>>> Czytaj też: Polityczno-gospodarczy chaos przekształci Grecję w upadły kraj

Wychodzący w Lublanie dziennik „Finance” podał wczoraj, że Bank Słowenii poważnie rozważa dokapitalizowanie NLB. Według wstępnych danych przez trzy ostatnie lata NLB odnotował stratę w wysokości aż 385 mln euro. W związku z wprowadzeniem tzw. Bazylei III, czyli ostrzejszych wymogów dotyczących poziomu kapitału, do czerwca NLB musi zebrać co najmniej 150 mln euro. Największym udziałowcem banku jest skarb państwa (35,4 proc. akcji), a strategicznym partnerem – belgijska grupa KBC (34 proc.). W lipcowych, uznanych za łagodne testach wytrzymałościowych NLB ledwo zmieścił się nad poprzeczką.

Pięć lat po przystąpieniu do strefy euro słoweńskiej gospodarce grożą nowe kłopoty. Lublana nigdy zresztą do końca nie podźwignęła się po 8-proc. spadku PKB w kryzysowym 2009 r., najwyższym w całym Eurolandzie (nie licząc Finlandii). Prognozy Eurostatu wróżą jej na ten rok 1-proc. wzrost przy szybko rosnącym zadłużeniu i stojącej w miejscu konsumpcji. Miejscowi ekonomiści są bardziej pesymistyczni: wzrost PKB wyniesie 0,2 proc., a jeśli sytuacja w strefie euro się pogorszy, Lublanie grozi recesja.

>>> Czytaj też: KUKE tnie ratingi Hiszpanii, Włoch i Węgier

– Szybkie spowolnienie wzrostu wiąże się głównie ze zmianami w środowisku międzynarodowym, które wpłynęły na wolniejszy wzrost eksportu i inwestycji – mówił „Financom” Bosztjan Vasle, szef Urzędu Analiz Makroekonomicznych i Rozwoju. To jednak tylko część prawdy. Słowenia ma też problemy z wiarygodnością. Agencja Fitch dwukrotnie negatywnie weryfikowała niedawno rating Lublany. Najpierw we wrześniu 2011 r. dostawiła minus do dotychczasowego wskaźnika AA. Po półtora miesiąca wpisała Słowenię na listę obserwacyjną z perspektywą negatywną.

Władze nie radzą sobie bowiem z deficytem. Od 2009 r. ani razu nie spadł on poniżej 5 proc. Prognozy na ten i przyszły rok są równie pesymistyczne. Plan redukcji deficytu częściowo storpedowali wyborcy, odrzucając 72 proc. głosów w referendum z czerwca 2011 r. reformę emerytalną, zakładającą podwyższenie wieku emerytalnego do 65 lat i ograniczenie stopy zastąpienia (wartość przyszłego świadczenia w stosunku do ostatniej pensji). Spory o emerytury wewnątrz koalicji doprowadziły do upadku rządu. Nowe wyborcze rozdanie nie przyniosło przekonującego rozstrzygnięcia. Lider zwycięskiej partii centrolewicowej Zoran Janković nie zdołał stworzyć rządu. W piątek, po dwóch miesiącach od wyborów, parlament zagłosuje więc nad kolejnym gabinetem, tym razem kierowanym przez liberała Janeza Janszę.

Jansza obiecuje ambitne zmiany: redukcję wydatków budżetowych o 5 proc., stopniową obniżkę podatku od przedsiębiorstw z 20 proc. do 15 proc., zwiększenie ulgi podatkowej od inwestycji w badania i rozwój z obecnych 40 proc. do 100 proc. i zamrożenie emerytur na okres kryzysu. Realizacja zamierzeń może być jednak skrajnie trudna. Nowa koalicja nie będzie wzorem trwałości: cztery tworzące ją partie dysponują zaledwie dwoma głosami przewagi nad opozycją.