Jeśli prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan utraci kontrolę nad Stambułem będzie to miało nieuniknione konsekwencje dla jego pozycji w partii AKP, z której się wywodzi - komentuje w środę niemiecka prasa sytuację w Turcji po anulowaniu wyników wyborów w Stambule.

"W Partii Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP) już wrze. Despotyczny styl, w którym Erdogan rządzi ugrupowaniem i krajem, od dawna budzi sprzeciw" - diagnozuje dziennik "Frankfurter Rundschau". W jego opinii dążenie prezydenta do islamizacji tureckiego społeczeństwa nie spotyka się już z bezdyskusyjnym poparciem.

"Utrata przez AKP wyborców w dużych miastach pokazuje, że duża część ich mieszkańców nie chce dać sobie narzucić islamsko-konserwatywnego stylu życia" - podkreśla gazeta.

W poniedziałek Wysoka Komisja Wyborcza (YSK) na wniosek Erdogana anulowała wybory lokalne w Stambule i nakazała je rozpisać ponownie ze względu na domniemane powiązania niektórych członków komisji wyborczych z "organizacją terrorystyczną". Śledczy ustalili, że 43 członków komisji wyborczych utrzymywało kontakty z organizacją Fethullaha Gulena oskarżanego przez rząd Turcji o zorganizowanie udaremnionego zamachu stanu z 2016 roku.

"Prezydent Turcji jest wielkim orędownikiem monoteizmu, w którym on sam jest najważniejszy. Erdogan chce być wszystkim jednocześnie: wodzem naczelnym i ekspertem gospodarczym, surowym ojcem narodu i ojcem chrzestnym wszystkich dzieci, ordynatorem i dyrektorem społeczeństwa, najważniejszym krytykiem sztuki i najwyższym sędzią, najzdolniejszym architektem i - w razie potrzeby - najpotężniejszym strażnikiem więziennym" - ironizuje berliński prawicowy "Die Welt".

"Trudno jest sobie wyobrazić, że w takich okolicznościach powtórzenie głosowania nad Bosforem miałoby na celu coś innego niż odzyskanie władzy przez Erdogana" - prognozuje pesymistycznie.

W związku z tym konserwatywny "Frankfurter Allgemeine Zeitung" apeluje, by UE nie prowadziła rozmów akcesyjnych z Turcją.

"Pod rządami Erdogana kraj osiągał duże sukcesy gospodarcze. Ale od dłuższego czasu dystans wobec Zachodu staje się coraz większy. Trudno sobie wyobrazić Turcję jako członka Unii, który szanuje rządy prawa i demokrację oraz utrzymuje podział władzy. Turcja Recepa Tayyipa Erdogana nie ma czego szukać w UE" - orzeka "FAZ".

>>> Polecamy: Trump licytuje wysoko, ale czy wyciśnie z Chin to, czego chce? [OPINIA]