FT: Ekonomiczni kierowcy i nawigatorzy zboczyli z gospodarczej drogi

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
16 lipca 2011, 18:39
Dokąd zmierza Europa?
Dokąd zmierza Europa?/ShutterStock
Światowa gospodarka podąża wyboistą drogą. Być może dalsza jazda tą trasą już nie ma sensu.  Ekonomiczni decydenci, podobnie jak kierowcy, stoją przed dwoma różnymi wyzwaniami: wyborem właściwej trasy oraz utrzymywaniem samochodu na drodze bez względu na to, czy jest ona właściwa, czy też nie.

Ci, którzy zarządzają gospodarką, mieli ostatnio problemy z utrzymaniem właściwego kursu. Być może nadszedł czas, aby ponownie spojrzeć na mapę.

>>> Czytaj też: Winiecki: Makroekonomia Zachodu, czyli za co ojciec bił syna

W drugim, trudnym kwartale w całym świecie uprzemysłowionym aktywność gospodarcza słabła. Według Narodowego Instytutu Badań Ekonomicznych i Społecznych brytyjski wzrost gospodarczy wyniósł symboliczne 0,1 procent, Citibank twierdzi wręcz, że mieliśmy do czynienia ze spadkiem o 0,2 procent. W twardym rdzeniu Europy, którego zaskakująco dynamiczny wzrost pozostawił w tyle peryferia, następuje spowolnienie produkcji i tworzenia miejsc pracy. A w USA spadek bezrobocia został powstrzymany i odsetek bezrobotnych w stosunku do ogółu siły roboczej powrócił do dziewięciu procent. W dodatku niemal połowa bezrobotnych nie ma pracy dłużej niż sześć miesięcy.

Problemy pojawiają się nawet na rynkach wschodzących. Spowolnienie cen chińskich nieruchomości, a także rewelacje o skali zadłużenia samorządów lokalnych sprawiły, że w chór zachwytów nad perspektywami chińskiej gospodarki wdarł się fałsz. Choć juan do niedawna zdawał się mieć przed sobą tylko jedną drogę – w górę, to niektórzy inwestorzy już spodziewają się spadku jego kursu.

Globalne spowolnienie gospodarcze można w dużej mierze wyjaśnić wydarzeniami nadzwyczajnymi. Największym było trzęsienie ziemi i tsunami w Japonii, które uszkodziło kluczowe ogniwa w globalnym łańcuchu dostaw. Niepokoje polityczne w zasobnym w ropę świecie arabskim oraz spory w USA i strefie euro także odwlekają decyzje o inwestycjach i wydatkach. Przy odrobinie szczęścia lub wysiłku te zaburzenia ustaną. Co robić do tego czasu? Rynki, nerwowe jak zawsze, szarpią za kierownicę przy każdym wstrząsie, miotając się między podjęciem ryzyka a ucieczką przed ryzykiem.

>>> Polecamy: Biedna Ameryka i bezwzględne agencje, czyli zmierzch imperium USA

Decydenci wykazują więcej spokoju. Po stronie fiskalnej powoduje to paraliż, tak jak w USA, albo wymaga trzymania się programu, tak jak w Wielkiej Brytanii. Cnotą banków centralnych jest przewidywalność. Europejski Bank Centralny w ubiegłym tygodniu, tak jak oczekiwano, podniósł stopy procentowe, a Bank Anglii utrzymał je na dotychczasowym poziomie.

Na razie utrzymywanie kursu ma sens. Jednak jeżeli wyboje szybko się nie skończą, uprawnione stanie się pytanie, czy znajdujemy się na właściwej drodze.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: FT
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj