Kuczyński: Nieudana próba odbicia na rynkach amerykańskich

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
3 czerwca 2011, 09:18
Piotr Kuczyński, główny analityk Xelion. Doradcy Finansowi
Piotr Kuczyński, główny analityk Xelion. Doradcy Finansowi/Forsal.pl
W czwartek w USA szła gra o to, czy niedźwiedziom uda się postawić kropkę nad „i”, doprowadzając do kolejnego solidnego spadku indeksów, czy też bykom uda się obronić rynek.

Te ostatnie nie miały łatwego zadania, ale sprawa grecka i test 1.300 pkt. przez S&P 500 pomogło im w tej obronie.

Dane makro zawarte w kalendarium były dla rynków neutralne. Ilość nowych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych złożonych w ostatnim tygodniu spadła do 422 tys., ale oczekiwano 415 tys. Plusem było to, że spadła średnia 4-tygodniowa. Weryfikacja danych o wydajności pracy i jej kosztach w pierwszym kwartale nie miała żadnego znaczenia, ale nowe dane były nieco lepsze od poprzednich. Raport o kwietniowych zamówieniach w przemyśle na pozór był słaby, ale tak naprawdę był neutralny. Zamówienia w kwietniu spadły o 1,2 proc. (oczekiwano spadku o 1 proc.), ale wzrost marcowy podniesiono z 3 proc. m/m na 3,8 proc.

Rynek akcji nie dostawał dobrych informacji. Dane o majowej sprzedaży detalicznej w sieciach sprzedaży w sklepach czynnych dłużej niż 1 rok nie były rewelacyjne i w niczym nie pomogły bykom. Część akcji spółek tego sektora traciła na wartości. Tracił Goldman Sachs po tym, jak dostał wezwania od prokuratora w sprawie jego roli w powstaniu światowego kryzysu. Poza tym agencja Moody’s poinformowała, że będzie weryfikował ratingi dla Citigroup, Bank of America i Wells Fargo w kierunku ich obniżenia.

Indeksy spadały i po 2,5 godzinach S&P 500 był już tylko 5 punktów nad poziomem 1.300 pkt. Wtedy Reuters podał informację o prawdopodobnym przyjęciu planu dla Grecji, co stało się wygodnym pretekstem i sprowokowało graczy do kupna „tanich” akcji. Od tego momentu indeksy rosły i zakończyły dzień praktycznie neutralnie. To w niczym nie zmieniło (niedźwiedziego) układu technicznego, ale pokazało, że niedźwiedzie nie będą miały łatwego życia.

GPW rozpoczęła czwartkową sesję bardzo umiarkowanym, niewiele większym od pół procent, spadkiem indeksu WIG20. Gracze słusznie zakładali, że w USA bardziej prawdopodobne niż dalsze spadki było wygenerowanie odbicia. Nic dziwnego, że skala spadku została zredukowana i indeks wszedł w fazę wyczekiwania. Trwała ona niecałą godzinę, po czym indeks zaczął rosnąć, mimo że indeksy na innych giełdach osuwały się. Po dwóch godzinach handlu WIG20 zameldował się na poziomie środowego zakończenia sesji. Była to zdecydowanie przesadna oryginalność.

Pomagało naszym bykom nie tylko oczekiwanie na odbicie w USA, ale i zapowiedź przyspieszenia pomocy dla Grecji. Wzrost kursu EUR/USD dawał sygnał, że rynek bardzo na to liczy. Po publikacji danych w USA WIG20 znowu zabarwił się na zielono, mimo że dane nie dawały wielu powodów do optymizmu. Potem było gorzej, bo indeks pod wpływem spadków w USA tracił pół procent, ale spadki na innych giełdach europejskich były o jeden punkt procentowy większe. Fixing zmniejszył skalę spadku do symbolicznego rozmiaru.

Uparta wiara naszego rynku w kontynuację hossy jest godna podziwu, aczkolwiek nie bardzo rozsądna z fundamentalnego punktu widzenia. Tyle, że przecież fundamenty od dawna na giełdach nie rządzą. Tak czy inaczej rynek miał rację. Do przeceny w USA nie doszło, więc dzisiaj jest szansa na wzrost indeksów.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Xelion
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj