Rosjanie traktowali Alaskę jako zamorską kolonię [WYWIAD]

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
26 stycznia 2020, 19:02
Kierunkowskaz Alaska, mat. shutterstock
Kierunkowskaz Alaska, mat. shutterstock/Forsal.pl
Byty przesłaniają bycie, a na skraju Rosji te byty znikają, dzięki czemu widzialne staje się czyste bycie albo nicość. Dlatego tak ciągnie mnie na Arktykę, bo tam nicości musi być bezmiar - mówi Michał Milczarek, autor książki "Donikąd. Podróże na skraj Rosji".
4426284-u74ec6-large-donikad-p.jpg
Michał Milczarek, „Donikąd. Podróże na skraj Rosji”, Wydawnictwo Czarne, 2019 r.

Pangei.

Nie bardzo. Pangea kojarzy mi się z jedną wielką Azją Centralną czy Syberią Południową, światem, w którym mniej jest barier geograficznych, a przez to mniej różnorodności kultur. W świecie Pangei nie byłoby cieśniny Beringa i jej bym żałował.

Woda sama w sobie nic nie znaczy, ona odsyła do tego, co jest po drugiej stronie. Stąd metafizyka tej cieśniny – międzynarodowej linii zmiany daty, gdzie z jednej strony masz Rosję, z drugiej USA dwa imperia, które tu się schodzą, jednocześnie łączą się i nie łączą. A jeśli nie byłoby cieśniny Beringa, nie byłoby też leżących w niej Wysp Diomedesa.

4426300-u74e85-milczarek-p.jpg
Michał Milczarek filozof, podróżnik, reporter. Adiunkt w Instytucie Filologii Wschodniosłowiańskiej Uniwersytetu Jagiellońskiego fot. Materiały prasowe

To dwie wyspy: rosyjska Wielka Diomeda należy do Czukotki, a amerykańska Mała Diomeda jest częścią Alaski. Dzielą je cztery kilometry, ale różnica czasu z powodu przebiegającej tam linii zmiany daty wynosi dwadzieścia godzin. Gdy stoi się na rosyjskiej Diomedzie, widać amerykańskie wczoraj, a stojąc na Diomedzie amerykańskiej, można zobaczyć rosyjskie jutro – stąd Amerykanie czukocką wyspę nazywają Tomorrow Island. Można zobaczyć to wszystko zresztą nie tylko z tych wysp – Amerykę widać też z rosyjskiego lądu i odwrotnie.

To dziwne doświadczenie transu. Tam dzisiaj nie do końca jest dzisiaj, bo towarzyszy mu jutro lub wczoraj.

Oczywiście. Granicę zaczęto uszczelniać dopiero w latach 20. XX w., potem Sowieci wysiedlili Inuitów z Diomedy na ląd stały. Wcześniej dało się przemieszczać w jedną i drugą stronę bez przeszkód. Spałem kiedyś w sklepie na wyspie po stronie alaskańskiej – a raczej w pokoiku z paletą coca-coli – gdy w środku nocy wchodzi facet. I zaczyna opowiadać, że jego dziadek przypłynął z Diomedy radzieckiej na amerykańską i już tam został. Nie byłem dobrze rozbudzony, ale poczułem, że on przyszedł do mnie z drugiej strony mapy, jego dziadek przekroczył cały świat – a w rzeczywistości miał rzut beretem.

Cały wywiad z Michałem Milczarkiem przeczytasz w Magazynie Dziennika Gazety Prawnej i na e-DGP

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj