie mieć znaczenie fundamentalne. Szkoda tylko, że dopiero teraz wszczęto procedurę. Gdyby zrobiono to kilka miesięcy temu to moglibyśmy być w zupełnie innej sytuacji.

Tak, bo następują gwałtowne zmiany, które będą trudno odwracalne. Zabezpieczenie jest w tej sytuacji potrzebne i uzasadnione.

Dla mnie oczywistym jest, że może. Wielka izba Trybunału wydała wyrok w sprawie portugalskiej. W uzasadnieniu tego orzeczenia jest napisane wprost, że traktatowi podlega ocena niezależności sądów czy niezawisłości sędziów. To wyrok wielkiej izby, Trybunał sam jest związany tym wyrokiem. Moim zdaniem Komisja Europejska jako strażnik traktatów też jest związana tym wyrokiem. A jest on z lutego 2018 r. Dlatego Komisja już w marcu powinna była skierować skargę, bo ten wyrok przesądzał wszystko.

Dlaczego? Jesteśmy członkiem UE, jesteśmy europejskimi sądami i obywatelami. To niewystępowanie do organów Unii Europejskiej byłoby nielojalnością wobec Polski.

U mnie jest trudno, choć nie najgorzej. 18 lipca odchodzi sędzia Wróbel, 28 lipca sędzia Rączka, we wrześniu sędzia Wrębiakowska, ja czy sędzia Kuźniar. Zostanie gdzieś 12 sędziów na 20, którzy mieliby być.

Tak. Już jedna pani sędzia z mojej izby złożyła wniosek powołując się na ten przepis.

Też takie przypadki się zdarzają.

Trudno powiedzieć. Znaczna część sędziów czeka, bo do października ma czas na podjęcie decyzji. Chcę zobaczyć, co się będzie działo. Wszyscy patrzą też na to, co się dzieje ze mną. Gdyby przez Prezydenta został wyznaczony sędzia pełniący obowiązki, jak to niektórzy mówią "komisarz", to podejrzewam, że miałoby to znaczny wpływ na podjęcie decyzji o odejściu. Wiele osób czeka na dalszy rozwój sytuacji, a dopóki pełnię swoją funkcję decydują się na pozostanie. I nie mówię tu tylko o sędziach, ale również innych pracownikach SN.

Moim zdaniem nic na to nie wskazuje, bo chyba nikt się nie zgodził.

Nic na ten temat nie słyszałem.

Makabrycznie. Zaległość wzrośnie dwukrotnie. Wcześniej średni termin rozpatrzenia sprawy w SN wynosił dziewięć miesięcy średni, to pewnie teraz wzrośnie on do 15-16 miesięcy.

Nie pamiętam.

Pamiętałem jedną tę wspomnianą sprawę, w której nosiłem się z tym, by napisać zdanie odrębne, tych pozostałych nie pamiętam. Może te wyroki skazujące były ze świadomością, że będzie amnestia i krzywda im się nie stanie.

Bardzo dużo. To były w szczególności sprawy o dezercję z militaryzowanych zakładów pracy. W stanie wojennym część zakładów zmilitaryzowano, ludzie porzucali pracę w nich nie wiedząc o tym, że jest to traktowane jako dezercja.

Moim zdaniem nie ma jakiegokolwiek przełożenia. To było 36 lat temu przez tyle lat zachowywałem się nienagannie. Uważam, że także wówczas zachowałem się przyzwoicie, nawet bardzo przyzwoicie. Nie mam nic na sumieniu. Jak były wydawane wyroki w zawieszeniu to było traktowane jakby to było praktycznie uniewinnienie. Jeśli coś się zdarzało to jak mówiłem zapewne miałem na uwadze, że będzie amnestia.

Byłem sędzią w wydziale cywilnym sądu rejonowego w Krakowie, który został powołany do służby wojskowej jako sędzię. Już 14 grudnia 1981 roku na Sali, na której prowadziłem rozprawę pojawił się podoficer w asyście dwóch szeregowców z karabinami i zostałem wzięty do wojska. Kilkanaście godzin wozili mnie o różnych jednostkach i o 3.00 w nocy zostałem zwolniony do domu. Dopiero w drugiej połowie 1982 roku zostałem wezwany do służby na pół roku.

>>> Czytaj też: To nie był tyko jeden wyrok. Sędzia Iwulski i skazywanie za działalność opozycyjną w stanie wojennym

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj