Walka z zatrudnieniem na czarno i nadużywaniem kontraktów cywilnoprawnych jest coraz trudniejsza. W 2018 r. po interwencji inspektorów pracy etat otrzymało 6,5 tys. osób dotychczas pracujących bez umowy lub np. na zleceniu. To o 10,5 tys. mniej niż w 2017 r.

– Część zatrudnionych nie jest zainteresowanych umową o pracę, m.in. z obawy o utratę źródła zarobkowania w razie domagania się etatu – tłumaczy Wiesław Łyszczek, główny inspektor pracy.

W ubiegłym roku przybyło za to skarg na zatrudniających. Było ich 54 tys., czyli o 4 tys. więcej niż w 2017 r. (wzrost o 8 proc.) i o 10 tys. więcej niż w 2016 r. (wzrost o 22 proc.). Pracownicy mają coraz lepszą wiedzę o przysługujących im uprawnieniach i nieprawidłowości w tym zakresie zgłaszają PIP.

Kto przekształca?

Spadek liczby umów o pracę zawartych po interwencji inspekcji wynika z wielu czynników. Zdaniem zatrudniających to pozytywna tendencja, bo może wskazywać, że sami pracownicy domagają się korzystnych dla siebie warunków zatrudnienia. Ułatwia im to sytuacja na rynku – stopa bezrobocia jest rekordowo niska i brakuje rąk do pracy. Coraz częściej to firmy konkurują o pracowników.

– Trzeba też pamiętać, że część osób jest zainteresowana pracą na innej podstawie niż umowa, bo dzięki temu mogą oszczędzić na składkach i otrzymywać wyższe wynagrodzenie do ręki. Dotyczy to w szczególności młodych, którzy nie zastanawiają się nad wysokością przyszłej emerytury. To dla nich zbyt odległa perspektywa – tłumaczy Jeremi Mordasewicz, doradca zarządu Konfederacji Lewiatan.

Podkreśla, że dopóki zasady oskładkowania nie zostaną ujednolicone (bez względu na podstawę zatrudnienia), wciąż będą zdarzać się przypadki unikania etatów.

– Dotyczy to w szczególności mikrofirm, w których pracodawca ma bezpośredni kontakt z podwładnymi i łatwiej jest im się porozumieć np. co do rodzaju zawartej umowy lub wypłacania części wynagrodzenia ”pod stołem„ w celu unikania danin publicznych. To wywołuje nierówną konkurencję, nie tylko pomiędzy firmami, ale także zatrudnionymi – dodaje.

Odmiennie omawianą sytuację oceniają związkowcy.

– Pracownicy są coraz bardziej świadomi nie tylko swoich praw, ale także obowiązków. Obawiają się, że w razie żądania umowy o pracę zamiast cywilnoprawnej będą musieli z własnej kieszeni wyrównać należności składkowe. Te obawy potęguje niejednolite orzecznictwo sądów w tej kwestii – podkreśla Andrzej Radzikowski, wiceprzewodniczący OPZZ.

Tak istotny spadek przekształconych umów prowokuje pytanie o skuteczność obecnych rozwiązań prawnych, które mają uniemożliwiać obchodzenie przepisów nakazujących zawieranie umów o pracę (jeśli okoliczności świadczenia zadań wskazują na taką formę zatrudnienia).

– Gdyby to inspektor pracy mógł nakazać przekształcenie kontraktów, wzrosłaby liczba zatrudnionych na umowach o pracę. Po raz kolejny apelujemy o taką zmianę przepisów. Popiera ją Rada Ochrony Pracy i mam nadzieję, że ustawodawca przychyli się do tego postulatu – wskazuje Wiesław Łyszczek.

Złożenie odpowiedniego projektu nowelizacji przepisów zapowiadali posłowie PiS. Z informacji DGP wynika jednak, że na razie prace nad nim zostały wstrzymane. Takich zmian nie popierają przede wszystkim pracodawcy.

– Zadaniem organów nadzoru lub ścigania, takich jak PIP lub policja, jest ujawnianie naruszeń. Decydowanie o tym, jaki rodzaj umowy łączy dwie strony, to kompetencja sądów i tak powinno pozostać. Jeśli chcemy zadbać o równą konkurencję na rynku pracy, zarówno dla firm, jak i zatrudnionych, to lepszym rozwiązaniem byłoby odpowiednie dofinansowanie inspekcji pracy, tak aby skuteczniej mogła działać – uważa Jeremi Mordasewicz.

Uprzejmie informuję

Z danych PIP za ubiegły rok wynika też, że rośnie liczba skarg kierowanych do inspekcji. To już stała tendencja, bo istotny ich wzrost odnotowano także w 2017 r. Najczęściej dotyczą one czasu pracy oraz wynagrodzeń (łącznie tego typu zgłoszenia stanowią ok. 40 proc. wszystkich zawiadomień).

– Świadomość pracowników w zakresie swoich praw jest coraz lepsza. Zwracają uwagę na warunki wykonywania obowiązków, w tym także te dotyczące bezpieczeństwa pracy. Dotyczy to także cudzoziemców, którzy coraz częściej zgłaszają nieprawidłowości – wyjaśnia Wiesław Łyszczek.

Podobną opinię w tej kwestii przedstawiają związkowcy.

– Swoje zrobiły kampanie informacyjne prowadzone m.in. przez związki zawodowe, ZUS, PIP. Dotyczy to w szczególności legalności zatrudnienia, w tym także cudzoziemców – podkreśla Andrzej Radzikowski.

Na wzrost zgłoszeń do PIP wpłynęła też zapewne sytuacja na rynku pracy. Niektórzy zatrudnieni (np. ci z niższymi kwalifikacjami) wciąż mogą obawiać się utraty zatrudnienia w razie składania skarg na pracodawcę, ale znaczna część pracowników zdaje sobie sprawę, że nawet w razie zwolnienia i tak szybko znajdzie nowy etat.

– Pozycja przetargowa pracownika się poprawiła. To zatrudniającym coraz częściej zależy na pozyskaniu rąk do pracy, w szczególności gdy chodzi o osoby z odpowiednimi kwalifikacjami – podsumowuje Jeremi Mordasewicz.

Na liczbę skarg nie wpłynął nawet fakt, że w okresie dobrej sytuacji na rynku zmniejszają się zaległości płacowe. W ubiegłym roku inspektorzy pracy nakazali firmom wypłatę ok. 60 mln zł należności na rzecz 61 tys. pracowników (dane wstępne, możliwe, że wciąż niepełne). Rok wcześniej była to kwota 130 mln zł. PIP wyegzekwowała też 1 mln zł dla 1,3 tys. zleceniobiorców i samozatrudnionych z tytułu minimalnej stawki godzinowej.

>>> Czytaj też: Minister finansów dystansuje się od obietnic PiS. Resort nie wie, jak za nie zapłaci