Orban trzęsie węgierskim systemem finansowym

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
12 września 2011, 05:02
Węgierski rząd zamierza na stałe określić maksymalny kurs franka, po którym będą spłacane kredyty hipoteczne. Zapłacą za to banki, bo nie dostaną od państwa żadnej rekompensaty. To kolejny raz, gdy premier szuka pieniędzy w kieszeniach koncernów

Viktor Orban zaproponuje nowe rozwiązanie, które ma ułatwić życie Węgrom zadłużonym we frankach. Z przecieków z weekendowych obrad rządzącego Fideszu wynika, że ich koszty poniosą najpewniej banki.

– Nie ma szans, że za 8 – 10 lat kurs franka będzie zbliżony do tego, w którym brano kredyty – uważa premier Orban. – Oczekiwania ludzi, że rząd zaoferuje trwałe, a nie tymczasowe rozwiązanie (dla zadłużonych w obcych walutach – red.) jest uzasadnione – dodawał. Dziś rząd ma podjąć decyzję w tej sprawie.

Tymczasowym rozwiązaniem, o którym mówił Orban, jest zamrożenie kursu franka, które obowiązuje od 1 lipca. Do końca 2014 r. górny limit kursu szwajcarskiej waluty, po jakim przeliczane będą raty kredytów hipotecznych, wynosi 180 forintów. Rynkowy kurs przekracza 230 forintów. Różnicę w kursie kredytobiorca miał spłacać w formie nowego kredytu w forintach na 6 proc. rocznie od stycznia 2015 r. Trwałe rozwiązanie polega na tym, że Fidesz chce się pozbyć drugiej części planu dla kredytobiorców zadłużonych we franku – czyli spłaty kredytu po 2015 r.

>>> Zobacz też: Parlament węgierski uchwalił "podatek chipsowy" od września

Jak przekonuje Fidesz, zadłużeni we franku powinni mieć możliwość spłaty całego zobowiązania po ustalonym kursie 180 forintów. Rząd może też zaproponować kredyty w węgierskiej walucie na jednorazową spłatę kredytu frankowego. Wówczas całe koszty ryzyka walutowego zostałyby przerzucone na banki. Węgierskie stowarzyszenie banków w wydanym oświadczeniu zapowiedziało, że takie rozwiązanie zagraża stabilności węgierskiego systemu finansowego.

Wtej chwili około 1,5 mln Węgrów jest zadłużonych wobcych walutach – franku, euro i jenie. Niemal jedna trzecia z nich jest zagrożona. Jak twierdzą analitycy, przecieki, które sugerują, że banki wezmą na siebie ciężar ryzyka walutowego, są przygotowywaniem przez rząd gruntu do bardziej kompromisowego rozwiązania. Przypominają również, że to nie pierwszy raz, gdy rząd Viktora Orbana szuka pieniędzy w kieszeniach banków albo dużych koncernów. W 2010 r. wprowadzono podatki bankowy i kryzysowy. Pierwszy miał obowiązywać dwa lata. Drugi – trzy, i miał dotyczyć m.in. sektora energetycznego i telekomunikacyjnego. Ostatecznie okazało się, że obydwa rozwiązania będą funkcjonowały do 2014 r. z możliwością przedłużenia na kolejne lata. Zakotwiczenie ich na stałe jest realne z powodu słabych perspektyw dla węgierskiego budżetu związanych z gorszymi prognozami wzrostu gospodarczego w kraju i w całej Europie.

W drugim kwartale wzrost PKB na Węgrzech wyniósł 1,5 proc. w porównaniu z analogicznym okresem roku ubiegłego (poniżej średniej europejskiej). Wcześniej, by ratować budżet, węgierski rząd znacjonalizował OFE, co pozwoliło przejąć 10 mld euro. Komisja Europejska uznała, że gdy środki te zostaną wykorzystane, deficyt budżetowy Węgier znów będzie rósł (do 6,2 proc. w 2012 r.). To samo KE prognozowała w sprawie długu (do 81,6 proc. PKB w 2012 r.).

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj