Abstrahując od dużej zmienności nastrojów na rynkach w ciągu ostatnich kilkunastu tygodni, na takich sesjach, jak czwartkowa mogło zdarzyć się wszystko. I wiele się zdarzyło, bowiem mieliśmy okazję obserwować całą mozaikę giełdowych zachowań, od kompletnego marazmu, poprzez gwałtowny spadek, aż do nieoczekiwanego wzrostu, zakończonego efektownym fixingiem. Tyle tylko, że niewiele z tego wynika, a wahania ze względu na bardzo niskie obroty, były w znacznej mierze przypadkowe. Dotyczyło to przede wszystkim indeksu naszych największych spółek i niektórych jego przedstawicieli. Akcje PKN Orlen przez moment traciły ponad 4 proc., a zakończyły dzień zwyżką o 0,7 proc. Papiery PKO przeceniano chwilami o prawie 3 proc., a skończyło się na zniżce o 0,25 proc. Z technicznego punktu widzenia ten zryw w końcowej części sesji dobrze zrobił wskaźnikowi blue chips, bo w ciągu dnia było już niebezpiecznie. Zwyżka o prawie 0,9 proc. zatrzymała trwającą od pięciu sesji przecenę. Tendencji zmienić nie mogła, ale od czegoś trzeba zacząć. Gdyby jeszcze nie te obroty, podważające wiarygodność wczorajszego ruchu. Obserwując to, co dzieje się w Europie, na zbyt wiele byki raczej nie mogą liczyć.

Mimo demonstrowanej momentami w trakcie kilku poprzednich sesji chęci do wzrostu, indeks we Frankfurcie idzie w dół od ośmiu dni. Nie wydaje się, by cokolwiek mogło tę tendencję odwrócić i uchronić DAX-a przed przetestowaniem wrześniowych dołków. Za twardym "nie" Angeli Merkel wobec emisji euroobligacji i aktywniejszym udziałem Europejskiego Banku Centralnego w walce z kryzysem, nie idą żadne konkretne propozycje. Bowiem za konkret trudno uznać deklaracje o wzmocnieniu dyscypliny budżetowej w strefie euro, czy zmianie unijnych traktatów. Można mieć obawy, że rynki, a być może i strefa euro, nie doczekają do przyjęcia tych zmian, nie mówiąc o ich efektach, na które przyjdzie czekać kilka lat. Kryzys tyle nie poczeka i sam się nie rozwiąże.

Po niedawnym sensacyjnym przetargu na niemieckie obligacje skarbowe, dziś będziemy się emocjonować aukcją papierów włoskich. W trakcie poprzedniej, z końca października, rentowność 6-miesięcznych bonów, sięgająca nieco ponad 3,5 proc., była najwyższa od jesieni 2008 r. Sytuację w naszym regionie może popsuć decyzja o obniżeniu przez Moody's ratingu Węgier, choć to żadne zaskoczenie.

Giełdy azjatyckie wróciły dziś bardziej zdecydowanie do tendencji spadkowej. Nikkei stracił jedynie niecałe 0,1 proc., ale w Hong Kongu na Tajwanie, w Korei i Singapurze na godzinę przed końcem sesji zniżki przekraczały 1 proc. W Szanghaju indeksy szły w dół po 0,8-1 proc. Wczesnym rankiem kontrakty na S&P500 spadały o 0,4 proc., a na pozostałe indeksy amerykańskie i europejskie o 0,2-0,3 proc., później wyszły nieznacznie nad kreskę, by po chwili znów wrócić do spadków. Zwiastuje to nerwowy początek handlu na parkietach. Rozstrzygnięcia powinny zapaść w drugiej części dnia.