Jeśli jakaś organizacja dobrze wyszła na kryzysie, to właśnie MFW, który dopiero co odbył w Stambule swoje coroczne spotkanie. Fundusz zorganizował pomoc dla ponad dziesięciu krajów, które dotknęły turbulencje finansowe; jego siła rażenia zwiększyła się znacząco, a on sam uzyskał ważną rolę w rozwiązywaniu globalnych nierównowag, które nadal zagrażają światowej gospodarce. Jednak niektórzy eksperci pozostają sceptyczni, czy ta ostatnia rola na cokolwiek się przyda.

Większość aktywności Funduszu w tym roku koncentrowała się na Europie Środkowej i Wschodniej, gdzie kolejne rządy zmagały się z ucieczką kapitału i narastającym deficytem na rachunku obrotów bieżących.

Fundusz zrobił wiele, by ograniczyć warunki związane z przyznawaniem pomocy. Stanowi to radykalne przeciwieństwo wtrącania się do każdego szczegółu, za co zresztą MFW był powszechnie potępiany podczas azjatyckiego kryzysu finansowego z lat 1997–98. W kwietniu MFW opublikował serię wytycznych i przedstawił nowe instrumenty kredytowe, sugerując, że jego podstawowym celem jest dostarczenie jak najszybciej pieniędzy potrzebującym, bez żadnych dodatkowych warunków.

Jednak David Lubin, analityk ds. rynków wschodzących w londyńskiej siedzibie Citigroup, mówi, że w praktyce MFW dalej tradycyjnie żąda zaostrzenia polityki fiskalnej, by uniknąć pokusy nadużycia, polegającej na zbyt łatwym pożyczaniu pieniędzy. – Ostatecznie w stosunku do krajów takich jak Węgry Fundusz okazał się twardszy, niż to się mogło wydawać w kwietniu – mówi.

Fundusz wciąż jednak wydaje się ulegać presji ze strony dużych udziałowców – to kolejny zarzut, który stawiają mu jego krytycy. Dla przykładu wielkie zdziwienie wzbudził fakt, że MFW pozwolił Łotwie zachować sztywny kurs walutowy pomimo ogromnego deficytu na rachunku obrotów bieżących i intensywnej presji rynkowej na dewaluację – to stanowisko zupełnie inne od tego, jakie Fundusz prezentował podczas kryzysu azjatyckiego. Jak mówi Arvind Arvind Subramanian z Peterson Institute for International Economics w Waszyngtonie: Podejście MFW do kwestii walutowych jest prawdopodobnie błędne z ekonomicznego punktu widzenia (...). A już niemal na pewno jest błędne politycznie.

Reklama

Subramanian dodał, że odpuszczając jednemu krajowi europejskiemu, instytucja ta stworzyła wrażenie, że nie jest Międzynarodowym Funduszem Walutowym, ale Euroatlantyckim Funduszem Walutowym. David Lubin mówi natomiast, że MFW najwyraźniej uległ wpływom UE, która opłaciła 42 procent pakietu pomocowego dla Łotwy i chciała uniknąć dewaluacji.

W istocie z piętnastu nowych programów pomocowych firmowanych w ciągu ubiegłego roku MFW wyłożył jedynie 75 miliardów dolarów z ogólnej sumy 133 miliardów – to wyższy odsetek niż podczas niektórych wcześniejszych kryzysów, ale na tyle mały, by rodził pytania o jego niezależność. Analitycy argumentują zaś, że jeśli MFW ma odgrywać istotną rolę w walce z kryzysem, to musi właśnie przełamać wizerunek Funduszu Euroatlantyckiego.

USA naciskają na Fundusz, by energiczniej zajął się likwidowaniem ekonomicznych nierównowag, które nadal istnieją w gospodarce światowej, szczególnie nadwyżkami na rachunku obrotów bieżących takich eksportowych potęg jak Chiny. Jednak takie wielostronne działania są w teorii testowane od kilku lat, bez zauważalnego rezultatu.

Raghuram Rajan, były główny ekonomista MFW, obecnie na Uniwersytecie w Chicago, mówi, że wpływ Funduszu pozostanie prawdopodobnie ograniczony do tych krajów, którym udzielił on kredytów ratunkowych. Jak mówi, Fundusz może wskazać i potępić państwa, które nie podejmują działań prowadzących do ograniczenia nierównowagi, ale te kraje są dosyć bezwstydne. Fundusz nie ma narzędzi, by zrobić wiele więcej i nie sądzę, by jakikolwiek kraj chciałby mu je dać.

Źródło nieznane