"FT": Grecja coraz biedniejsza. Nowy pakiet nie pomoże

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
23 lutego 2012, 16:36
Liderzy strefy euro, uzgadniając we wtorek rano warunki pomocy finansowej, poszli o krok dalej w porównaniu z podejmowanymi wcześniej wysiłkami, by zahamować ekonomiczne wyniszczenie Grecji. Jednocześnie pokazali jednak, że nie są w stanie zdobyć się na rozwiązanie, które nie będzie wymagało w przyszłości weryfikacji.

Trzeba rozwiązać problem nadwerężonych finansów publicznych Grecji, inaczej jej gospodarka dalej będzie schodzić na dno. Ryzyko to nie zostało w pełni zażegnane – jednak nie urzeczywistni się ono w przyszłym miesiącu w drodze niekontrolowanej niewypłacalności spowodowanej niemożnością wykupu obligacji.

Zakładając, że najnowszy pakiet ratunkowy spełni swoje zadanie i zadłużenie Aten będzie rosło i spadało zgodnie z planem, Grecja nadal musi szukać sposobu na to, aby zahamować proces ubożenia. Od poziomu dobrobytu, jaki panuje w wiodących państwach Wspólnoty, dzieli ją znacznie więcej lat, niż przypuszczała. Niepewność w sferze finansów, kurczenie się gospodarki i zamieszanie polityczne wywołane przez program naprawczy stwarzają ryzyko, że reformy mające doprowadzić kraj do wzrostu mogą być trudniejsze do zrealizowania.

>>> Czytaj też: Grecja potrzebuje wielkiej nadwyżki budżetowej

Nowy pakiet pomocy nie gwarantuje nawet ustabilizowania finansów publicznych. Trzeba jednak przyznać, że cel ten jest bardziej realny do osiągnięcia, niż był jeszcze w poniedziałek wieczorem. Fakt, iż Ateny są obecnie bliższe przywrócenia podstawowej równowagi, czyli stanu, w którym przychody z podatków wystarczą na wydatki, pozwala strefie euro przeznaczyć pożyczki na obsługę długu, a nie na ratowanie budżetu Grecji. Ustanowienie odrębnego konta na ten cel jest mądrym rozwiązaniem, podobnie jak zobowiązanie się Aten do uczynienia z obsługi długu swojego priorytetu konstytucyjnego. Jednak nowy pakiet pomocowy w wysokości 130 miliardów euro na to nie wystarczy.

Uzgadniając pakiet pomocy, o którym wiedzą, że nie będzie wystarczający, przywódcy strefy euro mogą mieć pewność, że toksyczne napięcie towarzyszące ostatnim negocjacjom powróci, zanim całe przedsięwzięcie dobiegnie końca.

Powód jest oczywisty: rządy najważniejszych państw strefy z przyczyn politycznych nie są w stanie wyłożyć większych pieniędzy. Dlatego nie wiadomo, czemu nie domagają się więcej od pożyczkodawców prywatnych. Jeśli dojdzie do kolejnej rozgrywki z Grecją, będzie ona wynikała właśnie z tego błędu. A to może okazać się zgubne.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: FT
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj