Kuczyński: Z aukcją portugalskich obligacji zniknął pretekst do sprzedaży akcji

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
9 września 2010, 09:37
Piotr Kuczyński, główny analityk Xelion. Doradcy Finansowi
Piotr Kuczyński, główny analityk Xelion. Doradcy Finansowi/Forsal.pl
W środę amerykańskie byki mogły pokazać, że wtorkowe spadki indeksów były tylko i wyłącznie niegroźną realizacją zysków. Szansę dawały im rynki europejskie, którym wystarczyło do wzrostu to, że Portugalia sprzedała obligacje, a nie przeszkadzały bardzo słabe dane z Niemiec.

To są trochę ironiczne uwagi, ale uważam, że zarówno wtorkowe spadki jak i środowe wzrosty bazowały na pretekstach.

Wieczorem ogłoszona została Beżowa Księga Fed, czyli raport o stanie amerykańskiej gospodarki. Nie było w nim niczego nowego. Fed informuje, że od połowy lipca do końca sierpnia odnotowano znaczne spowolnienie ożywienia gospodarczego. Podkreślono jednak, że nie ma mowy o recesji, a jedynie o wolniejszym wzroście. Nic dziwnego, że badanych przez Reutersa 70 ekonomistów znowu obniżyło prognozy dla gospodarki amerykańskiej. Mediana tych prognoz to 1,8 proc. (przedtem 2,4 proc.) w trzecim kwartale i 2,1 w czwartym (przedtem 2,5 proc.).

Na rynku akcji indeksy od początku sesji rosły. W połowie sesji indeks S&P 500 zyskiwał już nawet jeden procent, czyli odzyskiwał to, co we wtorek stracił. Od tego momentu rozpoczęła się korekta. Skończyła się po publikacji Beżowej Księgi Fed, mimo że mogła być ona interpretowana wcale nie na korzyść byków. Tak jak we wtorek spadki wynikały z nastrojów i niezbyt sensownych pretekstów tak również w środę wzrosty nie miały poważnych fundamentów. Wydaje się jednak, że fundusze są zdeterminowane, żeby zakończyć trzeci kwartał wzrostami indeksów, a do tego potrzebny jest im dobry wrzesień.

GPW w środę była znowu (podobnie jak we wtorek) dużo silniejsza niż inne giełdy europejskie. WIG20 rozpoczął dzień neutralnie, ale natychmiast zaczął rosnąć. Nawet wtedy, kiedy indeksy zagraniczne całkiem solidnie spadały nasz rynek wrócił jedynie do poziomu neutralnego. Wystarczyło, żeby indeksy zagraniczne zmniejszyły straty, żeby rynek dużych spółek (MWIG40 był dużo słabszy) znowu zaczął rosnąć. Nasz rynek zachowywał się dokładnie odwrotnie niż inne giełdy europejskie. Tym razem rolę lidera przejęły na siebie Pekao i PZU.

Potem było już tylko lepiej. Po południu indeksy na giełdach europejskich już rosły, a to dało dodatkową siłę naszym bykom. WIG20 z łatwością pokonał opór techniczny i rósł dalej. Zakończyliśmy sesję naprawdę solidną zwyżką (2,09 proc.) z całkiem dużym obrotem. Sygnały kupna umocniły się, a droga do szczytu z sierpnia (2.560 pkt.) została otwarta. Zastanawianie się, dlaczego GPW była w środę najlepszą giełdą w Europie nie ma sensu. Znalazł się kapitał, który kupował kilka większych spółek, a reszta poszła za wytyczonym przezeń kierunkiem.

Ważne jest co innego. Trwająca od kwietnia korekta jest stanowczo za mała (chodzi o skalę spadku, a nie o czas), żeby można ją było uznać za korektę całej, trwającej od lutego 2009 hossy. Z tego wniosek, że albo się przedłuży i przyjmie postać trendu bocznego (2.260 – 2.620 pkt.) albo korekta bessy lat 2007-2008 (wzrostowa fala B) będzie kontynuowana. Odpowiedź dostaniemy przy poziomie 2.620 pkt.


Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Xelion
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj